Szczoteczka do zębów jak iPhone. Baterii nie wymienisz [LIST]

Witamy w jednorazowym świecie. - Wewnątrz szczoteczki zastałem układ, który uniemożliwiał działanie szczoteczki po wyjęciu "fabrycznej" baterii! Natychmiast chwyciłem za opakowanie, a tu małym druczkiem dopisek: "Nie ma potrzeby wymiany jakiejkolwiek części?.
THIS IS SPARTA! - zakrzyknął pan Kamil i ruszył wkurzony do ataku na firmy produkujące elektryczne szczoteczki do zębów, których używa od dłuższego czasu.

Początkowo kosztowały ok. 50 złotych i miały wymienne końcówki. Patent ten jednak dość szybko zniknął - wiadomo, dla korporacji lepiej, by konsument kupował całą szczoteczkę za złotych 50, niż komplet końcówek za złotych 20. Następnym "patentem" były szczoteczki z niewymienialną końcówką, których używało się tak długo, jak uznawało się za stosowne, wymieniając w ciągu życia takiej szczoteczki baterię kilka razy. Traf chciał, że czytelnik po sugestii swojego dentysty musiał zmienić ostatnio miękkość szczotki - z dotychczasowego "medium" na "soft".

- Wiązało się to z pożegnaniem szczoteczki firmy C (którą notabene bardzo sobie chwaliłem, nie znalazłem jednak w sklepie jej wersji "soft") na korzyść Oral-B Pro Expert Pulsar (Procter&Gamble). W dniu dzisiejszym "padła" jej bateria, a ponieważ używałem jej dosyć krótko (ok. miesiąca), postanowiłem ją po prostu wymienić. Jakież było moje zdziwienie, gdy wewnątrz szczoteczki zastałem układ, który uniemożliwiał działanie szczoteczki po wyjęciu "fabrycznej" baterii! Natychmiast chwyciłem za opakowanie (kupiłem dwie za jednym razem), a tu małym druczkiem dopisek: "Nie ma potrzeby wymiany jakiejkolwiek części. W komplecie z niewymienną jednorazową baterią Duracell, która wystarcza na 3-4 miesiące używania. Produkt można otworzyć wyłącznie na potrzeby recyklingu". Swoją drogą - w instrukcjach w innych językach napisali jedynie o trzech miesiącach.

- Moja szczoteczka przestała działać po jednym miesiącu, a wcale jakoś namiętnie długo nie szczotkuję zębów (czyżby producent zakładał jedno krótkie mycie raz na dwa dni?). Komuś, kto szczotkuje zęby po każdym posiłku, i to tak długo, jak zalecają stomatolodzy, szczotka starczyłaby na jakiś tydzień. Oczywiście od producenta zaraz się dowiemy, że to wszystko w trosce o zdrowie naszej jamy ustnej (i portfele Procte r& Gamble) - wścieka się czytelnik.

Jego zdaniem takie zachowanie firmy jest nieetyczne, godne napiętnowania i nagłośnienia. "Rozumiem że świat napatrzył się na iPhone'a i model 'nic nie dotykać, niewymienialne/nienaprawialne' będzie się rozwijał? W ten sposób dojdziemy do absurdów typu żyrandole z niewymienialnymi żarówkami, drukarki z niewymienialnymi tuszami albo aparaty fotograficzne bez możliwości ładowania baterii" - pisze.

Pan Kamil stawia przy tym bardzo ciekawe pytanie: "Czy w ten sposób wyglądać powinien rozwój technologii? Poprzez podporządkowywanie świata korporacjom kosztem klientów i ekologii? (Ileż takich jednorazowych szczoteczek niepotrzebnie zaśmieca nasz świat?). Coraz bardziej przypomina to sytuację, w której to konsument jest dla producenta, a nie producent dla klienta".

Tekst pochodzi z blogu: "Towar niezgodny z umową"