Producenci zabawek wydają rekordowe kwoty na reklamy! Rodzicu, uważaj

- Chcesz wiedzieć, co będzie największym hitem tegorocznej gwiazdki? Włącz telewizor na MiniMini albo inny Disney Channel i poczekaj do przerwy reklamowej. Będziesz miał gotową listę - mówi mi mama 5-letniej Leny
Producenci zabawek nie przebierają w środkach i z roku na rok wydają coraz więcej na reklamy w telewizyjnych kanałach dla dzieci. Kiedy najwięcej? Wcale nie w grudniu. - Przed samymi świętami reklamodawcy wydają dużo tylko przez pierwsze trzy tygodnie, potem mocno ograniczają działalność. Więcej niż w grudniu wydają nawet w maju, przed Dniem Dziecka. Czas prawdziwych żniw to listopad - wtedy, kiedy dzieci zaczynają pisać listy do Mikołaja - mówi Joanna Nowakowska z firmy Atmedia. Widać to zresztą w danych cennikowych - w grudniu ubiegłego roku wydatki na reklamy w stacjach dziecięcych wyniosły 54 mln zł. Dla porównania - w maju przed Dniem Dziecka producenci zabawkę na promocję swoich produktów wydali prawie 60 mln zł.

Padł rekord

A kwoty przeznaczane na reklamy cały czas rosną. W listopadzie padł nowy rekord. Na reklamy zabawek producenci przeznaczyli po raz pierwszy ponad 100 mln zł (dokładnie 101,45 mln zł - dane cennikowe na podstawie Nielsena). Firmy traktują to jak inwestycję - im więcej wydadzą teraz, tym większe żniwa będą mieli. I tak - w listopadzie najwięcej na reklamę wydał Mattel (producent Barbie i lalek Monster High) - 26,2 mln zł, na kolejnych miejscach znalazły się Hasbro (Furby, My Little Pony i gry planszowe z Monopoly na czele) - 20,1 mln zł i Lego - 18,02 mln zł.

Przy tych kwotach wydatki kolejnych graczy - Cobi (7,64 mln zł) oraz Simba-Dickie (5,22 mln zł) - wyglądają jak drobne. Co ciekawe, te dane o wydatkach na reklamę obejmują tylko tematyczne kanały dziecięce. Ile wydają w sumie? Nie wiadomo. Ale jeśli mielibyśmy dodać reklamy w stacjach ogólnodostępnych (TVP, Polsat, TVN i inne) plus billboardy, to ogólne wydatki branży tylko za listopad musielibyśmy powiększyć o kolejne kilkadziesiąt milionów zł.

Kiedy jeszcze producenci kuszą dzieciaki?

O tym, że wydatki na reklamę rosną, przekonuje porównanie danych z ubiegłego roku. W październiku przed rokiem firmy zabawkarskie wydały na reklamę 24,9 mln zł, a w październiku 2013 - dokładnie o 10 mln zł więcej. Podobnie wygląda sytuacja z listopadem - rok temu wydatki wyniosły 92,4 mln zł. W tym roku - dokładnie o 9 mln zł więcej.

Czego chcą dzieciaki?

Pamiętacie film "Świąteczna gorączka"? Jego bohater, zapracowany biznesmen grany przez Arnolda Schwarzeneggera, w ostatniej chwili przypomina sobie, że obiecał synkowi na Gwiazdkę kultową figurkę Turbo-Mana. Oczywiście, gdy zaczyna rajd po sklepach, okazuje się, że zabawki nie ma. Zaczyna się wyścig z czasem pełen zabawnych sytuacji, który jednak dla wielu rodziców jest każdego roku dramatem. Bo co? Nie kupisz wymarzonej zabawki dziecku? Stąd tylko krok do rujnującej dzieciństwo konstatacji, że Święty Mikołaj nie istnieje.

A czego chcą dzieci? Spytałem rodziców kilku pociech, będących targetem producentów zabawek, o wyjawienie tajemnic z listów św. Mikołaja. Efekt? Marzenia dzieci doskonale pokrywają się z czołówką reklamodawców w dziecięcych stacjach.

Feliks, pracownik banku, ojciec Uli (4 lata) i Stasia (1,5 roku): Ula chciałaby w tym roku lalkę Roszpunkę i bajeczny domek księżniczki Barbie Mariposa. Jedno i drugie w kolorze intensywnego różu, tak żeby w razie zgubienia były widoczne z kosmosu. Staś dostanie wyścigi samochodowe i duże puzzle ze zwierzakami, ale najbardziej pewnie i tak ucieszy się ze wstążki, którą te prezenty będą obwiązane.

Marta, mama Kamila (4,5 roku) i Majki (2,5 roku): Kamil dostanie tor wyścigowy, hulajnogę z motywem Spidermana i globus. Majka - hulajnogę z Myszką Minnie.

Paweł, fotograf, ojciec Majki (4 lata): Moja córka na większość rzeczy reklamowanych w telewizji reaguje tak samo: "Chcę to mieć! Chcę to mieć!". Najczęściej powtarza nam o Śmieciakach - podobno one reklamowane są najczęściej. Ale i tak od Mikołaja wiem, że dostanie akwarium z rybką.

Magda, mama Maksa (8 lat): Maks na liście życzeń ma klocki Lego, buty halówki, piłkę i strój z najnowszej kolekcji FC Barcelona, gry na Xboksa.

Milena, mama Leny (5 lat): Lalki, domek i samochód Monster High.

A jak już jesteśmy przy Monster High, to warto przestrzec rodziców - to bardzo sprytny marketingowo prezent, który w dłuższej perspektywie może zrujnować wasze kieszenie. No bo tak, każda upiorna lalka (kosztują od 70 do 140 zł) ma swoje koleżanki, o czym wielkimi literami na pudełku i w internecie przypomina producent. Zwykle te koleżanki są 3-4, można się więc spodziewać, że nasze dziecko nie będzie chciało, aby Cleo de Nile, Lagoona Blue czy Ghoulia Yelps (tak się te lalki nazywają) żyły sobie samotnie. A kupując lalkę, trzeba się też liczyć z dodatkowymi inwestycjami w przeróżne dodatki, bo upiorni bohaterowie chodzą do szkoły zwanej Straszyceum (taki domek kosztuje 350-450 zł) i jeżdżą samochodami (169 zł za sztukę).