Pośrednicy chcą rachunku powierniczego

Nieważne, czy finansujemy budowę mieszkania u dewelopera, czy kupujemy używane na rynku wtórnym, do momentu sfinalizowania tej transakcji nasze pieniądze powinny leżeć na specjalnym rachunku powierniczym - twierdzą pośrednicy zrzeszeni w Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN)
Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, w których prawo nie chroni klientów firm deweloperskich. Jednak jest szansa, że jeszcze w tym Sejmie Platforma Obywatelska przeforsuje ustawę, dzięki której nie stracą oni pieniędzy wpłacanych im na budowę mieszkań. W trakcie inwestycji deweloperzy musieliby się bowiem wykazać np. gwarancją bankową zwrotu wpłat lub ubezpieczeniem. Alternatywą mógłby być rachunek powierniczy otwarty lub zamknięty. W pierwszym przypadku bank wypłacałby deweloperowi gromadzone na takim rachunku pieniądze klientów w miarę postępu robót. Oczywiście bank musiałby kontrolować, czy te pieniądze są wydawane przez dewelopera zgodnie z przeznaczeniem. W przypadku rachunku zamkniętego deweloper mógłby go opróżnić dopiero po sfinalizowaniu transakcji.

Okazuje się, że pomysł podchwycili nasi pośrednicy w obrocie nieruchomościami. - Niewiele osób kojarzy to, że rachunki powiernicze w wielu krajach o rozwiniętych rynkach nieruchomości są absolutnie obowiązkowe przy przeprowadzaniu transakcji również na rynku wtórnym - wyjaśnia rzeczniczka PFRN Olimpia Bronowicka.

O tym, jak ten system działa w Stanach Zjednoczonych, opowiada tamtejszy broker Henry Sakowski: "Wszystkie środki finansowe, czyli gotówka kupującego lub kredyt bankowy, spływają na rachunek powierniczy prowadzony dla danej transakcji, do tzw. Title Company, która ubezpiecza tytuł własności. Zadatek pozostaje na rachunku powierniczym do czasu podpisania końcowej umowy sprzedaży. Ze środków zgromadzonych na rachunku powierniczym pokrywane są wszelkie opłaty towarzyszące transakcji. Po uregulowaniu wszelkich należności i zobowiązań reszta ceny trafia do sprzedającego".

- W Polsce takie rachunki w ogóle nie są popularne - przyznaje Bronowicka. I dodaje, że aż trzy czwarte ankietowanych przez Federację pośredników opowiedziało się za wprowadzeniem obowiązku ich stosowania. Pozostali uznali, że rachunek powierniczy, na który wpływałby zadatek, powinien być dobrowolny.

Dlaczego pośrednikom tak na tym zależy? Przede wszystkim podkreślają bezpieczeństwo finansowe transakcji. Na przykład gdy do transakcji nie dojdzie z winy kupującego, jego zadatek przepada. Jeżeli zaś jest to wina sprzedającego, musi on zadatek zwrócić w podwójnej wysokości. Sęk w tym, że wyegzekwowanie tych roszczeń często wiążę się z długą i żmudną drogą sądową. Gdyby zadatek trafił na rachunek powierniczy, problem byłby z głowy. Warszawska pośredniczka Agnieszka Isterewicz-Wąsowicz podkreśla, że "przy rachunku powierniczym nie będzie stresu związanego z tym, czy klient ureguluje wszystkie należności".

Prezydent PFRN Wojciech Kuc dodaje, że przymus stosowania rachunku powierniczego pomógłby wyeliminować z rynku szarą strefę. Według niego w naszych warunkach taki system miałby jeszcze jedną zaletę. Otóż wszelkie koszty towarzyszące transakcji pomniejszałyby w sposób udokumentowany przychód sprzedającego, który jest co do zasady opodatkowany. W przypadku zaś kupującego byłyby to udokumentowane koszty nabycia, a więc podstawa do ustalania kredytu, a w przyszłości, gdy nieruchomość byłaby zbywana, jako koszt nabycia. Kuc deklaruje, że Federacja wystąpi z inicjatywą legislacyjną w tej sprawie.