Jak serwisy zakupowe manipulują cenami. Miała być "superpromocja", jest dużo drożej niż w sklepie

Nie wierzę w serwisy zakupów grupowych/zniżkowych. Chodzi o różnego firmy oferujące kupony na obiady/spa/kawiarnie oraz kluby zakupowe proponujące zakup ze zniżką ubrań, butów, okularów oraz różowych słoni w karafce (sprawdzam, czy uważnie czytacie).
Po prostu nie wierzę w ten model biznesowy, choć ma on swoich fanów. Dlaczego? Bo moim zdaniem nie jest to żaden superbiznes dla klienta ani dla przedsiębiorcy. Dla przedsiębiorcy jest on do kitu, bo po co mu taki spryciarz, który przyjdzie raz, kupi coś za bardzo mało pieniędzy i nigdy nie wróci? Dla klienta biznes też jest słaby, bo zaskakująco często za udział w podobnego rodzaju serwisach biorą się firmy, które mają problemy finansowe i potrzebują szybkiego przypływu gotówki. Po drugie, traktują swoich gości, którzy wykupili kupony zniżkowe, jak klienta trzeciej kategorii. A po trzecie, są to marki, które czyszczą magazyny z wszelkiego chłamu, który tam zalega.

Reasumując - okazje to rzecz ulotna. Owszem - zdarzają się promocje, ale założenie, że w danym serwisie tylko dlatego, że nazywa się "zniżkowy" i ma "70 proc. taniej" w nazwie, są same superprzeceny, jest równie optymistyczne, jak to, że dyskonty są najtańszymi sklepami na rynku i każdy produkt sprzedają w najniższej cenie.

Pomarudziłem trochę, to teraz będzie o serwisie zlotewyprzedaze.pl, czyli "najlepsze światowe marki 70 proc. taniej". Pan Damian chciał tam sobie kupić plecak FC Barcelony. Cena oryginalna 503 zł, cena po obniżce 225 zł. Oszczędzasz 278 zł. Superoferta? No, ba. I to jak.

A ileż to cudo kosztuje w sklepie Barcelony, zapytają państwo? 44,20 euro, czyli raptem jakieś 180 zł... Bez żadnych zniżek i promocji, rzecz jasna. Czy cena 225 zł za ten plecak jest zła? Nie. Ale niech serwis nie wmawia, że jego oryginalna cena to 503 zł.

Tekst pochodzi z bloga Piotra Miączyńskiego Supermarket.blox.pl

Masz problemy ze sklepem? Czujesz, że sprzedawcy nabijają cię w butelkę? Zaczynamy akcję "KasoChron". Napisz do nas: kasochron@gazeta.pl Czytaj więcej w serwisie pieniadze.gazeta.pl