Złodzieje pieniędzy z kart płatniczych przykładnie ukarani. Ukradli... 27 zł

Okazuje się, że kradzieże pieniędzy z kart zbliżeniowych bywają błyskawicznie wykrywane, skutecznie ścigane, z całą powagą piętnowane przez sądy, zaś sprawcy - stawiani przed obliczem Temidy, a tam surowo i przykładnie karani. Nawet jeśli chodzi o... 27 zł
W internecie sporo jest opisów przykrych przygód posiadaczy kart zbliżeniowych, gdy karta ginęła, a złodziej, jeśli był dość dobrze zorientowany we właściwościach kart z funkcją zbliżeniową, wykonywał seryjnie transakcje o wartości poniżej 50 zł. Karty zbliżeniowe nie wymagają przy takich transakcjach podania PIN-u, więc jeśli bank nie wprowadził odpowiednich zabezpieczeń na czipie, to hulaj dusza, piekła nie ma. Jeśli złodziej ma znajomego sklepikarza, to nawet nie musi "obskakiwać" wszystkich sklepów na osiedlu. Kto ma w portfelu kartę zbliżeniową (a większość z nas ma) powinien pilnować jej wyjątkowo troskliwie, bo samodzielnie limitować funkcji płacenia bez PIN-u się nie da.

Klient jednego z banków przez nieuwagę zostawił na stacji benzynowej swoją kartę zbliżeniową. Nikt mu jej nie ukradł, po prostu zapłacił i nie zabrał karty. Zdarza się. A co było dalej? Z relacji, którą zamieścił portal www.zgorzelec.info wynika, że klient zorientował się, że zostawił kartę już po kilkunastu minutach od momentu, gdy opuścił stację paliw. - Otrzymałem SMS z banku o zmianie salda konta. Nie zwróciłem jednak na niego uwagi. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach na mój telefon przyszedł kolejny SMS z banku. Okazało się, że moje konto zostało obciążone kwotą 24,60 zł w sklepie monopolowym... w Lubinie. Wtedy też zauważyłem poprzednią wiadomość, z której wynikało, że moje konto zostało obciążone kwotą 3,79 zł na stacji paliw i to zaledwie 20 minut po tym jak zatankowałem - opowiada czytelnik.

Czytaj też: Bank oszczędza, więc... wykastrował karty zbliżeniowe z najlepszej funkcji. Żenada czy konieczność?

Czytaj też: Zbliżeniowe załamka złodziei, czyli które karty zbliżeniowe są bezpieczne?

Transakcje nie były przypadkowe. To pracownica stacji benzynowej, zauważywszy kartę, sprawdziła za pomocą transakcji zbliżeniowej na niewielką kwotę, czy zakupy zostaną autoryzowane. Następnie przekazała plastik koledze. A ten natychmiast wyruszył do sklepu... monopolowego. I w tym momencie sprawa przestaje być zabawna, bowiem o kradzieży została powiadomiona policja, która - jak donosi zgorzelecki portal - "w ciągu trzech dni od zgłoszenia ujęła sprawców i postawiła im zarzuty. 16 maja sąd rejonowy uznał Annę K. oraz Przemysława S. winnych kradzieży z włamaniem i zobowiązał do naprawienia szkody oraz zapłaty grzywny w wysokości po 900 zł każde".

Czy do ujęcia i ukarania sprawców doszło tylko dlatego, że zadziałała usługa SMS-owych powiadomień o transakcjach? Nie tylko. To, że klient mógł szybko zareagować wynika też z zabezpieczeń, które wmontował bank w kartę zbliżeniową. Transakcje bez PIN były autoryzowane online. Gdyby karta zezwalała na autoryzację offline, bank nie wysłałby żadnych SMS-ów, bo nie wiedziałby o żadnych nielegalnych transakcjach. SMS-y przyszłyby ewentualnie po kilku dniach, kiedy system z opóźnieniem "zrzuciłby" transakcje do bazy danych.

KNF żąda poprawek w kartach zbliżeniowych: jakich? czytaj w blogu "Subiektywnie o finansach"

Czytaj też: Kabaret z kartami zbliżeniowymi. Kasjerzy z sklepach żądają... dodatkowej autoryzacji

Autoryzacja online najpewniej sprawiła również, że po "legalnej" transakcji paliwowej system pozwolił już tylko na dwie transakcje. Pracownik stacji nie poprzestałby na zakupie alkoholu za drobną kwotę, gdyby karta nadal działała w trybie zbliżeniowym. Przy kolejnej - czwartej danego dnia (po jednej legalnej i dwóch nielegalnych) - próbie dokonania transakcji zbliżeniowej, karta zażądała PIN-u. Połączenie autoryzacji online i SMS-owych powiadomień o transakcjach uczyniło kartę naszego bohatera superbezpieczną, mimo że jest wyposażona w kontrowersyjną technologię zbliżeniową.

A gdyby autoryzacja nie była online? Karta nadal mogłaby być bezpieczna, o ile na czipie dobrze działałby licznik transakcji. Owszem, klient nie dostałby żadnych SMS-ów, ale licznik transakcji automatycznie wyłączyłby możliwość dokonywania transakcji w trybie zbliżeniowym po trzech takich zakupach dziennie. I nie miałoby znaczenia, że autoryzacja transakcji była offline, czyli że bank w ogóle o nich nie wiedział. Sprawę załatwiłby licznik na czipie.

Jakie wnioski wyciągnęło społeczeństwo z tej historii. "Jeśli kraść to tylko miliony" - tak skomentował ją jeden z czytelników zgorzeleckiego portalu. Sęk w tym, że z dobrze zabezpieczonej karty zbliżeniowej milionów ukraść się... nie da.

Czytaj też: Zbliżeniowa załamka, czyli 78 złodziejskich transakcji w 15 minut

Chcesz porozmawiać z autorem tekstu? Napisz! maciej.samcik@wyborcza.biz