Galerie handlowe wchodzą do małych miast, a sklepiki w centrach bankrutują

Ełk, Grudziądz, Nowy Dwór Mazowiecki, Leszno oraz Podkowa Leśna - to tylko część miast, w których powstają duże centra handlowe. Powstanie galerii sprawia, że swoje sklepy na głównych ulicach czy rynkach zamykają właściciele. - Nowe miejsce pracy w handlu nowoczesnym to jednak pięć etatów mniej w tradycyjnym - podaje ?Dziennik Gazeta Prawna?
W Polsce jest ok. 400 centrów handlowych liczących w sumie 9,2 mln m kw. W ubiegłym roku oddano 374 tys. m kw. nowej powierzchni. Deweloperzy chętnie budują zarówno w dużych aglomeracjach, jak i w niewielkich miejscowościach.

Małe i średnie gminy mają jednak dylemat - wzmocnić budżet i przypodobać się mieszkańcom czy narazić się lokalnym sklepikarzom. Deweloperzy z jednej strony wprowadzają na rynek marki, które dotychczas nie zagościły w niewielkich miejscowościach, jednak z drugiej strony takie centrum odbiera klientów punktom zlokalizowanym przy głównej ulicy miasta prowadzonym przez lokalnych przedsiębiorców. Ci nie wytrzymują konkurencji i bankrutują.

- Zawsze gdy otwieramy swój sklep w centrum handlowym w małym mieście, to ten zlokalizowany np. przy rynku zamykamy. Przestaje być rentowny - mówi Piotr Nowjalis, wiceprezes zarządu CCC w rozmowie z "DGP".

W efekcie firmy z koncernu LPP czy CCC zamykają po kilkadziesiąt sklepów w skali roku. O ile jednak znane znaki towarowe mogą zrekompensować sobie stratę sklepem w galerii handlowej, o tyle lokalni kupcy już nie. Mało który zarządca centrum chce gościć nieznane sklepy w małej galerii handlowej. Jej uruchomienie dla wielu osób oznacza bankructwo i brak środków do życia.

Mitem jest też teza, że uruchomienie galerii w mieście 40-tysięcznym to dodatkowe miejsca pracy. Owszem wprawdzie powstaje około 100 nowych miejsc, ale jednocześnie znika 150-200 innych - uważa część ekspertów. Według szacunków Izby Handlowej jedno miejsce pracy w handlu nowoczesnym odbiera 4-5 miejsc pracy w handlu tradycyjnym.

Więcej o: