W niemieckim Realu nawet o 30 proc. taniej niż w polskim. Skąd taka różnica?

Zakupy w hipermarkecie Real w Niemczech są dużo tańsze niż w Polsce - donosi "Fakt", którego reporter zrobił zakupy w niemieckim Schwedt, a następnie kupił te same produkty w polskim sklepie tej samej sieci. Różnica na tym samym koszyku zakupów wyniosła 67,15 zł! Z czego wynikają te różnice?
"Polacy z terenów przygranicznych masowo korzystają z dużej różnicy cen i jeżdżą na zakupy do Niemiec" - podaje "Fakt". Reporter gazety zrobił zakupy w sklepie Real w niemieckim Schwedt leżącym 5 km od granicy polsko-niemieckiej. Za koszyk z artykułami różnego asortymentu zapłacił w Niemczech równowartość 219 zł 80 gr, a w sklepie tej samej sieci w Polsce na to samo wydał aż 286 zł 95 gr. Na zakupach za granicą zaoszczędził więc 67 zł 15 gr. - W Niemczech istnieje duża konkurencja i to przede wszystkim dyktuje niższe ceny - mówi prof. Stanisław Slejterski z Katedry Bankowości i Finansów Uniwersytetu Szczecińskiego w rozmowie z "Faktem".

Region regionowi nierówny

Nie jest to wielkie zaskoczenie, bo takie badania są prowadzone od dłuższego czasu. W lutym pisaliśmy o wyliczeniach Urzędu Statystycznego we Wrocławiu, z których wynika, że produkty spożywcze są w Niemczech często dużo tańsze niż w Polsce. Za granicą kupujemy je nawet o 30 proc. taniej. Głównie przywozimy proszki do prania, wina, piwa, soki, kawę, słodycze, jogurty. Brandy jest w Polsce ponad dwa razy droższa niż w Niemczech, whisky kupimy za zachodnią granicą o 53 proc. taniej. Droższe u nas jest też piwo - przeciętna cena za butelkę jest w Niemczech o 17 proc. niższa. Więcej wydamy też na masło - kosztuje o 25 proc. więcej, sok jabłkowy o 6 proc. więcej, a woda mineralna niegazowana jest u nas aż o 70 proc. droższa. Zdaniem producentów wynika to z tego, że VAT na wodę w Niemczech jest znacznie niższy niż u nas - w Polsce woda obłożona jest maksymalną stawką 23 proc.

Zapytaliśmy ekspertów o powody, dla których w Niemczech jest taniej. Okazało się, że niższe ceny są efektem większej konkurencji na rynku niemieckim, jest to także kwestia regionu, w którym prowadzone są badania.

- Niemcy na tle Europy nie są bardzo drogim krajem, a wynika to głównie z dużego udziału hard dyskontów, gdzie jest duża presja na niską marżę w handlu detalicznym. To ogromny rynek i wielka skala działania, co pozwala firmom na oszczędności na poziomie przetwórstwa - mówi w rozmowie z Wyborcza.biz Michał Koleśnikow, ekspert ds. analizy rynków rolnych w BGŻ. - Marki własne stanowią w Niemczech ponad 36 proc. rynku produktów spożywczych, a są to przecież z definicji produkty tańsze. Dotyczy to zarówno marek własnych z kategorii economy, jak i premium. Dla porównania - w Polsce udziały produktów pod marką własną stanowią 13-14 proc. - dodaje Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

We wschodnich landach taniej

Z zeszłorocznych danych Eurostatu wynika, że choć narzekamy na drożyznę, to w Polsce mamy jedne z najniższych cen w całej UE.

W lutym tego roku pisaliśmy, że produkty spożywcze są w Niemczech często dużo tańsze niż w Polsce. Choć nasza pensja jest o 70 proc. niższa od przeciętnej unijnej, to ceny są niższe o ponad 40 proc. Według danych Eurostatu z 2011 roku najdroższym krajem UE była Dania, gdzie ceny były o 42 proc. wyższe od średniej unijnej. Najtańsza była z kolei Bułgaria, gdzie były one o 49 proc. niższe od średniej. Spośród krajów UE taniej niż w Polsce jest tylko w Bułgarii i Rumunii. Na Węgrzech średni poziom cen jest o 7 proc. wyższy niż w Polsce, w Czechach jest o 28 proc. drożej, a w Niemczech - o 73 proc. Skąd tak duża różnica, skoro w Niemczech część produktów spożywczych jest tańsza niż w Polsce? - Saksonia, która była przedmiotem badania, to teren byłego NRD, gdzie stopa życiowa jest w dalszym ciągu znacznie niższa niż w zachodnich Niemczech. Tamtejsze sieci handlowe to widzą i stosują zróżnicowaną politykę cenową. Inna jest cena tych samych produktów w Nadrenii, Westfalii czy Bawarii, a znacznie niższa w Brandenburgii czy właśnie w Saksonii, gdzie poziom bezrobocia jest podobny do tego w Polsce, a najmniej zamożne warstwy społeczne żyją nawet gorzej niż u nas - mówił Faliński.