Naprawili mu komputer tak, że jest jeszcze bardziej zepsuty. Gdzie?

Wydaj 3799 zł. Kup sobie tablet z podłączaną klawiaturą. Dowiedz się po kilku miesiącach, że jedno i drugie było bublem.
"Pozwolę sobie zająć trochę Pańskiego czasu lekko przydługą historią, która chyba (niestety) będzie mieć swój finał w sądzie" - pisze do mnie Tomasz Gałecki.

Pan Tomasz kupił na początku lutego Asus Vivo Tab - TF810c, czyli połączenie tabletu z klawiaturą.

"Choć jestem olbrzymim pedantem, jeśli chodzi o gadżety elektroniczne, Vivo Tab okazał się konstrukcją nie do końca dobrze zrobioną. Pierwszą usterką, jaka się pojawiła, była zdarta uszczelka na zawiasie stacji dokującej. Choć trochę zły, że takie coś dzieje się w zasadzie na samym początku życia mojego urządzenia; nie zwróciłbym na to większej wagi, gdyby nie fakt, że do kleju, który został po uszczelce (taśmie - w nomenklaturze serwisu), zaczęły się przyklejać kurz i brud".

Szpara między stacją dokującą a samym zawiasem jest na tyle mała, że nie da się tego w sensowny sposób wyczyścić, co doprowadzało pana Tomasza do absolutnej wścieklicy.

"Powodem zdzierania uszczelki jest źle wyprofilowana pokrywa klawiatury. Patrząc od tyłu, widzi się lekki łuk, i to jej brzeg uszkadza przy każdym zamykaniu ekranu uszczelkę zawiasu" - relacjonuje ponuro czytelnik.

To nie koniec. Na samym tablecie pojawiło się pęknięcie ramki okalającej ekran.

"Być może ramka w tym miejscu była źle przyklejona przez fabrykę albo cała konstrukcja takiego urządzenia jest nie do końca przemyślana, nie wiem. Niezaprzeczalny jest fakt, że pęknięcie nastąpiło w miejscu łączenia kilku materiałów (plastikowa i aluminiowa obudowa tabletu oraz szklany ekran i feralna ramka) i że powodem tego pęknięcia nie było uderzenie (nie jest to wyszczerbienie)" - pisze pan Tomasz.

13 maja (może to był błąd, że wybrał się akurat tego dnia) zgłosił się do Komputronika, powołując się na niezgodność towaru z umową.

Sprzedawca bardzo niechętnie na to przystał - starał się go nakłonić do skorzystania z gwarancji, i najlepiej poza sklepem.

"Panie, niech pan to zgłosi do serwisu. U nas panu tego nie uznają".

Przetłumaczmy to na język polski: my jesteśmy od sprzedawania, a nie naprawiania.

W końcu komputer został przyjęty przez sklep. - Choć z góry mi zapowiedziano, że na naprawę pęknięcia nie mam co liczyć. Wydaje się, że Komputronik ma świetnie wyszkolonych ludzi lub bardzo dobrze płaci i osoby pracujące na stanowisku doradcy klienta są jednocześnie serwisantami i rzeczoznawcami" - ironizuje pan Tomasz.

23 maja Komputronik poinformował czytelnika, że oczywiście uszkodzenie ramki powstało z winy nieprawidłowego użytkowania urządzenia i że jest to wyszczerbienie.

"Mazać paluchem po ekranie mazałem, tablet trzymałem w dodatkowo kupionym ochraniaczu, który ochrania też ramkę, gwoździ nim nie wbijałem, koło pęknięcia nie ma żadnych śladów uderzenia itp." - wylicza pan Tomasz.

Już 4 lipca (minęło jak z bicza trzasł) po prawie dwóch miesiącach bez Asusa katowicki salon Komputronika wreszcie do pana Tomasza zadzwonił, że sprzęt już jest naprawiony i gotowy do odebrania.

Niestety, happy endu nie było. Stacja dokująca jest naprawiona do połowy. Tzn. faktycznie wymieniono zawias, ale jej brzeg nadal zdziera nową uszczelkę przy zamykaniu.

"Tu nasuwa się analogia z serwisem samochodowym. Gdyby źle wyprofilowany błotnik porysował drzwi w trakcie ich zamykania/otwierania, to czy wymiana samych drzwi załatwiłaby problem i można by to uznać za naprawę usterki?" - pyta czytelnik.

"Ale największy szok czekał mnie po wzięciu do ręki naprawionego tabletu (zdjęcie nr 3). Wydaje się, że jakikolwiek komentarz jest zbędny. Nie dość, że nic nie naprawiono, to jest znacznie gorzej, niż było" - opowiada czytelnik.

Proszę zobaczyć na zdjęciach stan przed naprawą i po niej.

Pan Tomasz złożył teraz w salonie kolejne pismo. Na odpowiedź będzie czekał kolejne 14 dni.