"ROR-off", czyli mBank idzie na wojnę

Szefowie mBanku postanowili porwać się z motyką na księżyc (albo na słońce, nie pamiętam jak to szło). Od wtorku zaczynają akcję zachęcania klientów, by przenieśli do mBanku swoje konta. I wyprowadzili się od coraz droższej konkurencji.
Projekt ma wdzięczną nazwę "ROR-off" i będzie się składał z trzech elementów. Piszę o tym szeptem, bo bank ujawni wszystko dopiero we wtorek.

Pierwsza część "ROR-off" to zachęcające do rozstania z dotychczasowym bankiem, żartobliwe klipy pod zbiorczym tytułem "Szkoła zrywania" i plakaty reklamowe z hasłem "Musimy ze sobą skończyć...".

Druga część kampanii to specjalna strona internetowa www.ror-off.pl, na której bank radzi jak możliwie bezkonfliktowo przejść przez skomplikowany proces zmiany banku. Trzecia część projektu to infolinia dla klientów chcących założyć w mBanku konto. Bank obiecuje, że pracownicy call-centre sami zarejestrują na nowym koncie przenoszonego klienta wszystkich jego odbiorców przelewów. I pomogą wysłać do pracodawcy pismo, by przelewał teraz wynagrodzenie do mBanku.

Pozornie akcja mBanku trafia na bardzo podatny grunt. Banki na wyścigi podwyższają opłaty za konta i karty. Abonamenty podniósł już PKO BP i jego główny rywal Pekao (czytaj tutaj). Ale też inne banki - BZ WBK, Multibank, a ostatnio Citi Handlowy (o tym tutaj). W tych warunkach granie na emocjach klientów, by nie płacili setek złotych rocznie za konta w innych bankach, tylko przenieśli się do darmowego mBanku, wydaje się być polityką skazaną na sukces.

Ale wcale tak nie jest. Otóż mBank bierze się za rzecz, która do tej pory nie udała się żadnemu bankowi. Polacy są nacją, która bardzo niechętnie zmienia swoje przyzwyczajenia. Będziemy narzekać, psioczyć, stać w kilometrowych kolejkach, ale banku nie zmienimy.

Więcej na blogu Macieja Samcika