Naukowcy: James Bond winny złemu wizerunkowi energii atomowej

Brytyjscy naukowcy twierdzą, że do negatywnego postrzegania energii nuklearnej na całym świecie przyczyniły się w znacznym stopniu filmy o Jamesie Bondzie. Głównym winowajcą złego wizerunku jest natomiast Doktor No - stwierdził profesor David Phillips z brytyjskiej Royal Society of Chemistry w rozmowie z BBC.

Profesor Phillips twierdzi, że energia nuklearna zasługuje na swój renesans i nie może być ciągle postrzegana jako narzędzie megalomanów z aspiracjami do władania światem - jak to miało miejsce w filmach z agentem 007. Zdaniem Phillipsa Doktor No ze swoim własnym reaktorem nuklearnym pomógł stworzyć ponurą reputację energii atomowej. - Popularność filmu, który kończy właśnie 50 lat, sprawiła, że ludzie na całym świecie zaczęli postrzegać energię atomową jako wielkie niebezpieczeństwo - dodał Phillips.

W dobie zimnej wojny film z Seanem Connerym grającym Jamesa Bonda ukazywał wyścig zbrojeń i chęć jak najszybszego stworzenia broni masowej zagłady. Historie z inteligentnymi agentami wywiadu, podziemnymi laboratoriami i niebezpieczeństwem związanym z ich funkcjonowaniem sprawiły, że powstał zakłamany obraz energii nuklearnej - twierdzą brytyjscy naukowcy. Royal Society of Chemistry uważa, że miliony osób, które obejrzały film, zobaczyły wykorzystywaną w nielegalnym celu i źle kontrolowaną technologię nuklearną.

- Energia atomowa musi stać się jednym z głównych źródeł pozyskiwania energii, uzupełnianym odnawialnymi źródłami. Powiedzmy "tak" atomowi i "nie" nonsensowi Doktora No - powiedział Phillips.

Słowa Royal Society of Chemistry nie spodobały się natomiast Partii Zielonych i organizacji Greenpeace. Rzecznik partii stwierdził, że choć filmy o agencie 007 są fikcją, to prawdą jest, że energia nuklearna jest niebezpieczna i brudna. Greenpeace natomiast zaznaczył, że zły wizerunek tego rodzaju pozyskiwania energii to nie skutek filmów o Jamesie Bondzie, lecz rzeczywistych, szkodliwych efektów wytwarzania energii nuklearnej.