7 grzechów głównych greckiego bankruta, czyli sposób na upadek idealny

Przez lata kolejne rządy fałszowały dane o stanie swojej gospodarki, mieszkańcy kiwali swój kraj na przepisach śmiejąc się w twarz tym, którzy przestrzegają prawa. Poszczególne przykłady oszustw i nadużyć wyłaniających się z greckiego kryzysu jeżą włosy na głowie. Jest jasne, że bankrutująca Grecja jest winna sama sobie. Jak ten kraj doprowadził się do takiego stanu? Zobaczcie najbardziej drastyczne przykłady absurdów w tym kraju, które doprowadziły Ateny na skraj upadku

Grecji w ogóle nie powinno być w UE!

Historia naciągania faktów i zaciemniania rzeczywistości w relacjach Bruksela - Ateny ma bardzo długą i bogatą historię, która zaczęła się już pod koniec lat 70-tych. Wtedy, mimo negatywnej opinii Komisji Europejskiej, Grecja otrzymała zgodę na wstąpienie do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (dzisiejsza UE). KE ogłosiła wówczas, że Grecja nie spełnia wymogów akcesji z UE, jednak decyzja o jej przyjęciu miała podłoże polityczne, a nie ekonomiczne.

Grecja została członkiem stowarzyszonym EWG już w 1962 roku. Miała jedną z najsłabszych gospodarek w Europie, a Bruksela liczyła, że w ciągu kilku lat Ateny gospodarczo się rozwiną. Te plany przerwał zamach stanu przeprowadzony w 1967 roku przez wojsko. Demokrację w Atenach udało się ponownie zaprowadzić dopiero w 1974 roku. I właśnie utrzymanie demokracji i powstrzymanie zakusów wojska przed kolejnym zamachem stanu było głównym argumentem, dla którego wyrażono zgodę na członkostwo Grecji w UE

Na zdjęciu premier Grecji Jeorjos Papandreou i przewodniczący KE Jose Manuel Barroso

Grecja uratowana? Grecja uratowana? Fot. Shutterstock

...ani w strefie euro

''Wielu inwestorów obawia się, że decyzja przyznająca Grecji członkostwo w strefie euro wyśle zły sygnał do inwestorów sugerujący, że w przyszłości wspólną unijną walutę będą przyjmowały inne słabsze gospodarczo kraje nie w pełni spełniające kryteria'' - to cytat z depeszy BBC z 1 stycznia 2001 roku. Tego dnia Grecja po kilku latach nieudanych starań została 12. członkiem strefy euro. Dwa lata wcześniej kandydatura Aten do strefy euro została odrzucona, ale już w 2000 roku wszystkie wskaźniki gospodarcze były w najlepszym porządku.

Jednak jak pokazał audyt przeprowadzony w 2004 roku przez Eurostat, w rzeczywistości greckie wskaźniki przy akcesji do euro były zafałszowane. Deficyt finansów publicznych za 1999 rok według metodologii Eurostatu wyniósł 3,4 proc. PKB, a według greckiego rządu - 3 proc. (czyli dokładnie tyle, ile wynosi jedno z kryteriów traktatu z Maastricht). Najbardziej skandaliczne było jednak zatajenie informacji o długu publicznym, którego rzeczywista wartość w momencie akcesji wynosiła ok. 110 procent PKB. Czyli prawie dwa razy więcej niż dozwolony dla kandydatów do eurolandu limit 60 proc. PKB.

Kolejne lata pokazały w pełni, że z okłamywania Brukseli Grecy zrobili swój...

...narodowy sport

Okazało się, że Grecy wysyłali sfałszowane dane o deficycie i długu publicznym przez lata. Wystarczy porównać dane o deficycie - te zgłaszane przez Ateny i te rzeczywiste, wykazane w wyniku kontroli w 2004 roku. W 2000 r. Grecja zgłosiła do UE deficyt na poziomie 2,0 proc. PKB, podczas gdy w rzeczywistości wynosił on 4,1 proc., w 2001 - Ateny mówią 1,4 proc. (najniższy w całym eurolandzie!), w rzeczywistości jest 3,7 proc. PKB. W 2002 roku były takie same dane jak rok wcześniej, a w 2003 różnica się już powiększyła - deklarowany przez Ateny deficyt to 1,7 proc. PKB, prawdziwa wartość deficytu to 4,6 proc. PKB. Jednak zamiast dotkliwych kar skończyło się na grożeniu Atenom palcem przez Brukselę.

Podobnie było z niepokojąco szybko rosnącym długiem publicznym, który w 2004 roku wyniósł 100,9 proc. PKB, a w kolejnych latach odpowiednio: 2005 - 112 proc. PKB, 2006 - 106,8 proc. PKB, 2007 - 104,6 proc. PKB. Na ten rok, z powodu spóźnionej reakcji ze strony Brukseli szacuje się, że dług publiczny Aten może przekroczyć 144 proc. PKB

Spytacie pewnie, jak to możliwe, że przez tyle lat nikt nie zwrócił im uwagi?

Jak Grecy oszukiwali Unię?

W pierwszych latach metody fałszowania danych były bardzo różnorodne. Utajniano wydatki zbrojeniowe, część z nich specjalnie źle klasyfikowano. Rząd zawyżał także wpływy z VAT, płatności z UE na fundusze pomocowe, nadwyżki kasy ubezpieczeń społecznych, zaniżał zaś koszty obsługi długu.

Były to jednak tylko półśrodki, dzięki którym nie da się schować miliardowego zadłużenia. Ostatecznie udało się, a z pomocą Grecji przyszły wielkie banki inwestycyjne, a przede wszystkim mający od globalnego kryzysu nienajlepszą reputację Goldman Sachs

Na zdjęciu premier Papandreou w otoczeniu unijnych liderów

Kto z Goldmanem knuje, ten z pewnością zbankrutuje

Znany bank miał w 2002 roku pomóc greckiemu rządowi obniżyć ich zadłużenie wykorzystując do tego swapy walutowe. W praktyce wyglądało to tak, że grecki rząd emitował obligacje denominowane w dolarach lub jenach, a na podstawie umowy z Goldmanem zmieniał walutę zadłużenia na euro. Kurs wspólnej waluty w ramach transakcji był jednak sztucznie zmieniony w stosunku do rynkowego, dzięki czemu zadłużenie Grecji liczone po oficjalnym kursie euro było znacznie niższe niż rzeczywiste. Jak podał w ubiegłym roku niemiecki ''Spiegel'' dzięki takim transakcjom Grecy mogli pożyczyć dodatkowy miliard dolarów. ''New York Times'' donosi z kolei, że proceder trwał od 2001 do 2009 roku i zerwał go dopiero socjalistyczny rząd premiera Jeorjosa Papandreou. W tej sprawie prowadzone jest wciąż śledztwo Komisji Europejskiej.


Na zdjęciu demoniczny prezes Goldman Sachs, Lloyd Blankfein. Czy, jak chce protestujący w tle, rzeczywiście czuje wstyd?

Greckiej tragedii pierwsza odsłona

Trudno uwierzyć, że Eurostat nie był w stanie kontrolować nadsyłanych przez Grecję raportów o stanie finansów państwa. Dziś brzmi to jak żart, ale przypomnijmy o wydarzeniu, które rozpoczęło grecką tragedię - pod koniec 2009 roku rząd Grecji sam podwyższył własne prognozy deficytu finansów publicznych z poziomu 3,7 do 12,5 proc. PKB. Dramatycznie rósł też dług publiczny, który na koniec ubiegłego roku wyniósł 113 proc. PKB. Nowo odkryte fatalne dane o greckim zadłużeniu sprawiły, że rynki finansowe wpadły w panikę: agencje ratngowe szybko obniżyły ratingi greckich papierów dłużnych do poziomu śmieciowego, a oprocentowanie samych greckich obligacji osiągnęło rekordowe poziomy. Grecja stanęła na krawędzi bankructwa i niewypłacalności - uratował ją dopiero pakiet pomocowy w kwocie 110 mld euro, który w maju ubiegłego roku udzieliły jej Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Patrząc szerzej, do takiej sytuacji Grecję doprowadziły nie tylko poszczególne rządy, ale także, a może przede wszystkim, jej mieszkańcy i ich specyficzna kultura bycia. Spośród głównych grzechów przybliżających bankructwo Aten na pierwszy plan wysuwa się...

Korupcja

Ubiegłoroczne wyniki badań Instytutu Brookings z Waszyngtonu przerażają: wynika z nich, że łapówki, korupcja i inne formy patronatów to roczna strata dla greckiego budżetu rzędu 20 mld euro. To ok. 8 proc. rocznego greckiego PKB. Nietrudno obliczyć, że to główne źródło fiskalnych problemów kraju. ''Gdyby sektor publiczny Grecji był tak czysty i przejrzysty jak w Szwecji czy Holandii, Grecja w ciągu ostatniej dekady mogłaby regularnie notować nadwyżkę budżetową'' - czytamy w komentarzu do raportu.

W rankingu Banku Światowego za 2009 rok Grecja zajmuje ostatnie miejsce w strefie euro pod względem kontroli korupcji. Z kolei w rankingu Transparency International grupującym wszystkie kraje UE także jest na ostatnim miejscu, które dzieli razem z Bułgarią i Rumunią.

Jak nie kiwasz urzędu, jesteś frajer

- Problemem jest to, że w Grecji nie mamy wykształconych podstaw kultury społeczeństwa obywatelskiego. W Grecji przestrzeganie prawa i reguł jest traktowane jako hańba. Jeśli przestrzegasz prawa, ludzie powiedzą, że jesteś głupi - komentuje prof. Stavros Katsios z Ionian University.

A Grecy dają łapówki na potęgę - z raportu Transparency International wynika, że w 2009 roku łapówkę dało 13,5 proc. greckich rodzin, a średnia wysokość tej łapówki to 1355 euro. Z badania wynika, że Grecy dają w łapę praktycznie za wszystko: za zdobycie prawa jazdy, dostanie się na wizytę do lekarza, pozwolenie na budowę. Najgorsze jest jednak to, że na korupcję w Grecji panuje głęboko zakorzenione przyzwolenie społeczne.

Jak widać na zdjęciu - swoich tradycji Grecy są gotowi bronić równie zaciekle jak kilkaset lat temu Spartanie

Płacić podatki? A nie lepiej się podzielić?

Z luźnych szacunków sprzed dwóch lat wynika, że w czasach swej ''świetności'' Grecy nie płacili przynajmniej jednej czwartej wszystkich należnych podatków. Działo się tak, ponieważ zamiast tego masowo dawali łapówki inspektorom podatkowym. - Dzielisz się wartością swojego podatku z inspektorem i dostajesz zniżkę - mówi w rozmowie z ?WSJ? jeden z przedstawicieli greckiego rządu. Jak dodaje, niektóre miejscowe firmy opracowały system o roboczej nazwie ''4-4-2''. Co kryje się pod tą nazwą? Jeśli wartość podatku wynosi 10 tys. euro, firma płaci 4 tys. inspektorowi, 4 tys. zatrzymuje dla siebie, a państwu w formie podatku płaci 2 tys. euro.

Efekt: w 2009 roku tylko 15 tys. Greków na 11 mln mieszkańców tego kraju zgłosiło do urzędu skarbowego dochody wyższe niż 100 tys. euro.

Bo i po co? W administracji też korupcja kwitnie aż miło

Greckiemu rządowi tym trudniej jest walczyć z narodowymi przywarami rodaków, że lwia część państwowych urzędników jest przeżarta korupcją i przywykła do łapówek. Szczególnie dobitnie widać to w greckim resorcie finansów, który jako pierwszy zaczął czystki w swoich szeregach. Niektóre informacje z frontu walki z łapówkami przerażają, choć początek krucjaty był standardowy: zwolniono z pracy kilkudziesięciu urzędników z kadry zarządzającej urzędami za zbyt słabe ściąganie podatków, kolejne kilkadziesiąt osób zwolniono za przyjmowanie łapówek. Ale kolejne śledztwo z początku ubiegłego roku brzmi już co najmniej dziwne: na podstawie wyrywkowej kontroli zeznań podatkowych za lata 2007-2008 wyszło na jaw, że 234 urzędników zapomniało ich złożyć.

A greccy urzędnicy doskonale potrafią zainwestować pozyskane z łapówkarstwa środki. Dużą część z nich inwestują w nieruchomości. W ubiegłym roku Ministerstwo Finansów wszczęło wewnętrzne śledztwo przeciwko 70 swoim urzędnikom podejrzewanym o łapówki. Wątpliwości wzbudziły informacje o posiadanych przez nich nieruchomościach, których wartość miała wynosić między 800 tys., a 3 miliony euro. Tymczasem ich średnie deklarowane roczne przychody to nieco ponad 50 tys. euro. Wyniki śledztwa nie zostały opublikowane.

Emerycie! Udowodnij, że nie umarłeś

Do niedawna greckie władze były przekonane, że w liczącej 11 milionów ludzi Grecji jest aż 9 tys. emerytów i emerytek dożywających sędziwego wieku 100 lat lub starszych. Jednak z przeprowadzonej w maju na zlecenie minister pracy Louki Katseli kontroli wynika, że świadczenia emerytalne szły na konta lub adresy aż 4,5 tys. zmarłych emerytów. To bardzo częsta praktyka w Grecji - rodziny często nie zgłaszają śmierci dziadka lub babci, by nadal pobierać ich emeryturę.

Wielu z nich nie żyło od dawna. Grecki rząd szacuje, że emerytalne martwe dusze kosztowały państwo minimum 16 mln euro. Desperacko szukający oszczędności rząd ogłosił więc masową kontrolę...wszystkich emerytów. Między 1 lipca a 30 września muszą oni obowiązkowo stawić się w swoim banku i potwierdzić, że jednak żyją.

Tak jak ta dość żywotna pani w czasie jednego z licznych w ostatnim czasie strajków w Grecji

Bezrobotny musi mieć basen

Grecka skarbówka rzuciła się do walki z nadużyciami rodaków na wszelkie możliwe sposoby. W ciągu pierwszego półrocza ubiegłego roku tamtejsza policja skarbowa przeprowadziła ponad 22 tys. kontroli, które ujawniły blisko pół miliona oszustw i różnych podatkowych nadużyć. Wartość nałożonych kar sięgnęła 2,5 mld euro. Grecka policja śledzi więc za pomocą map satelitarnych, kto ma baseny. Okazuje się, że Grecy nagminnie nie zgłaszają ich posiadania.

Najgłośniejsza sprawa związana z basenami dotyczyła mieszkańców eleganckiej dzielnicy Ekali na przedmieściach Aten. Urzędnikom resortu skarbu wydawało się, że jest tam o wiele więcej basenów niż 324 ujawnione w zeznaniach podatkowych mieszkańców. Kontrola wykazała, że w całej dzielnicy są dokładnie 16 974 baseny. A to oznacza, że wielu Greków miało coś do ukrycia.

Inny popularny sposób kantowania fiskusa to nieukończone budowy domów, które ciągną się latami. Budując dom Grecy zostawiają więc jakąś część inwestycji rozgrzebaną, bo w ten sposób nie muszą płacić podatku od nieruchomości.

Strajki jak się patrzy

Przy tak zorganizowanych związkach zawodowych i skłonnych do protestu obywatelach, nawet niezwykle głośni związkowcy z KGHM mogą się schować. Grecją co i rusz wstrząsają ogólnokrajowe strajki i protesty. Strajkują wszyscy albo tylko poszczególne grupy społeczne, za to z godną podziwu regularnością. Przyzwyczajeni do wygodnego życia Grecy nie chcą teraz pogodzić się z koniecznością oszczędzania i mocnego zaciskania pasa. Dają temu zresztą wyraz, często nawet nazbyt radykalnie, np. atakując budynki rządowe, m.in. resort finansów czy budynek greckiego parlamentu w momencie głosowania nad wotum nieufności dla greckiego rządu.