Historia made in Poland, gdzie policja jest skuteczna, ochroniarze pomocni, a pewien iPad...

Nie zawsze zgubiony telefon czy tablet przepada na zawsze. Czasami, ale tylko czasami jest inaczej


Zgłosił się do mnie wczoraj czytelnik z historią, która budzi uśmiech na twarzy. Zaznaczam jednocześnie, że mimo występowania w niej pewnej marki nie jest to product placement ani tekst dla hipsterów z warszawskiego placu Konstytucji w bawełnianym szaliku.

Ale historia jest jak z filmu, w którym zło zostaje ukarane, policja jest skuteczna, a ochroniarze pomocni. A nie zawsze tak bywa.

Czytelnik udał się wczoraj do baru szybkiej obsługi typu fast food (zdarza się nawet w najlepszej rodzinie), stojącego obok popularnego marketu budowlanego w jednej z podwarszawskich miejscowości. Chodzi o Obi.

Traf chciał, że będąc niezwykle wyluzowanym człowiekiem, zostawił w barze na kanapie swojego iPada. Akurat roztargniony był. Zorientował się po godzinie, będąc już w markecie budowlanym.

Dreszcz emocji, serce w gardle, pośpieszny trucht do baru, startuje akcja: szukanie. Nic. Wsiąkł. Ponieważ strata należała raczej do gatunku poważnych, pobiegł do ochrony w markecie (uruchomiono monitoring) i do ochrony w barze (również uruchomiono monitoring, również bez efektu).

Czytelnik walnął się jednak w głowę, uruchomił program Find my iPhone (trochę dziwna nazwa, bo służy też do szukania mac booka oraz iPada) i... program pokazał mu, że sprzęt leży w polu przy barze.

Poszedł tam z ochroną, szukają, chodzą. Nie ma. Program owszem pokazuje iPada na polu, ale na polu najwyraźniej go nie ma. Może zakopany?

Uprzejmy ochroniarz ustawia kamerę na pole i obiecuje, że jak coś się wydarzy (wykopki), to da znać.

Czytelnik budzi się rano i widzi, że w nocy iPad przemieścił się w tajemniczy sposób z pola na konkretną ulicę. Jedzie więc na policję, zgłasza sprawę, policjanci (jak można się było spodziewać) nie lekceważą zgłoszenia, tylko jadą razem z nim.

Przedstawiciele służby i porządku pukają do mieszkania, w którym, jak wskazuje program, przebywa iPad. Okazuje się, że mieszka tam pewien młody człowiek, który pracuje w barze szybkiej obsługi. Jego jednak w mieszkaniu nie ma. Jest w pracy.

Jego matka zaś przekonuje, że syn nie ma i nie miał nigdy żadnego iPada.

Czytelnik w tym momencie znów klepie się w głowę, wyjmuje iPhone'a i naciska na ekranie lokalizującym iPada ikonę "play sound".

A z szafy z mieszkania dobiega: ping, ping!

Wpis pochodzi z blogu: Towar niezgodny z umową