Banki na cało zło czy całym złem?

Kryzys postawił banki w wyjątkowo niezręcznej sytuacji. Są jednocześnie winnymi i ofiarami. To sytuacja, w której - nie tylko wizerunkowo - trzeba uciec do przodu. Tylko czym jest ten "przód"?
Odbiór banków przez opinię publiczną jest taki, że najpierw wpędziły kredytami subprime cały świat w tarapaty, a teraz niechęcią do pożyczania pieniędzy utrudniają powrót gospodarki na normalne tory. To obraz uproszczony, jeśli nie wręcz prostacki. Wydaje się jednak, że na czasy postkryzysowe banki powinny przygotować nowe strategie, i to nie tylko strategie przetrwania. Można już usłyszeć opinie, że kryzys spowodował konieczność przemyślenia, w jakim kierunku banki będą szły, że konieczna będzie zmiana modelu biznesowego, by wyjść z kryzysu wzmocnionym. Wydaje się jednak, że nikt jeszcze tego nowego modelu nawet nie naszkicował.

Gotówka jest królem - ciąg dalszy

O wiodącej roli gotówki, szczególnie w czasach kryzysu, napisano już tyle, że nie ma do czego wracać. Natomiast warto wracać do sprzecznych zeznań stron. Bankowcy z jednej strony deklarują chęć wsparcia gospodarki, oczywiście nie za wszelką cenę. Postulat rządowych czy też pararządowych (jak w Polsce w wypadku BGK) gwarancji jest zrozumiały. Może nawet szczególnie w Polsce, gdzie do kryzysu subprime nie doszło, a pieniądze z rządowej pomocy nie trafiły do banków, które beztrosko wypłacać chciały gigantyczne premie prezesom. W każdym razie kredytowanie ma trwać. - To nie jest tak, że banki chcą zniechęcić klientów, tylko wprowadzają dodatkowe procedury, żeby racjonalnie udzielać kredytu - podkreśla Dariusz Kozłowski, prezes Centrum Informacji Gospodarczej.

Na tym wizerunku troskliwości o gospodarkę kładzie się jednak cień opcji walutowych. Druga nieprzyjemna rysa to wyniki ankiety NBP wśród przewodniczących komitetów kredytowych, z pierwszego kwartału 2009 r.: "we wszystkich segmentach rynku kredytowego doszło do silnego ograniczenia podaży kredytu. Banki silnie zaostrzyły kryteria udzielania wszystkich rodzajów kredytu oraz podniosły marże kredytowe. W wypadku kredytów dla przedsiębiorstw i mieszkaniowych banki wymagały wyższego poziomu zabezpieczenia kredytu, niż miało to miejsce do III kwartału 2008 r." Ponad 80 proc. banków zaostrzyło kryteria kredytowe dla przedsiębiorstw, a 86 proc. dla kredytów mieszkaniowych. Spektakularne akcje, takie jak protestująca przed bankiem załoga zakładów mięsnych czy stanowiska takie, jak Konfederacji Pracodawców Polskich, twierdzącej, że banki odrzucają 80 proc. wniosków kredytowych firm, nie poprawiają wizerunku.

- Na przypadki takie jak Duda trzeba patrzeć bardzo rozważnie. Łatwo jest rzucić w mediach oskarżenia na "zły bank", przez który firma bankrutuje, a ludzie tracą pracę - mówi Jarosław Dąbrowski, prezes DnB NORD Polska. - Takie populistyczne wypowiedzi zawsze trafią na podatny grunt. Dlatego niezwykle istotne jest, aby sprawę przedstawiać rzeczowo i obiektywnie. Zamiast haseł o "złych bankach" należy tłumaczyć rolę banku.

Klienci - w większości - nie znają się na bankowości, ale jeśli słyszą o znakomitych efektach zbierania depozytów i dobrym standingu polskich banków, a z drugiej - o trudnościach z uzyskaniem kredytów, to mają prawo zadać pytanie: gdzie są pieniądze. Nawet jeśli ekonomista uzna to za populizm, to klient zauważy postulaty, takie jak Eurochambers o konieczności ułatwień w dostępie do kredytu dla małych i średnich firm. Klient uzupełni sobie takie wypowiedzi opiniami ekspertów, jak na przykład Stefana Kawalca, prezesa Capital Strategy, aby rząd określił minimalny poziom wzrostu akcji kredytowej, np. o 11 proc. dla banków, które chciałby skorzystać z gwarancji rządowych. Tym bardziej że o takich wymogach stawianych bankom (kłania się Wielka Brytania i Northern Rock z końca lutego) tenże klient może przeczytać w prasie.

Winna Bazylea?

Nie warto byłoby mówić o zmianie tradycyjnego podejścia banków do gospodarki, gdyby nie seria wypowiedzi, takich jak np. Jean-Claude Tricheta, który w Davos powiedział wprost: "rynek wymaga wyższych standardów kapitałowych niż te, które uważamy za właściwe". Zarzucił inwestorom, że wymagają od banków więcej niż regulatorzy, wymuszając trzymanie pieniędzy w skarbcach. Efekt: banki działają procyklicznie zamiast antycyklicznie i pogłębiają kryzys, zamiast mieć udział w jego zwalczaniu.

Minął zaledwie dzień i w tym samym Davos szef banku centralnego Kanady, Mark Carney, kontynuował: "rynki finansowe muszą przestać zmuszać banki do tego, by gromadziły pieniądze. W przeciwnym wypadku pojawi się przeszkoda dla odbicia gospodarki w górę".

- Banki są ekstremalnie procykliczne i nasze regulacje są bardzo procykliczne - przyznaje profesor Michael Heise, główny ekonomista grupy Allianz. Wskazuje przy tym na - jak się okazuje nie zawsze korzystne - wymogi Basel II. Przy pogarszającej się sytuacji firm banki muszą uwzględnić nowe ryzyka i ich koszty, takie wymogi narzucają regulacje.

- Jedną z najważniejszych kwestii jest zmiana procyklicznego charakteru obecnych regulacji - podkreśla profesor Heise. - Jedną z dróg jest zmiana waluacji rynku, a jeśli nie - to przynajmniej zmiana wymogów kapitałowych. Nie powinniśmy też mieć zbyt wielu białych plam w regulacjach, na przykład dotyczących funduszy hedgingowych czy credit default swaps. Ponadto regulacje powinny być bardziej międzynarodowe, także nadzór w wypadku instytucji działających w skali globalnej. Konkurencja regulacyjna może być bardzo niebezpieczna.

To już nie to samo, co było

- Rzeczywiście - dzisiaj bankowość nie jest już taka sama jak jeszcze pół roku czy rok temu - przyznaje prezes Jarosław Dąbrowski. - Na początku kryzysu banki musiały się dostosować do sytuacji, w której gwałtownie wzrósł koszt finansowania, a zarazem pojawił się ogólny brak płynności. Praktycznie wszystkie banki zmieniły kryteria finansowania firm, sytuacja wymusiła na nich większą ostrożność w ocenie finansowanych projektów inwestycyjnych. Wzrosła cena kredytu - banki musiały pokryć rosnące koszty finansowania. Teraz kryzys dotarł do tzw. sfery realnej, firmy tną inwestycje, ograniczają działalność, zwalniają pracowników. Za tym pójdzie spadek konsumpcji klientów indywidualnych.

Zwraca przy tym uwagę, że w partnerstwie w gorszych czasach ważna jest zasada wzajemnej uczciwości.

- To bank jest przecież dostawcą kapitału dla przedsiębiorstwa, czyli tak naprawdę finansuje jego potrzeby i rozwój. W zamian za wyłożony kapitał oczekuje między innymi partnerstwa i transparentności - podkreśla prezes Dąbrowski.

Znacznie trudniej może być z określaniem alternatywnych standardów postępowania banków. Teoria konwergencji zakłada, że granice będą się zacierać, że usługi finansowe będą świadczone nie tylko przez bank - uważa Mariusz Karpiński, prezes Meritum Banku. - Teoria dywergencji przejawia się w specjalizacji: choćby takiej, że dawniej był po prostu bar, dziś mamy bary kawowe, "czekoladownie". Wydaje się, że podobnie będzie z bankowością. Stąd zresztą i nasz pomysł na biznes, żeby nie robić wszystkiego. Z drugiej strony mamy np. telefon komórkowy, który ma coraz więcej funkcji. Internet pełni funkcję integrującą. Myślę jednak, że trudno znaleźć dziś udane pomysły na dużą skalę, żeby bank robił coś innego niż bankowość.

Prezes Karpiński przypomina też, że już w obecnym kryzysie widoczne są konsekwencje zbytniego łączenia bankowości z politycznie pojmowaną rolą społeczną banków. - To przecież także działalność pararządowych instytucji, takich jak Freddie Mac czy Fannie Mae ośmieliła rynek amerykański do wsparcia kredytowania osób, które kredytów hipotecznych nigdy nie powinny były wziąć - dodaje.

Trudno jednak zakładać, że bankowość w ogóle się nie zmieni. Grzegorz Wach, analityk Finamo uważa, że "kluczowe zmiany po kryzysie w kontekście globalnym to przede wszystkim oczekiwania na zmianę paradygmatu neoliberalnego oraz powiązane z nim wprowadzenie bardziej transparentnych reguł funkcjonowania globalnego sektora finansowego. Jest to zadanie trudne, bo należy wyważyć na szali zależność między przejrzystością zasad a efektywnością rynku". Wymienia przy tym kilka prawdopodobnych skutków kryzysu: jak zmiana podejścia do sekurytyzacji długu - "nadanie temu strumieniowi bardziej ukształtowanych struktur". Kolejna sprawa to problem agencji ratingowych, a nawet ich - jak to określa - "dwuznaczna rola".

- Pierwsze zmiany już zauważamy - dodaje Grzegorz Wach. - Z rynku zniknęły tzw. banki inwestycyjne (Lehman Brothers, Merrill Lynch), które albo upadły, albo zostały wchłonięte przez banki detaliczne. Jest to wyraźny sygnał, że zdecydowanie większe znaczenie będzie miała w czasach po kryzysie ocena ryzyka i dbałość o bezpieczeństwo kapitału.

Są nowe reguły gry, lecz pomysłów brak

Tyle, że w tej chwili nie ma jeszcze pomysłu na to, jak bankowość będzie wyglądać w czasach postkryzysowych. Nowe reguły gry właściwie już są: składają się na nie brak zaufania i wzrost kosztów finansowania. Dlatego słychać opinie, że banki muszą się koncentrować na innych produktach, niewymagających zaangażowania kapitałowego. W tej chwili nowy model dopiero się tworzy, trwa "wycinanie tłuszczu", odnajdywanie rentownych klientów, racjonalizacja sieci sprzedaży czy też dalsza automatyzacja procesów.

Dlatego tak interesujące jest przyglądanie się działaniom banków, które zadebiutowały na polskim rynku (lub zadebiutują wkrótce) w czasie kryzysu. Czy np. pomysły łączenia rachunku bankowego z rachunkiem maklerskim (Alior Bank, ale także i PKO BP), to klucz do większej aktywności klientów? Allianz Bank odkłada na później kredyt hipoteczny, koncentrując się na wykorzystaniu sieci agentów, realizując w ten sposób ideę banku przychodzącego do klienta. To być może pomysł na budzenie zaufania. Alior Bank i Bank BPH postawiły na lokaty rekomendacyjne. BOŚ w nowej strategii poszukuje nowych produktów, takich jak lokata z odsetkami wypłacanymi z góry. Ale też zapowiada kredyty hipoteczne. Kredytów hipotecznych nie zamierza też unikać Deutsche Bank PBC. Dla Meritum Banku okazją do zaistnienia stała się nowa lokata, którą można założyć przez internet. Widać zresztą, że bez internetu coraz trudniej szukać klientów, którzy są coraz aktywniejsi w poszukiwaniu korzyści dla siebie. Widać, jaką rolę odgrywają pośrednicy, choć obecnie znacznie im trudniej ze względu na zastój na rynku kredytowym. Ale właśnie ci sami pośrednicy stają się siecią dystrybucji produktów innych niż kredytowe. Poszukiwanie nowych produktów trwa, nowych sposobów dystrybucji, bankowość długoterminowo jest wciąż atrakcyjna. Maciej Szwarc, prezes Axa Polska, podkreśla na przykład, że w modelu biznesowym dla działalności grupy w Polsce wciąż jest miejsce dla banku.

Wydaje się, że w najbliższym czasie wyjątkowo istotne, znacznie bardziej niż dotychczas, staną się badania docelowych grup klientów - bo to właśnie oni, mimo kryzysu, są dysponentami pieniędzy. To już nie tylko badanie młodych klientów, jakie niedawno przeprowadził Deloitte (w tym badaniu zwraca uwagę wskazanie na znaczenie społecznej odpowiedzialności banku jako istotnego czynnika w wyborze konkretnej placówki). To także badanie, takie jak przedstawione w lutym przez Deutsche Bank PBC na temat najbardziej "ubankowionej" i najbardziej świadomej grupy klientów: mieszkańców dużych miast.

Okazuje się, że bez internetu bank ma bardzo zawężone możliwości działania. 56 proc. badanych (i 65 proc. w grupie 30-45 lat) po prostu nie wyobraża sobie bankowości bez dostępu przez internet i telefon. Choć cena produktu nie jest szczególnie istotna (to ważne tylko dla 10 proc. badanych), to jednak np. bankomat ma być bezpłatny. Aż 38 proc. młodszych klientów życzy sobie bezpłatnego konta bankowego - co zwraca uwagę, bo jeszcze kilka lat temu banki tłumaczyły, że klient nie dziwi się, że za pakiet produktów musi zapłacić, a pytanie o to, kiedy w polskiej rzeczywistości pojawi się bezpłatne konto - budziło raczej politowanie niż zainteresowanie.

Trudno jednak zakładać, że z obecnego kryzysu zwycięsko wyjdą tylko ci, którzy zetną koszty i lepiej przeskanują swoich klientów. Być może nadszedł czas na przejrzenie pomysłów na biznes z innych rynków? Jeszcze przed kryzysem modne było na przykład przyglądanie się bankom stosującym prawo koraniczne. Choć trudno sobie wyobrazić, by w bankowości zachodniej religijnie odejść od odsetek, to chodzi o odświeżenie idei, o znalezienie czegoś porównywalnego z wprowadzeniem bankowości internetowej czy z konceptem karty płatniczej. To prawdopodobnie jedno z najbardziej pasjonujących wyzwań stojących przed bankami. Kryzysy mają nie tylko moc destrukcyjną, lecz także i oczyszczającą - przypomina Grzegorz Wach. I twórczą.

* Autorka jest dziennikarką portalu Forsal.pl i stałym współpracownikiem miesięcznika "BANK"