Napoje energetyczne pijemy na potęgę. Rynek olbrzymi, ale nie wszyscy dają radę

Kilka dni temu Hoop ogłosił, że rezygnuje z produkcji napojów energetycznych i wycofuje ze sprzedaży swoją markę R20. Choć z jednej strony winna jest niezadowalająca sprzedaż, decyzja może dziwić, zważywszy na to, że rynek ?energetyków? rozwija się w niezwykle dynamicznym tempie
- Obecnie kategoria napojów energetyzujących jest kategorią zdeprecjonowaną cenowo. Walka o konsumenta toczy się tu bowiem na poziomie ceny, nieprzekraczającej często 2-2,5 zł za puszkę. Właśnie na tym skupiają się główni gracze tego segmentu, od dawna nie proponując żadnych innowacji w obrębie kategorii - mówi w rozmowie z serwisem PortalSpozywczy.pl Marek Kmiecik, dyrektor marketingu i członek zarządu Hoop Polska. Jednocześnie dodał, że rezygnacja z marki R20 to element strategii spółki, która zakłada wejście w inne kategorie rynkowe, w których spółka dotychczas nie była obecna.

Kochamy "energetykę"

Hoop to pierwszy duży gracz, który zdecydował się na opuszczenie niezwykle dynamicznie rozwijającego się segmentu napojów energetycznych, którego wyniki w ostatnich latach są bardzo imponujące. Według nieoficjalnych badań wartość rynku energetyków i napojów izotonicznych wynosiła w ubiegłym roku aż 822 mln zł. Polacy pokochali napoje energetyczne i pod względem ich spożycia znajdujemy się w europejskiej czołówce. W ubiegłym roku wypiliśmy ponad 140 mln litrów "energetyków", w tym roku wartość rynku ma być o 20 mln litrów większa. Pod względem spożycia napojów tego typu na osobę zajmujemy obecnie szóste miejsce w Europie po Austrii, Finlandii czy Estonii. A nie jest to koniec rozwoju tego segmentu - eksperci z branży szacują, że do 2015 roku wielkość rynku napojów energetycznych zwiększy się aż o 150 mln zł.

"Ponad 60 proc. klientów napojów energetycznych kupuje je systematycznie. Większość z nich jest świadoma wysokich marż liderów i deklaruje, że nie lubi przepłacać za marketing. Jednocześnie ci sami klienci przyznają, że najczęściej kupują napoje marek Red Bull i Tiger" - czytamy w raporcie "Rynek napojów energetycznych 2011" przygotowanym przez firmę Stratec.

Decyzję Hoopa być może łatwiej zrozumieć, gdy zdamy sobie sprawę, że mimo szybkich wzrostów sprzedaży zyski nie rosną w tym samym tempie. Winne są temu duże promocje cenowe, na które decydują się zwłaszcza duzi producenci dyktujący poniekąd warunki innym graczom na rynku. W połowie ubiegłego roku tą drogą poszedł m.in. Foodcare, który obniżył cenę swojego napoju Black (powstał w wyniku sporu sądowego o prawa do nazwy i produkcji napoju "Tiger" - lidera rynku) do 1,1 zł i zaczął sprzedawać go z minimalną marżą. A na rynku jest wielu graczy, którzy ostro konkurują o klienta.

Będą nowi gracze?

Jednocześnie, co może nieco zaskakiwać, rynek jest wciąż otwarty na nowe marki i nowych graczy. Z przywoływanego wcześniej raportu Stratec wynika, że 20 proc. ankietowanych klientów jest rozczarowanych brakiem nowości na rynku napojów energetycznych, a 36 proc. klientów chętnie spróbowałoby produktów nowej marki. Nie dziwi więc, że wciąż pojawiają się nowe firmy gotowe wejść w ten segment i starające się jakoś w nim wyróżnić.

Kilka dni temu na rynku pojawiła się nowa marka - Egoo. Jego producenci przygotowali dwie wersje napoju: dla kobiet (o smaku truskawki i maliny) i mężczyzn. Oba produkty wyprodukowano na bazie wody osmotycznej, dzięki czemu, jak przekonują producenci nieodczuwalny ma być zapach tauryny - jednego z głównych składników tego typu napojów. Czy nowa marka podbije rynek? Z pewnością trudno będzie jej powtórzyć sukces, jaki stał się udziałem Red Bulla, Tigera czy marki Burn.