Samolotem czy samochodem - jak najtaniej dotrzeć do Austrii lub Włoch na narty?

Wszyscy wybierający się na narty w austriackie Alpy czy włoskie Dolomity stoją przed dylematem, jak najtaniej i najszybciej dotrzeć na miejsce. Biura podróży w większości przypadków oferują samo zakwaterowanie z posiłkami, a narciarze stają przed dylematem: samochodem, samolotem, a może w inny sposób?
Do Austrii czy Włoch nie jest aż tak strasznie daleko - trasę tę można pokonać w jeden dzień, kilkanaście godzin. Warunkiem jest jednak sprzyjająca pogoda, bo w przypadku śnieżyc nawet na autostradach w Austrii czy Niemczech możemy utknąć w korku na wiele godzin.

Ci podróżni, którzy zdecydują się na wyjazd na narty z Polski samochodem, muszą się jednak liczyć z wysokimi kosztami. Często sama podróż będzie stanowić dużą część ceny całego wyjazdu. Najwięcej trzeba będzie wydać na paliwo. O ile w Polsce jest ono jednym z najtańszych w Europie, w Niemczech czy we Włoszech jest już znacznie droższe.

Samochodem z Warszawy do popularnej miejscowości Livigno we Włoszech jest 1342 km. Portal ViaMichelin sugeruje drogę przez Czechy jako tę najszybszą i najtańszą. Patrząc jednak na dystans konieczny do pokonania i zakładając, że w zimie samochód w trasie spali 8 litrów na 100 km, na podróż w jedną stronę potrzebować będziemy aż 168 litrów paliwa. Zakładając też, że za litr popularnej 95 trzeba będzie zapłacić średnio 6 zł, to koszt podróży do Livigno wyniesie około tysiąca złotych.

Podróżując z Warszawy do Hintertuxu - innej popularnej wśród polskich narciarzy miejscowości w Austrii - trzeba pokonać trasę 1174 km. Tutaj ViaMichelin także kieruje przez Czechy, a dokładniej: przez Ostrawę i Brno. Przy takich samych założeniach kosztów za paliwo jak w przypadku podróży do Włoch do Hinteruxu spalimy około 145 litrów i wydamy średnio 870 zł.

Do wszystkich podróży samochodem trzeba jeszcze doliczyć opłaty za autostradę. Winieta tygodniowa w Słowacji to 7 euro (około 31 zł). W Austrii za 10-dniową winietę trzeba zapłacić 8 euro (około 35 zł), a w Czechach 250 koron (około 45 zł), także za 10 dni. Jadąc z Austrii do Włoch i w drugą stronę, trzeba jeszcze doliczyć 8 euro za przejazd przez przełęcz Brenner. Darmowe autostrady są wyłącznie w Niemczech. We Włoszech, choć nie ma winiet, to za autostrady trzeba płacić przy bramkach na kolejnych odcinkach, tak jak w Polsce.

Samolotem dużo szybciej - ale co dalej?

Zamiast samochodem do Austrii czy Włoch można się też wybrać samolotem, jednak to pozostaje bardziej skomplikowane. Połączeń bezpośrednich z Polski do miast położonych najbliżej narciarskich miejscowości, niestety, nie ma. Brakuje m.in. bezpośrednich lotów do Innsbrucku. Do tego miasta można się dostać, lecąc na przykład przez Wiedeń, ale czas takiej podróży wydłuża się nawet do kilkunastu godzin.

Lecąc z Warszawy do Włoch, najlepiej wybrać lotnisko Mediolan/Bergamo. Za dwugodzinną podróż 20 stycznia, a powrót 27 stycznia liniami Wizz Air trzeba zapłacić 498 zł od osoby. Natomiast z Krakowa do Mediolanu/Bergamo w Ryanairze w tych samych dniach trzeba zapłacić 458 zł plus opłata za bagaż.

Można też polecieć do Wiednia lub Monachium. Do stolicy Bawarii trzeba zapłacić 525 zł w obie strony z przesiadkami lub nieco powyżej 700 zł bezpośrednio LOT-em (także w dniach 20-27 stycznia). Do Wiednia bezpośrednio z Warszawy można polecieć Austrian Airlines za 518 zł w obie strony.

Po doleceniu na miejsce pozostaje jednak problem dotarcia z lotniska do miejscowości, w której mamy wykupiony pobyt. Tutaj możliwości jest kilka. Można wypożyczyć samochód, dojechać pociągiem lub autobusem - jeżeli przewoźnicy oferują taki transport. Pociągi dojeżdżają m.in. do Livigno, ale do dużej liczby miejscowości położonych wysoko w górach dotrzeć można wyłącznie samochodem lub autokarem.

Jak za całą podróż

Bez wątpienia najdroższą formą transportu pozostaje wypożyczenie samochodu. Kwoty, jakie trzeba na to przeznaczyć za tydzień, są bardzo różne. Wszystko zależy od tego, jakiej klasy samochód zdecydujemy się wypożyczyć i w którym kraju. W dniach od 20 do 27 stycznia za wynajęcie ford focus tourier (kombi) na lotnisku w Monachium trzeba zapłacić 127 euro w wypożyczalni Avis. Za wypożyczenie na ten sam okres volkswagena golfa w Wiedniu trzeba już przeznaczyć 180 euro - także w Avisie.

Wypożyczenie renault megane na lotnisku Bergamo we Włoszech to koszt aż 278 euro (1240 zł) - oferta z Sixt. Za fiata bravo w wypożyczalni Europcar trzeba przeznaczyć 126 euro.

Najtańszym wariantem podróży z Polski w Alpy pozostaje jednak podróż własnym samochodem - pod warunkiem że jedziemy w co najmniej trzy osoby. Choć trzeba liczyć się z kosztami sięgającymi dwóch tysięcy złotych w obie strony, to i tak jest to najmniejsza kwota.

W przypadku podróży samolotem i później dodatkowym transportem za same bilety trzeba zapłacić około 500 zł od osoby. Jeżeli będziemy lecieli czteroosobową rodziną, to kwota sięga już dwóch tysięcy - tyle samo, ile cała podróż samochodem z Polski w obie strony. W przypadku lotu pozostaje jeszcze doliczenie transportu z lotniska do miejscowości, w której zamierzamy jeździć na nartach. Choć podróż jest dużo mniej męcząca niż ta samochodem z Polski, to mimo wszystko nie należy do najkrótszych. Stojąc przed dylematem, jak pokonać ponad 1000 km i najszybciej dotrzeć na stok, musimy przede wszystkim zajrzeć głęboko w portfel, bo ta podróż może nas sporo kosztować.