Ile banki zapłacą za Grecję?

Choć największe banki Europy najpewniej będą musiały wziąć na siebie część kosztów ratowania Grecji, to ich kursy na giełdach po doniesieniach ze szczytu strefy euro wystrzeliły ostro w górę
Na ustalenia szczytu państw strefy euro w sprawie nowego planu pomocy dla bankrutującej Grecji, z zapartym tchem czekała cała europejska branża bankowa. Według Barclays Capital europejskie banki są wśród największych wierzycieli Grecji, bo to głównie one kupowały na potęgę emitowane przez ten kraj obligacje. BNP Paribas ma w portfelu greckie papiery za 5 mld euro, belgijsko-francuska Dexia kupiła je za 3,5 mld euro, włoskie Generali, niemiecki Commerzbank i francuskie Société Générale mają w rządowych obligacjach Grecji zamrożone po ok. 3 mld euro.

W sumie 40 największych wierzycieli Grecji - wliczając w to Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Unię Europejską i banki centralne - kontroluje długi tego kraju warte astronomiczną kwotę 285 mld euro.

Nic dziwnego, że oprócz premierów i prezydentów państw w szczycie wzięli udział także prezesi kilku największych banków Europy. Do Brukseli przybył m.in. Josef Ackermann, szef Deutsche Banku, a także Baudouin Prot z najwyższego kierownictwa francuskiego BNP Paribas.

Choć kanclerz Niemiec Angela Merkel przed czwartkowym spotkaniem tonowała nastroje, twierdząc, że nie należy się spodziewać rozwiązania problemów Grecji jednym cięciem, to jednak pierwsze przecieki ze szczytu bardzo ucieszyły akcjonariuszy czołowych banków Europy. Notowania ich akcji na giełdach wystrzeliły w górę.

Cena papierów Deutsche Banku, największego banku Niemiec, poszła w czwartek górę o ponad 3 proc., Commerzbank urósł o ponad 9 proc.! Notowania francuskiego BNP Paribas urosły o ponad 4 proc., a Société Générale zyskał na wartości w kilka godzin ponad 6 proc.

Co sprawiło, że europejscy inwestorzy rzucili się do kupowania akcji banków? Głównie utrącenie scenariusza, zakładającego opodatkowanie banków na rzecz specjalnego funduszu, z którego byłaby ratowana Grecja. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy chciał, by banki w ciągu kilku lat wpłaciły z nowego podatku 30 mld euro. Pomysł przepadł, a inwestorzy odetchnęli z ulgą.

Ale banki nie przejdą przez kryzys suchą stopą. Z doniesień ze szczytu wynika bowiem, że część drugiego planu pomocy dla Grecji (pierwszy pochłonął 110 mld euro i nie postawił kraju na nogi) ma polegać na dobrowolnym zmniejszeniu zadłużenia Grecji przez banki, ubezpieczycieli i fundusze, które posiadają obligacje tego kraju.

W grę ma wchodzić wydłużenie terminu spłaty części papierów, zamiana ich na inne, długoterminowe obligacje albo po prostu spisanie niektórych obligacji na straty. W grę wchodzi też wykupienie części papierów od banków i ubezpieczycieli przez unijny fundusz ratunkowy (EFSF). Akcjonariusze banków liczą, że przywódcy państw Unii nie dopuszczą do tego, by ugięły się one pod ciężarem niespłaconych greckich obligacji.

Europejskie banki są pod unijną kroplówką już od wielu miesięcy. Szacuje się, że duża część całego wartego 110 mld euro pierwszego programu pomocy dla Grecji przepłynęła do greckich i zagranicznych instytucji finansowych, bo tymi pieniędzmi rząd w Atenach spłacał wyemitowane przez siebie obligacje.

Dla banków jest pewien czynnik ryzyka związany z ewentualnym oddłużeniem Grecji. Jeśli zostanie im w portfelach zbyt dużo niespłaconych obligacji, oznaczać to może obniżenie ratingów przez agencje oceniające wiarygodność kredytową (np. Fitch, S&P). Z obniżonym zaś ratingiem trudniej będzie zdobywać na rynku kapitał na prowadzenie działalności. Stąd dla bankowców istotne będzie, jaką część nowego programu restrukturyzacji długów Grecji wezmą na siebie rządy, a jaka przypadnie sektorowi prywatnemu. Tego jeszcze nie wiemy.

Jest też dodatkowy powód, dla którego Europa będzie zapewne limitowała obciążenia banków kosztami bankructwa Grecji. Otóż kilka wielkich instytucji finansowych jest zaangażowanych w Grecji nie tylko poprzez wykupione obligacje tego kraju, ale i kapitałowo - poprzez lokalne banki. Francuski Crédit Agricole ma ponad 90 proc. udziałów w Emporiki Banku, a Société Générale kontroluje podobny pakiet Geniki Banku. Na dokapitalizowanie swoich greckich córek europejskie banki będą musiały przeznaczyć grube miliardy.