Płacisz kartą? Sprawdź, jak nie popłynąć na zakupach!

Jak skutecznie pilnować swojego budżetu zakupowego i utrzymać dyscyplinę w wydawaniu pieniędzy w sklepach, jednocześnie korzystając z premii oferowanych przez banki za płacenie za zakupy kartami zamiast gotówką? - o tym w drugim odcinku naszego cyklu "Jak kupujemy"
Tydzień temu w pierwszym odcinku naszego cyklu o rozsądnym wydawaniu pieniędzy na zakupach zastanawialiśmy się nad sensem używania w sklepach kart płatniczych. Okazuje się, że częstokroć warto za zakupy zapłacić kartą, a nie gotówką. Choćby dlatego, że płatności za pomocą plastikowego pieniądza dają możliwość uzyskania w sklepie rabatu bądź zwrotu części wydanych pieniędzy przez bank.

Te bonusy to głównie zasługa bankowców, którzy za wszelką cenę namawiają nas do częstego używania kart płatniczych : dla nich obsługa transakcji bezgotówkowych jest bardziej opłacalna, bo mogą pobrać prowizję od sklepu. Po drugiej stronie "plastikowej" barykady są sami sklepikarze, którym często bardziej opłaca się przyjąć od klienta gotówkę , by nie płacić bankom. Przy większych zakupach handlowcy sami proponują rabaty za płatność gotówką. Wtedy to klient musi wybrać, co mu się bardziej opłaca - prezent od banku za to, że zapłaci kartą, czy ten od sklepikarza przyznany za wyciągnięcie z portfela gotówki.

Tak czy owak, to my, klienci, jesteśmy panami sytuacji. Sęk w tym, by wybrać taki bank, który przyznaje możliwie najwięcej bonusów za płatności kartą (a jednocześnie nie pobiera zbyt wysokich prowizji za prowadzenie konta, bo one mogą zjeść większość zysków z wyciągania plastiku w sklepie). A drugi sęk w tym, żeby... rozsądnie zaplanować swój budżet zakupowy . Dzięki temu pieniądze nie będą rozchodzić się znienacka na "nie wiadomo co". A to, niestety, częsty przypadek: w połowie miesiąca okazuje się, że w portfelu i na koncie bankowym widać dno, a tak naprawdę nie potrafimy powiedzieć, gdzie te wszystkie pieniądze się podziały. Jak pilnować swojego budżetu zakupowego i utrzymać dyscyplinę w wydawaniu pieniędzy w sklepach? Oto kilka naszych rad.

1. Pilnuj budżetu, jeśli często płacisz kartą

Przy wszystkich wielkich zaletach używania w sklepach kart płatniczych zamiast gotówki plastik jest jednak wygodniejszy: nie trzeba się martwić o drobne w portfelu, nie musimy biegać co chwilę do bankomatu albo do domu, żeby wyjąć pieniądze z koperty, mamy szansę na rabaty i bonusy od banków - używanie kart niesie za sobą jednak pewne ryzyka.

Płacąc kartą, wydajesz więcej. Naukowo dowiedziono, że karty są tyleż wygodne, co skłaniają do pewnej rozrzutności. O ile płacąc gotówką, wiemy, że nie możemy wydać na zakupach więcej pieniędzy, niż mamy przy sobie, to z kartą w kieszeni czujemy się bardziej "bezkarni" w zakupach i pozwalamy sobie na nieco mniejszą dyscyplinę. Można z tym walczyć na dwa sposoby: wchodzić do sklepu tylko z listą zakupów w ręku i trzymać się jej niezależnie od licznych pokus lub ustawić sobie dzienne limity transakcji kartami, np. na 150-200 zł. Wówczas nie będziesz musiał sam się pilnować, bo nadmierną rozrzutność zablokuje z automatu twój bank.

Przekroczenie budżetu przyznanego na karcie oznacza kary. Jeśli zapomnimy się na zakupach i przekroczymy przyznane przez bank limity wydatków (przeważnie karta przy próbie przekroczenia limitów nie zadziała, ale są i takie "plastiki", przy których powinniśmy pilnować tego sami), bank automatycznie naliczy opłatę za przekroczenie salda. Może ona wynieść nawet kilkadziesiąt złotych i zniwelować wszelkie korzyści z używania karty na zakupach.

Niezapłacenie w terminie za część karcianych zakupów to karne odsetki. Jeśli zapędzisz się w zakupach i wydasz tyle, że nie będziesz miał pieniędzy na uregulowanie choćby minimalnej części zadłużenia, w ciągu 20 dni od otrzymania wyciągu z banku narażasz się na karne odsetki. To ryzyko dotyczy co prawda tylko kart kredytowych, ale to one są przecież najfajniejszym "wehikułem zakupowym" - pozwalają płacić za zakupy pieniędzmi banku i przy pewnych założeniach nie płacić odsetek od używania nie swoich pieniędzy. Najlepiej płacić za zakupy kartą kredytową, ale w ciągu 20 dni od otrzymania wyciągu oddać wszystko co do grosza. Wówczas karta jest całkiem darmowa, a z płacenia kartą osiągamy wyłącznie korzyści (rabaty bądź zwrot części pieniędzy fundowany przez bank).

Te wszystkie przyczyny sprawiają, że jeśli często używasz - lub planujesz używać - na zakupach kart płatniczych, tym bardziej potrzebujesz dyscypliny zakupowej, by nie wydawać zbyt wiele na niepotrzebne rzeczy. Nie chodzi o odejmowanie sobie od ust i jakieś drakońskie programy oszczędności. Po prostu wiedzmy, na co wydajemy pieniądze, żeby nie rozchodziły się bez sensu na rzeczy, bez których spokojnie moglibyśmy się obejść.

2. Dowiedz się, na co wydajesz pieniądze

Żeby w ogóle móc planować domowy budżet, musisz wiedzieć, jakie są twoje comiesięczne przepływy pieniędzy. Czas więc zorientować się, na co wydajesz pieniądze. Większość z nas nie planuje wydatków, nic więc dziwnego, że pieniądze przeciekają nam przez palce. Czas z tym skończyć. Przez miesiąc zbieraj paragony i zapisuj wszystkie wydatki: osobno na żywność, osobno na inne rzeczy (kosmetyki, chemię, odzież). Swoje miejsce na liście powinny mieć wydatki na transport (bilety, paliwo) oraz te medyczne (leki, lekarze). No i pieniądze, które wydajesz na przyjemności.

Masz więc pięć grup wydatków. Podlicz każdą z nich i sprawdź, na co wydajesz najwięcej. Tej właśnie grupie wydatków przyjrzyj się krytycznie. Być może warto poskromić się nieco przy zakupie słodyczy albo zredukować choćby o jedną paczkę tygodniowo ilość kupowanych papierosów?

Przy okazji sprawdź elastyczność wydatków. Jaką ich część stanowi suma spłat zadłużenia (kredyty hipoteczne, gotówkowe, ratalne) i stałe rachunki? Jeśli to ponad połowa wszystkich wydatków, to kolejnym krokiem jest przyjrzenie się bliżej właśnie tej części budżetu. Jeśli jest inaczej i większość stanowią wydatki "na życie", to te trzeba będzie obejrzeć dokładniej.

3. Na zakupy idź zawsze z listą

Supermarket to wyjątkowo niebezpieczne miejsce dla każdego oszczędzającego. Pod wpływem działających tam marketingowców nawet najtęższe umysły łamią się i przekraczają plany wydatków. Mając takie skłonności, warto zastosować kilka prostych manewrów. Po pierwsze, koniecznie róbmy zakupy z wcześniej przygotowaną listą. Wchodzenie do sklepu "na spontana" i zgarnianie z półek wszystkiego, co wyda nam się potrzebne, to prosta droga do zapełnienia lodówki i szafek zbędnymi zakupami. Z badań naukowców wynika, że w ten sposób przekraczamy budżet na żywność średnio o 30 proc. Bo, jak wyliczyła Światowa Organizacja Zdrowia, mniej więcej tyle jedzenia - a przy okazji i pieniędzy na nie wydanych - ląduje w koszu na śmieci.

Jeśli nie planujemy zapłacić kartą - przed wejściem do sklepu warto wyjąć z bankomatu określoną kwotę, np. 50 zł, i próbować się w niej zmieścić, robiąc zakupy. Uwielbiam karty płatnicze, ale - jak już pisałem - wymagają one pewnej dyscypliny. Najlepiej kolekcjonować wydruki otrzymywane od kasjera przy płaceniu kartą i raz w tygodniu je podsumowywać. To dobry sposób na dyscyplinowanie się, jeśli chodzi o wydatki na życie. A jeśli to nie pomaga... Trudno, warto przynajmniej na jakiś czas zrezygnować z używania kart i przejść na obrót gotówkowy. Choćby po to, by nauczyć się stawiać sobie granice i twarde limity wydatków.

Są i inne sposoby, mniej wysublimowane. Pewien mój znajomy nigdy nie bierze w sklepie wózka na kółkach, ograniczając się do mniej pojemnego koszyka. To go zabezpiecza przed zrobieniem zbyt dużych zakupów. Po prostu wie, że nie zmieści do takiego koszyka wszystkiego, co mu chodzi po głowie, i musi dokonać wyboru. Dzięki temu rachunek przy kasie jest niższy. 

4. Limituj wydatki bieżące

Przyjrzyj się przez mikroskop wszystkim elementom wydatków, ze szczególnym uwzględnieniem tych na żywność i inne artykuły oraz na przyjemności. Policz, ile średnio dziennie wydajesz na każdą z tych kategorii, i załóż, że od najbliższego miesiąca spróbujesz ograniczyć te wydatki np. o 5-10 proc. W praktyce wygląda to tak, że zapisujesz sobie, ile dziennie możesz wydać na żywność, artykuły przemysłowe oraz przyjemności, a potem sprawdzasz rzeczywiste wydatki. Sprawdzaj wszystko średnio raz w tygodniu. Jeśli w jednym tygodniu przekroczysz limit, w następnym musisz nieco ograniczyć wydatki. Po miesiącu, dwóch zobaczysz, że to działa.

A będzie działało, bo każdy z nas, wydając pieniądze, czasem kupuje coś na podstawie bieżącego impulsu. Widzisz przy kasie w supermarkecie cukierki albo czekoladki - i w jednym momencie wkładasz je do koszyka. Nie potrzebujesz ich, bo pewnie masz w domu pół szafki podobnych czekoladek, ale to impuls, któremu ulegasz, wiedząc, że cię na to stać. Jeśli będziesz miał z tyłu głowy, że raz w tygodniu czeka cię rozliczenie z własnymi wydatkami, uruchomisz w sobie bardzo pożyteczny mechanizm samokontroli. Za każdym razem, kiedy będziesz miał ochotę kupić coś nieplanowanego, zapytasz siebie: "czy naprawdę tego potrzebuję?". Już samo zadanie takiego pytania przy każdym zakupie spoza listy sprawi, że wydatki spadną - nawet o 10-15 proc. A na pewno nie skończy się to pustą lodówką i szafką ze słodyczami. Po prostu będziesz mniej towarów wyrzucał.

5. Zracjonalizuj inne wydatki

"Zracjonalizuj", nie zawsze znaczy "obetnij", choć jeśli w budżecie masz strukturalny deficyt (wydatki wyższe od dochodów), to pewnych wyrzeczeń nie da się uniknąć. Wpisz z boku tabelki, o jaką kwotę powinieneś obniżyć wydatki, by odpowiadały dochodom (a najlepiej - by budżet miał jeszcze 10 proc. luzu). Znalezienie tych pieniędzy będzie twoim zadaniem na najbliższe miesiące. Nie łudź się, nie wszystko da się zrobić od razu. Restrukturyzację wydatków podziel na trzy części.

Program oszczędności energii. Gaz jest tani, więc wiele na nim nie zaoszczędzisz, ale na rachunkach za prąd i wodę możesz zaoszczędzić kilkanaście złotych miesięcznie. Zrób listę urządzeń, które mają funkcję czuwania, i wyrób w sobie nawyk wyłączania ich przyciskiem - zaoszczędzisz nawet jedną piątą zużywanej przez te urządzenia energii. Nie włączaj pralki, żeby wyprać dwie rzeczy (pralka i lodówka zużywają najwięcej prądu). Do kąpieli nie napuszczaj całej wanny wody, wystarczy napełnić ją do połowy. Podgrzewanie wody i centralne ogrzewanie są - zwłaszcza w dużych miastach - koszmarnie drogie.

Przegląd stałych rachunków . Nie ma się co oszukiwać - większość z nich jest nie do ruszenia. Nie przestaniesz płacić czynszu ani nie zrezygnujesz z angielskiego dziecka. Ale być może są jakieś wydatki, które można ograniczyć? Rezygnacja z płatnych kanałów telewizyjnych, obniżenie abonamentu telefonicznego (o ile zmniejszysz też liczbę rozmów, bo tańszy abonament to zwykle mniej darmowych minut), zmniejszenie sumy ubezpieczenia w polisie na życie, zamiana internetu na trochę wolniejszy... Jeśli nie chcesz bawić się w drobne oszczędności, po prostu zrezygnuj z najmniej potrzebnej usługi.

Restrukturyzacja zadłużenia. To dość skomplikowane, ale konieczne posunięcie. Celem jest redukcja wysokości comiesięcznych rat, by nie rujnowały stabilności domowego budżetu.

* Użyj oszczędności. Jeśli masz jakiekolwiek dodatkowe dochody (sprawdzałeś to przy okazji spisu inwentarza), użyj ich do redukcji swego zadłużenia. Możesz np. spłacić nimi najdroższy z kredytów (z reguły jest to kredyt gotówkowy lub w karcie kredytowej). Nawet jeśli ulokowane pieniądze dobrze zarabiają, odsetki od najdroższego twojego kredytu na pewno są wyższe. Aby to zrobić, musisz spełnić dwa warunki: po pierwsze, pod żadnym pozorem nie pozbywaj się wszystkich zaskórniaków (długi długami, ale płynność finansowa też jest bardzo ważna). Do zasypania dziury w budżecie użyj np. połowy z nich. Po drugie, jeśli używasz oszczędności do ustabilizowania budżetu, to od razu zaostrz kurs w cięciu wydatków. Musisz zagwarantować budżetowi wystarczający luz, by w ciągu np. dwóch-trzech lat móc odbudować oszczędności. Zanim zabierzesz się do wcześniejszej spłaty kredytu, sprawdź, czy bank to w ogóle umożliwia (czasem wcześniejsza spłata jest obwarowana wysokimi karami).

* Zmień strukturę długów. Jeśli masz na koncie kredyt gotówkowy albo karty kredytowe, a debet na koncie osobistym nie jest jeszcze wykorzystany do końca, spłać drogie długi na kartach kredytowych, powiększając debet. Odsetki od długów na kartach są znacznie wyższe, a debet na koncie to w większości banków najtańszy rodzaj kredytu. Zmieniając strukturę długów, zbijasz więc wysokość comiesięcznych rat. Spłacone karty od razu zwróć do banku, żeby nie płacić prowizji za ich używanie.

* Rozłóż kredyty na dłuższe raty. Jeśli masz kredyty gotówkowe lub ratalne, poproś bank, by rozłożył ich spłatę na dłuższy okres. W sumie będziesz musiał oddać więcej odsetek, ale comiesięczna rata się obniży. A to twój najważniejszy cel. Zamień też kredyty na kartach na ratalne - coraz więcej banków to umożliwia. Kredyt ratalny jest tańszy, więc zaoszczędzisz na odsetkach.

Prawdopodobnie, jeśli zrobisz porządki ze swoimi długami, okaże się, że masz kilkadziesiąt lub kilkaset złotych dodatkowego luzu w domowym budżecie. A więc będziesz mógł z głębszym oddechem iść na zakupy.

Za tydzień w cyklu "Jak kupujemy" przyjrzymy się okazjom i promocjom. Sprawdzimy, ile można zaoszczędzić, kupując na wyprzedażach, czy zakupy w internecie są rzeczywiście tańsze niż "w realu" i co można zdziałać na popularnych ostatnio zakupach grupowych.