Nie warto wierzyć w pieniądze

Rozmowa z Davidem Omegą Monarim prowadzącym w Kenii organizację udzielającą mikropożyczek najbiedniejszym
SKOK był sponsorem tegorocznej, siódmej już edycji Gdańsk DocFilm Festival, odbywającej się pod hasłem "Godność i praca". To jednocześnie najlepsze określenie tego, czym zajmuje się David Omega Monari, gość specjalny festiwalu i bohater pokazywanego poza konkursem filmu "Monari", prowadzący w Kenii organizację udzielającą mikropożyczek najbiedniejszym. David nawet w trakcie rozmowy z dziennikarzem "Gazety Bankowej" nie umie pozbyć się odruchu pomocy - zamówioną kawę wypija sam, ale kawałek ciasta zostawia dla polskich znajomych, którzy za chwilę do niego dołączą.

- Jest pan gościem specjalnym siódmej edycji Gdańsk DocFilm Festival, jednego z kanałów dyskusji o takich problemach jak praca i godność, ale też ekonomiczne wykluczenie czy wręcz wyzysk. Czy pana zdaniem w dzisiejszych czasach mówienie o takich pojęciach ma w ogóle sens? Przecież mamy wolny handel, wolny rynek, liberalną demokrację...

- Uważam, że potrzeba mówienia o ekonomicznym wykluczeniu czy wyzysku, a z drugiej strony np. o formach zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego będzie istniała zawsze, a przynajmniej jeszcze bardzo długo. Przecież obserwujemy obecnie wiele pól, na których bardziej uprzywilejowani wykorzystują mniej uprzywilejowanych - czy to w wypadku państw bogatszych wyzyskujących państwa słabiej rozwinięte gospodarczo, czy to w przypadku osób z pełnym i łatwym dostępem do rynku finansowego w stosunku do tych, którzy takiego dostępu nie mają. Do tego dochodzą problemy związane z funkcjonowaniem demokracji, np. w Kenii, co też ma wpływ na sytuację gospodarczą.

- Spotykamy się w Gdańsku. Jakie są pańskie skojarzenia z Polską, z tym miastem konkretnie? Mam na myśli przede wszystkim cały kontekst historyczny Gdańska, duch tego miejsca, to wszystko, z czego jest ono znane, a więc "Solidarność", walka o prawa człowieka i prawa pracownicze, ludzka godność, wyrównywanie ekonomicznych i społecznych szans.

- Przyznam się szczerze, że nie mam zbyt szczegółowej wiedzy o waszym kraju, jednak o "Solidarności" oczywiście słyszałem, jak chyba większość osób na świecie i jest to pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl o Polsce i Gdańsku. Drugim są wartości, o które walczyła właśnie "Solidarność", a które pan wymienił.

- Proszę powiedzieć coś więcej o swojej działalności. Nie prowadzi pan wprawdzie klasycznej instytucji samopomocowej założonej przez konkretną grupę osób, ale pozarządową organizację społeczno-charytatywną pomagającą na wiele sposobów, jednak idea jest chyba podobna jak w przypadku np. polskich kas spółdzielczych - ekonomiczna i społeczna samopomoc tym grupom społecznym, które mają utrudniony dostęp do innych usług finansowych, inaczej mówiąc - są ekonomicznie i społecznie wykluczone?

- Wykluczenie jest tu bardzo dobrym słowem. Prowadzona przeze mnie organizacja walczy często z tym zjawiskiem na poziomie bardzo podstawowym, pomagając np. samotnym kobietom i dzieciom będącym w trudnej sytuacji - organizujemy opiekę dzieciom ze slumsów, aby w tym czasie ich matki mogły zająć się zarabianiem na chleb, pomagamy w edukacji sierotom, finansujemy szkoły itd. Udzielamy także drobnych kredytów, np. na uruchomienie sklepu z używaną odzieżą lub przydrożnej sprzedaży owoców, tak aby ludzie zagrożeni lub wręcz dotknięci ekonomicznym wykluczeniem mogli sami spróbować poprawić swoją sytuację życiową. To duże wyzwanie, ponieważ często osoby, którym udzielamy pożyczek, nie mają nawet podstawowego wykształcenia i zanim damy im pieniądze, musimy ich wiele nauczyć. Kwoty tej pomocy jak na europejskie warunki są bardzo małe, jest to z reguły kilkadziesiąt euro, jednak w Kenii wystarcza to na tak skuteczne rozkręcenie biznesu, że ponad 80 proc. osób, którym pomagamy, uzyskuje w efekcie samodzielność finansową.

- Jak wyglądała droga życiowa, która doprowadziła pana do miejsca, w którym teraz pan jest, do działalności, którą pan prowadzi?

- Moja droga życiowa miała decydujący wpływ na prowadzoną obecnie przeze mnie działalność, bowiem wychowywałem się bez ojca. Matki nie było stać na opłacenie mojej edukacji i nie skończyłbym szkoły, gdyby nie udało mi się uzyskać różnych stypendiów. Dlatego wiem jak ważna jest wzajemna pomoc między ludźmi. Uważam, że robiąc to co robię po prostu oddaję to, co sam otrzymałem. Studia z zakresu administracji biznesu skończyłem w Stanach Zjednoczonych, gdzie system unii kredytowych jest bardzo rozwinięty, dlatego gdy rezygnowałem z pracy konsultanta rozwoju społecznego w jednej z instytucji międzynarodowych, wiedziałem, że założę właśnie organizację samopomocy ekonomiczno-społecznej.

- Pomiędzy Kenią a Polską, co jasne, występuje wiele różnic. Czy widzi pan coś wspólnego między tymi państwami, przede wszystkim w sytuacji społeczno-gospodarczej?

- Oczywiście Polska zdecydowanie wyprzedza Kenię pod względem rozwoju gospodarczego i wynika to z wielu przyczyn. Jesteście już ustabilizowaną demokracją, my ciągłe młodą. Uważam, że zarówno z historii Polski, jak i jej obecnej sytuacji wiele można się nauczyć.

- Polska na tle innych krajów, przynajmniej w Europie, wyróżnia się religijnością, wiara katolicka jest wśród Polaków stosunkowo silna. Czy pana zdaniem taki czynnik moralny, czynnik wiary ma wpływ na gospodarkę, organizację życia społeczno-gospodarczego w danym społeczeństwie?

- Tak, to bardzo ważny czynnik. Np. w przypadku Polski katolicyzm, wiara jest jednym z elementów spajających naród. Obaj mamy w różny sposób do czynienia z finansami, ale zgodzi się pan, że pieniądze nie są najlepszą rzeczą, w którą powinniśmy wierzyć? (śmiech...)

- Zgodzę się bez zastrzeżeń. Jednym z przejawów pańskiej działalności w Kenii jest udzielanie mikropożyczek. Co pan wie o systemie kas spółdzielczych w Polsce, czy uważa pan, że unie kredytowe, używając międzynarodowego terminu, są równorzędnymi instytucjami finansowymi wobec innych uczestników rynku finansowego, np. banków?

- Wiem, że w Polsce instytucje finansowe typu credit unions są silne. Moim zdaniem świadomość, że nie z każdą potrzebą, nazwijmy ją finansową, trzeba udać się do banków, tylko można zwrócić się o pomoc do jakiejś zorganizowanej grupy samopomocy, niech to będzie np. unia kredytowa, kasa spółdzielcza czy taka organizacja jak moja, jest bardzo pomocna w pozytywnym odbiorze własnej sytuacji finansowej. Obserwuję wzrastającą rolę takich oddolnych grup współpracujących ze sobą ludzi - np. w Afryce większość osób zajmujących się rolnictwem jest zorganizowana w różne związki producenckie i spółdzielnie.

- W Polsce mówimy, że unie kredytowe są organizacjami ludzi, nie kapitału, oraz że są prawdziwym przejawem wolności ekonomicznej, która jest równie ważna w demokracji jak wolność polityczna. Czy zgodziłby się pan z takim stwierdzeniem?

- To bardzo celne i prawdziwe określenie. Kiedy ludzie są razem, czują się silniejsi i rzeczywiście tacy są. Nawet kiedy nie ma się niczego albo mało, poczucie, że jest się w grupie, która sobie nawzajem pomaga, bardzo wzmacnia.

- Na koniec chciałbym zadać panu bardzo ogólne pytanie, ale myślę, że odpowiedź na nie, bez względu na to, jaka padnie, będzie znacząca. Dużo jeździ pan po świecie - czy jest on teraz, w 2009 r., solidarny? Czy zauważa pan taką solidarność między państwami, grupami społecznymi, jednostkami?

- W pewnych aspektach z pewnością tak, jednak gdybym miał dać jednoznaczną odpowiedź, dotyczącą wszystkich kontekstów solidarności, o których pan wspomniał, brzmiałaby ona tak, że świat nie jest zjednoczony i nie prowadzi wspólnej walki ze stojącymi przed nim wyzwaniami, chociażby kryzysem gospodarczym. l