Sprawdzamy, co to znaczy, że żarówka działa 10 lat

Sprzedawca: 10 lat to świetlówka może leżeć na półce w sklepie, ale na pewno świecić tyle nie będzie.
Dzień dobry panie Piotrze, znów dałem się zrobić w konia jak dziecko! - pisze mi pan Marcin. Pan Marcin trochę ponad dwa lata temu kupił sobie żyrandol. Jak pisze - "piękny" (niestety, zdjęcia nie podesłał).

- W komplecie były żarówki, ale jako zwolennicy niskich rachunków za energię od razu wymieniliśmy 25-watowe tradycyjne żarówki na 8-watowe świetlówki energooszczędne. Wiadomo - trzy razy mniejsza moc równa się niższy pobór prądu - relacjonuje.

Pan Marcin podszedł do tego profesjonalnie. Skoro potrzebował większej liczby żarówek, to pojechał do hurtowni.

Cena: 26 zł za sztukę po 15-proc. rabacie

Żarówki wkręcił i o sprawie błyskawicznie zapomniał, aż do momentu gdy jego dwuletni syn pokazał na żyrandol.

Pan Marcin spojrzał tam również, spodziewając się balona z helem, plamy na ścianie, ewentualnie jakiejś zabawki przyklejonej do sufitu, a tu ze zdumieniem zauważył, że jedna ze świetlówek nie świeci.

- Odnalazłem fakturę i opakowanie, w końcu na takie rzeczy jest gwarancja.

Okazało się jednak, że właśnie minęły dwa lata od zakupu. Na pudełku od świetlówki widnieje jednak napis: "10 lat, 10 000 godzin". Logika jest prosta, prawda? Producent obiecuje, że produkt będzie działał 10 lat lub 10 tysięcy godzin (jak szybko policzyłem 10 tys. godzin to około 417 dni, czyli mniej niż dwa lata świecenia bez przerwy, no ale kto ma zapalone światło bez przerwy?) - pisze czytelnik.

I ruszył do ataku. W drodze z pracy podskoczył do hurtowni, gdzie oczywiście wpierw sprawdzono, czy nie upłynął okres gwarancji (dwa lata dla cywilów i rok dla firm), a później wyśmiano go serdecznie.

Gdy pracownik hurtowni otarł już załzawione ze śmiechu oczy, wyjaśnił, że te 10 lat to tylko taki "chwyt marketingowy" i przecież nikt rozsądny nie da gwarancji na żarówkę na tak długi okres.

I wyjaśnił, że - tu czytelnik cytuje z pamięci - "10 lat to świetlówka może leżeć na półce w sklepie, ale na pewno świecić tyle nie będzie".

- Jako człowiek rozsądny też tak uważam, choć w Nowym Jorku - zdaje się - mają w jednej remizie żarówkę, która świeci nieprzerwanie od 75 lat. No, ale to już rozprawa na zupełnie inny temat pt. "Zaplanowana śmierć produktu" - żali się pan Marcin. - Czy słusznie, a może niesłusznie oburzam się na sugestię, że na świetlówkę udzielona jest 10-letnia gwarancja? W jaki sposób gwarant sprawdzi, czy świetlówka świeciła więcej niż 10 tysięcy godzin?

A może te "10 lat" to nic nieznaczący i nic niemówiący slogan? Zaraz internauci, jak zwykle, wyleją na mnie wiadro pomyj, że chciwy, że mógł kupić żarówkę za 2 złote, a tak niech teraz ma za swoje, że kupował bez głowy, szybko, w pośpiechu, nie przeczytał, nie doczytał, nie pomyślał, bezmyślnie się zasugerował. Otóż nie. Gdyby świetlówki były zawinięte w szary papier, też bym je kupił. Przy zakupie nie sugerowałem się napisem "10 lat". Poprosiłem o energooszczędne "świecówki" i takie mi dano. Ale kiedy zobaczyłem napis, postanowiłem podrążyć - wyjaśnia pan Marcin.

I dodaje: - Obejrzałem pudełko wiele razy. Z każdej strony. Żadnych gwiazdek, małych druczków. Wszędzie obietnica "10 lat". Tylko nie wiadomo 10 lat czego. I jeszcze 50 tysięcy włączeń i wyłączeń oraz 10 tysięcy godzin. Pic na wodę, elektromontaż - reasumuje.

To tylko marketing

Panie Marcinie i cóż można panu odpowiedzieć. Chyba tyle, że też bym chciał, aby producenci, reklamując swoje produkty, ponosili pełną odpowiedzialność za to, co mówią.

Sam Philips na swoich stronach internetowych jest niekonsekwentny. Raz pisze, że świetlówki wytrzymają 10 lat, a innym razem że "nawet 10 lat". W specyfikacji technicznej jest jednak wyjaśnione, że średnia trwałość żarówki "przy użytkowaniu przez 2,7 godz. dziennie: 10 lat".

Jaką moc prawną ma taka deklaracja? Żadną. To tylko marketing. Jakby producent tak wierzył w jakość swojego produktu, toby dawał gwarancję np. na pięć lat, a nie na dwa, nieprawdaż?

Wpis pochodzi z blogu: Towar niezgodny z umową