Oligarchowie w opałach

Jeśli na świecie są już multimilionerzy, którzy z powodu kryzysu stanęli na krawędzi bankructwa, są to rosyjscy bogacze. Ćwierć setki najbogatszych Rosjan straciło od maja 230 mld dolarów.
Rosyjskie majątki, mocno związane z hossą na rosyjskiej giełdzie, wysokimi cenami surowców i łatwym kredytem, bardzo gwałtownie straciły na wartości. W żadnym innym miejscu na świecie miliardy nie wyparowują VIP-om z kieszeni tak szybko jak w kraju Putina.

Majątek większości rosyjskich oligarchów stanowią głównie udziały w gigantycznych firmach sektora wydobywczego i naftowego. Te imperia chwieją się, bo większość bogaczy zaciągnęła gigantyczne kredyty w zachodnich bankach - kredyty zabezpieczone udziałami spółek, których wartość spada w zastraszającym tempie.

Rosyjski bank centralny poinformował niedawno, że jeszcze w tym roku tamtejsze firmy muszą zwrócić 47,5 mld dol. zagranicznym wierzycielom. Kolejne 160 mld dol. będzie do zwrotu w przyszłym roku. Jeśli banki zażądają od rosyjskich dłużników sprzedaży udziałów, by mogli spłacić dług, rosyjska giełda rozsypie się jak domek z kart - uważają niektórzy analitycy.

Moskiewskie biuro banku UniCredit podaje, że zagrożeni zbyt dużym obciążeniem kredytowym są Oleg Deripaska, Michaił Fridman (współwłaściciel konglomeratu nafciarsko-telekomunikacyjnego) oraz Władimir Jewtuszenkow (inwestuje w telefonię komórkową, nieruchomości i handel detaliczny). Deripaska ubiega się już o pożyczkę rządową z funduszu przeznaczonego na pomoc firmom.

Według szacunków Bloomberga 25 najbogatszych Rosjan straciło od maja tego roku łącznie 230 mld dol. Rzecznicy Olega Deripaski i Romana Abramowicza podkreślają, że szacunki oparte wyłącznie na spadających cenach akcji są mylące.

Ale Deripaska - zapewne właśnie ze względu na kłopoty finansowe - sprzedał w ostatnim czasie m.in. warte 1,5 mld dol. udziały w kanadyjskiej spółce Magna (wytwarzającej części samochodowe), a także prawie 10 proc. akcji niemieckiej firmy budowlanej Hochtief.

Jeszcze w kwietniu tego roku Deripaska - oczywiście w dużej części na kredyt - kupił 25-proc. pakiet akcji koncernu Norilsk Nickel. W tej chwili ten pakiet jest mniej wart niż kredyt zaciągnięty na tę transakcję. Być może to jest powód wyprzedawania przez biznesmena części aktywów. Potrzebuje żywej gotówki, bo spodziewa się wizyty bankowców, którzy zażądają zwrotu części kredytu.

Na razie nie widać jeszcze oznak paniki wśród wschodnich krezusów. Ich jachty, samoloty odrzutowe i posiadłości nie zostały na razie wystawione na sprzedaż. Przeciwnie, stoiska na listopadowych targach dla milionerów w Moskwie całkowicie wykupiono i zapowiada się kolejna udana impreza.



Z własnym jachtem, jak się okazuje, rozstać się najtrudniej. Według brytyjskiego "Timesa" miliarderzy w opałach chętniej sprzedają nieruchomości niż ukochane jachty.

Milion dolarów za metr - to dla właściciela jachtu niewygórowana cena za pełen komfort i luksus w dowolnym porcie na ziemi. Jeszcze dziesięć lat temu 60-metrowy jacht uważany był za ekstrawagancję. Dziś musi mieć ponad 90 m długości, by załapać się do pierwszej setki największych.

Morze jest dla wszystkich dostępne za darmo, ale wszelkie inne koszty przyprawiają o zawrót głowy. Na przykład za cumowanie na Sardynii trzeba zapłacić 1 tys. dol. dziennie. Większość portów liczy sobie 10 dol. za pozostawienie torby śmieci, a jacht o liczącej się wielkości produkuje co najmniej 100 worków odpadów dziennie. Samoloty odrzutowe wciąż dowożą niezbędne zaopatrzenie; bajgle z Nowego Jorku czy mięso z farmy organicznej w Gloucestershire.

Dla ludzi przyzwyczajonych do sprawowania całkowitej kontroli nad własnym życiem nawet najbardziej luksusowy hotel jest wysoce niedoskonałym rozwiązaniem. Załoga zwykle jest znacznie liczniejsza niż krąg rodziny lub znajomych właściciela podróżujący na pokładzie. Obsługa składa się z 18-30 osób, w tym kucharzy, stewardes, inżynierów. Mokry kostium kąpielowy porzuca się na pokładzie, skąd służba czym prędzej zabierze go do pralni. Kabiny są sprzątane osiem razy dziennie.

Nikt jeszcze tych cudownych cacek nie sprzedaje. Ale niektórzy właściciele tych pałaców na wodzie, zmuszeni do oszczędzania przez recesję, wynajmują je chętnym na wakacje. Tygodniowy urlop na Morzu Śródziemnym kosztuje 500 tys. funtów plus 60 tys. napiwku dla załogi.