W sieci piratów - Raport Gazety Wyborczej

Miliony Polaków dzielą się w internecie muzyką, filmami czy grami komputerowymi. Ryzykują więzieniem i słonym odszkodowaniem, a koncerny chcą ich odcinać od sieci.
Wieczorny rytm Joanny 30-kilkuletniej menadżer dużej firmy handlowej wyznaczają amerykańskie seriale. W poniedziałki na ekranie goszczą "Gotowe na wszystko". We wtorki - cyniczny doktor House. Jeśli jest czwartek, Joannę do telewizora przykuwa kolejny odcinek "Zagubionych", piątkowy grafik dzielą zaś "Grey's Anatomy" i "Private Practice".

Kolejne odcinki Joanna ogląda w swoim domu pod Warszawą dzień po emisji w amerykańskiej telewizji. Seriale ściąga z sieci. Nie czeka długo - pół godziny, czasem krócej. Polskiej telewizji nie toleruje. - Nie ma mi nic ciekawego do zaoferowania - twierdzi Joanna.

Kilkaset kilometrów dalej, nad Bałtykiem mieszka PakereK_Pit (prawdziwego imienia ujawnić nie chce). PakereK legalnie w swoim 21-letnim życiu kupił tylko cztery części gry "Gothic". - Bo są tego warte - mówi. Resztę, czyli muzykę, gry, filmy i książki, ściąga z internetu.

PakereK_Pit studiuje wieczorowo i pracuje. Przy swoich zarobkach jest w stanie kupić najwyżej kilka gier w miesiącu. - Wolę wydać 70 zł na internet i ściągać do woli - tłumaczy.

Według różnych szacunków Joanna i Pakerek należą do grona sześciu-siedmiu milionów osób w Polsce, dla których internet jest wielkim hipermarketem z filmami, muzyką, serialami, książkami, grami komputerowymi, oprogramowaniem. Hipermarketem, z którego wychodzą, kasę omijając szerokim łukiem.

Wejdź na serwis o polskim piractwie na Gazeta.pl

Polscy piraci kradną gry najczęściej na świecie (prawie)

Na piratów złorzeczą stacje telewizyjne, koncerny fonograficzne, hollywoodzkie wytwórnie. I szermują danymi - w ub. r. z sieci pobrano nielegalnie 40 mld utworów, alarmuje Międzynarodowe Stowarzyszenie Przemysłu Fonograficznego (IFPI). I dodaje, że piracka muzyka w sieci to aż 95 proc. wszystkich ściągniętych plików. Straty producentów IFPI oblicza na miliardy dolarów.

W ub. r. co szósty internauta w Europie uczestniczył w nielegalnej wymianie plików - to już dane firmy badawczej Jupiter Research. Np. w maju ub. r. roku we Francji dokonano nielegalnej wymiany blisko 14 mln filmów. W tym samym czasie we francuskich kinach sprzedano 12,2 mln biletów.

Według niektórych raportów, w pirackim procederze plasujemy się w czołówce - w zeszłorocznym rankingu firmy Symantec Polska zajęła szóste miejsce na świecie, jeśli chodzi o liczbę nielegalnie udostępnianych plików do ściągnięcia. A drugie (!) miejsce pod względem piratowanych gier.

Nie inaczej z programami komputerowymi - jak szacuje Business Software Alliance, organizacja zrzeszająca największych producentów oprogramowania, poziom piractwa w Polsce wynosi 57 proc. - to jeden z najwyższych wyników w Europie. Straty producentów w Polsce wyniosły w zeszłym roku 580 mln dol. - przekonują członkowie BSA.



* Wyjaśnienie: wykres zatytułowany "źródła piractwa" został błędnie podpisany jako ranking sieci P2P - pokazuje on nie najpopularniejsze sieci P2P, a najpopularniejsze strony w Polsce umożliwiające dzielenie się plikami. I to tylko te, które można porównać (z powodów trudności w monitoringu, wykres nie pokazuje np. popularności sieci P2P, takich jak np. eMule). Przepraszamy za nieścisłości.

Serialowe hobby Joanny też nie jest wyjątkiem - aż 39 proc. Polaków ogląda seriale w sieci, albo - częściej - z sieci ściągnięte (samodzielnie lub przez znajomych) - wynika z opublikowanych w marcu br. badań portalu Gazeta.pl i Centrum Badań nad Kulturą Popularną SWPS. Wśród młodych osób, przed 24 rokiem życia, ten wskaźnik skacze aż do 87 proc.!

- Wszystkie stacje na tym cierpią, przed tym nie ma obrony. Moglibyśmy tych seriali nie emitować. Ale w ten sposób pozbylibyśmy się z anteny dobrych produkcji, bo to one są głównie piratowane - rozkłada ręce Piotr Fajks, prezes stacji TV4.

- Piracka dystrybucja w internecie pozytywnie wpływa na promocję dobrych tytułów, ale ogranicza źródła finansowania. A w konsekwencji powstawanie nowych, wysokobudżetowych projektów- twierdzi Marcin Skabara, szef kanałów z serialami AXN (własność HBO). Jego stacja w wy ścigu z internetem w Polsce nie ma szans, bo na antenie AXN serial pojawia się dwa, trzy miesiące po amerykańskiej premierze. Skabara przyznaje jednak, że to, jak cz ęsto dany serial jest ściągany w internecie, ma wpływ na to, ile płacą za niego producentowi.

Wyliczane przez producentów straty z tytułu dzielenia się plikami w sieci, kwestionują internauci. - Przychody ze sprzedaży muzyki spadają, bo w erze cyfrowej kupuje się pojedyncze utwory, a nie albumy - kontrują. Też podpierają się badaniami: kilka dni po wyroku w sprawie serwisu The Pirate Bay, raport opublikowała Norwegian School of Management, jedna z największych uczelni ekonomicznych w Europie (na podstawie ankiety wśród 1,9 tys. norweskich internautów powyżej 15 roku życia). Wynika zeń, że osoby, które pobierają muzykę z sieci P2P, nawet dziesięciokrotnie częściej niż pozostali internauci kupują piosenki w legalnie działających e-sklepach.

Ściągam pliki z BitTorrenta, bo:







43 proc. -są za darmo
33 proc. -nie mogę ich dostać nigdzie indziej
20 proc. -chcę sprawdzić, zanim kupię
4 proc. -dzielę się plikami wyłącznie legalnie
Dane w oparciu o odpowiedzi 15138 ankietowanych, marzec-kwiecień 2009. Cztery typy ściągających za książką Lawrence'a Lessiga "Wolna kultura"; Źródło: Torrentfreak.com

Ściąganie proste jak Gadu-Gadu

Do niedawna ściąganie wymagało instalowania specjalnych programów na komputerze. Nie każdy to potrafił zrobić. Teraz ściąganie jest równie łatwe jak korzystanie z Gadu-Gadu. Tytu ł filmu wystarczy wpisać do wyszukiwarki w odpowiednim serwisie, albo nawet w Google. Kilka kliknięć i po kilkunastu-kilkudziesięciu minutach mamy plik na dysku komputera.

Wokół ściągaczy powstała już nawet cała "obsługa serwisowa". Są fora, gdzie można się dowiedzieć, jak skonfigurować łącze, by ściągać jak najszybciej. Są strony z programami do łamania zabezpieczeń nowych gier komputerowych. Są strony, z których można ściągnąć napisy do zagranicznych filmów i seriali. Dwie z nich - napisy24.pl i Hatak.pl - prowadzi Krzysztof Żegliński, w internecie znany jako Sokar. Ł ącznie jego serwisy odwiedza milion osób miesięcznie, a nowych wciąż przybywa. Tylko przy Hatak.pl udziela się regularnie 60 tłumaczy.

Są wreszcie witryny skonstruowane na wzór ogromnych książek telefonicznych - tyle, że zamiast nazwisk i numerów przechowują adresy internetowe (linki) do filmów, muzyki, gier komputerowych.

Czterech właścicieli takiego właśnie serwisu o nazwie Pirate Bay (Zatoka Piratów) skazał niedawno szwedzki sąd - na rok więzienia i prawie 4 mln dol. odszkodowania. Korzystało z niego regularnie ponad 20 milionów osób z całego świata, z czego Polaków - wg danych firmy Gemius - pół miliona. Tyle, że witryn umożliwiających czy ułatwiających ściąganie w internecie są tysiące. Z rankingu, jaki dla "Gazety" przygotowała firma Gemius wynika, że najpopularniejszy Chomikuj.pl ma dwa miliony użytkowników miesięcznie, Torrenty.org - półtora miliona, Odsiebie.com - ponad milion, a Wru.pl - prawie 700 tys.

Mrówki z Wiejskiej

Ściąga się nie tylko w domowym zaciszu, bo i nie zawsze domowe łącze wystarcza do szybkiego pobierania plików. - Są firmy, gdzie pracownicy prowadzą wypożyczalnie najnowszych filmów, jeszcze przed premierą w polskich kinach. Wszystko dokładnie skatalogowane, poukładane w folderach - mówi "Gazecie" Maciej Karmoliński z AuditPro. Spółka zajmuje się audytem - sprawdza, czy na komputerach w firmie nie jest zainstalowane pirackie oprogramowanie, czy pracownicy nie ściągają filmów albo muzyki. Przez pięć lat sprawdziła ponad 50 tys. komputerów. - Duże spółki giełdowe, firmy telekomunikacyjne, banki, urzędy i organizacje pozarządowe. Praktycznie nie był o miejsca, w którym czegoś byśmy nie znaleźli - mówi Karmoliński. Z doświadczeń katowickiej spółki wynika, że średnio co trzeci bajt na służbowych komputerach to nielegalne treści.

W jednej z firm specjaliści AuditPro natknęli si ę na bardzo rzadki, wart kilkaset tysięcy złotych program do... projektowania samolotów. Ściągną ł go, nie wiedzieć po co, handlowiec.

- Najgorzej jest jednak w instytucjach publicznych - mówi Karmoliński. Potwierdzają to miniśledztwa internautów - dwa lata temu użytkownicy sieci BitTorrent wykryli, że film "Mrówki w gaciach" można było pobrać m.in. z komputera działającego w sieci Sejmu. Zaś w poznańskim Urz ędzie Wojewódzkim ktoś pobierał odcinek serialu "Lost".

Ile się płaci za e-muzykę (dane w mld dol., w nawiasie procent ogólnej sprzedaży muzyki)







2004 -0,4 mld dol. (2 proc.)
2005 -1,2 mld dol. (5 proc.)
2006 -2,2 mld dol. (11 proc.)
2007 -2,9 mld dol. (15 proc.)
2008 -3,7 mld dol. (20 proc.)
Źródło: IFPI

Gdzie kupuje się najwięcej cyfrowej muzyki (dane w proc. - udział muzyki w cyfrowej dystrybucji w przychodach ogółem)







USA -39 proc.
Japonia -19 proc.
Wielka Brytania -16 proc.
Francja -12 proc.
Niemcy -9 proc.
Źródło: IFPI

1,25 zł za piosenkę, prawie 20 zł - za album

Koncerny od lat próbują walczyć z internautami paragrafami. W ub. r. głośno zrobiło się (m.in. za sprawą "Gazety") o warszawskiej kancelarii Obig. Na zlecenie m.in. producentów gier i wydawców muzyki grozi ła internautom sądem, procesem karnym, cywilnym, postępowaniem komorniczym, w końcu wpisem do rejestru dłużników. Jako alternatywę proponowała ugodę i odszkodowanie - zazwyczaj od 500 zł do 3 tys. zł.

ZPAV, reprezentujący w Polsce interesy wytwórni filmowych i fonograficznych, stara się wyłapywać użytkowników, którzy nielegalnie rozpowszechniają pliki. Za każdy utwór zażąda wówczas 1,25 zł, za album - 18,8 zł. - To średnie stawki, przyjęte zarówno przez nas, jak i IFPI - mówi Jan Bałdyga ze ZPAV.

Jeszcze kilka lat temu ZPAV składał rocznie tylko kilkadziesiąt zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez internautów. W ostatnich dwóch latach liczba zawiadomień sięgnęła 800 - namierzeni internauci nielegalnie udostępniali ponad 2,5 mln plików muzycznych w sieciach P2P.

Jak wynika z informacji "Gazety", niektóre sprawy kończyły się wyrokami więzienia (np. półtora roka w zawieszeniu) i odszkodowaniami w wysokości nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Ale taktyka pozwów nigdzie na świecie nie poskutkowała. Stąd nowa ofensywa lobby antypirackiego, która wł aśnie rozlewa się po Europie. Najsilniej - we Francji, gdzie politycy są o krok od przyjęcia prawa, które nakaże operatorom odcinanie internautów na rok od sieci za naruszanie praw autorskich. Na takie działania już zgodził się irlandzki operator Eircom.

W innych krajach, np. Norwegii, Niemczech czy Wielkiej Brytanii, politycy są sceptyczni.

Co nie przeszkodziło np. BT odciąć klientom mobilnego internetu dostępu do strony The Pirate Bay kilka dni po wyroku w Szwecji.

W Polsce podobne zapisy do pomysłów francuskich ma już w regulaminie Aster. I wciąż trwają rozmowy. - Rozmawiamy z operatorami internetowymi, by pomogli nam walczyć z tym procederem. Żaden na razie nie mówi "nie" - twierdzi Bałdyga.

Operatorzy na razie niespecjalnie są chętni, by odcinać od sieci. Bo tajemnicą poliszynela jest, ż e ściąganie plików napędza popyt na szerokopasmowy internet. Jak wynika z badania SMG/KRC z końca ub. r. - gdyby nie można było ściągać plików, co dziesiąty internauta wybrałby tańszy wariant o gorszej przepustowości. A 6 proc. ankietowanych deklaruje, że w ogóle zrezygnowałoby wówczas z internetu. Firma iPoque szacuje, że wymiana plików to nawet 80 proc. ruchu w sieci. Tymczasem operatorzy w Polsce zaczęli na wyścigi wprowadzać do swej oferty superszybkie łącza - 10, 12, a nawet 30 Mb/s. Po co one klientom skoro do przeglądania stron, ściągania poczty, słuchania radia, a nawet grania w internecie wystarcza kilkakrotnie wolniejsze?

- Coraz więcej treści przenosi się do Internetu - np. możemy zwiedzać słynne muzea lub egzotyczne kraje nie ruszając się z domu, czy np. dzięki kamerom internetowym obserwować dzikie zwierzęta na żywo na wirtualnym afrykańskim safari - przekonuje śmiertelnie serio Patrycja Gołos z UPC.

Ściągający z internetu kupują więcej muzyki niż pozostali? Badanie BI Norwegian School of Management

Piraci kontratakują

Zwolennicy swobodnej wymiany plików czują zaciskaj ącą się pętlę. I podejmują rękawicę. W wyborach do europarlamentu wystartuje 20 kandydatów szwedzkiej Partii Piratów. Głoszą oni, że ludzie powinni mieć prawo nieograniczonego kopiowania książek czy muzyki na prywatny użytek. Po wyroku w sprawie Zatoki Piratów, w Sztokholmie oburzeni internauci zorganizowali demonstrację. W szeregach Partii Piratów w ciągu kilku dni pojawiło się kilkanaście tysięcy nowych członków.

- Koncerny wygrywają na polu legislacyjnym, ale przegrywają wojnę o ludzi. O rząd dusz - twierdzi dr Wojciech Machała, specjalista od prawa autorskiego (wkrótce na łamach "Gazety" wywiad, w którym opowie, kiedy prawo łamiemy, a kiedy nie).

Także w Polsce. Z cytowanych już danych SMG/KRC wynika, że tylko co piąty Polak potępia ściąganie utworów bez zgody właściciela praw autorskich. Aż 36 proc. nie widzi w tym nic złego. Reszta nie ma zdania. Badacze pytali też, co powinna zrobić osoba, która już nielegalnie ściągnęła z internetu np. film. Najpopularniejsza odpowiedź: "Nic nie robić" (39 proc. ankietowanych). Do legalnego zakupu zachęca zaś 14 proc. ankietowanych - przy czym 5 proc. zastrzega, że tylko wówczas, jeśli film się spodobał. W marcu br. popularny wśród użytkowników P2P serwis TorrentFreak zapytał internautów o powody ściągania z sieci. Na ankietę odpowiedziało ponad 15 tys. osób, z których 43 proc. w bawełnę nie owija - ściągam, bo jest za darmo. Co trzeci zapewnia, że ściąga, bo nie może w inny sposób znaleźć danej piosenki muzyki czy filmu, co piąty - bo chce wypróbować, czy warto, zanim kupi. Tylko 4 proc. zadeklarowało, że dzieli się treściami legalnie.