Pożegnanie z walutami

Europejczycy żegnają się z dwunastoma walutami. Z niektórymi żyli nawet tysiące lat, z innymi raptem pięćdziesiąt. Ale do wszystkich zdążyli się przyzwyczaić, a w niektórych nawet przypadkach - pokochać jak najcenniejszy, narodowy symbol. Oto wspomnienie kilku europejskich walut

Pożegnanie z walutami

Europejczycy żegnają się z dwunastoma walutami. Z niektórymi żyli nawet tysiące lat, z innymi raptem pięćdziesiąt. Ale do wszystkich zdążyli się przyzwyczaić, a w niektórych nawet przypadkach - pokochać jak najcenniejszy, narodowy symbol. Oto wspomnienie kilku europejskich walut

Tysiące lat (i zer) drachmy

O greckiej walucie - drachmie - wspomina już Biblia. Skąd pochodzi słowo drachmé, historycy spierają się do dziś. Jedni twierdzą, że oznaczało "garść zboża", inni - że jest zniekształceniem nazwy perskiej monety daraq-mana. Tak czy siak, drachmami posługiwano się na długo przed panowaniem Aleksandra Wielkiego; o drachmach mówi się też już w Starym Testamencie - II księdze Machabeuszy, 12, 43).

Oczywiście, drachma - z którą się obecnie żegnamy - nie ma nic wspólnego z tą starożytną monetą. "Współczesna" drachma narodziła się 1885 r., pół wieku po odzyskaniu przez Grecję niepodległości. Ciężki kryzys finansowy zmusił rząd do wycofania z obiegu srebrnych monet i zastąpienia ich papierowymi drachmami. W 1927 r. powstał centralny bank Grecji, który od tej pory miał wyłączność na drukowanie pieniądza. II wojna światowa pozbawiła drachmę jakiejkolwiek wartości; w październiku 1944 jeden funt brytyjski można było kupić za 1 219 000 000 000 drachm. Po wyzwoleniu Grecji nastąpiła denominacja waluty, w stosunku 1 do 50 000 000 000. I chociaż inflacja spadała powoli, drachma nie zmieniała oblicza aż do dziś.

Wolny frank

Francuski frank to też nie młodzieniaszek. Monety oznaczone "franc" po raz pierwszy zostały wybite w okresie wojny 100-letniej, a konkretnie - w 1360 r., prawdopodobnie w Tours, by posłużyć jako okup za schwytanego przez Anglików króla Francji Jana Dobrego. Skąd wzięła się nazwa "franc"? Moneta przedstawiała jeźdźca na koniu, a słowo "franc" znaczyło wówczas "wolny" i "członek plemienia Franków". Gdy Karol V kazał bić kolejną monetę, tym razem przedstawiającą stojącego wojownika (effigium króla), nazwa "franc" była już ugruntowana.

W XVI w. frankowi zagroziła jednak śmierć - ze względu na częste fałszerstwa Henryk III zakazał używania franków; przez kolejne setki lat lata Francuzi mieli używać wyłącznie livres (funtów).

Dopiero w 1795 r. rewolucyjne władze nakazały zastąpienie funta frankiem, podzielonym na 10 decymów i 100 centymów. Monety wyemitowane wkrótce potem (przedstawiające m.in. cesarza Napoleona) przetrwały nie tylko czasy terroru, ale także restytucję monarchii i ponowny powrót republiki. Kolejną, wielką zmianę wprowadził tak naprawdę generał Charles de Gaulle, który w 1958 r. (jako prezydent Francji) nakazał denominację w stosunku 1 do 100.

Deutsche mark, nasza miłość

Zachodnioniemiecka waluta jest w tym gronie najmłodsza - ale prawdopodobnie będzie wspominana z największym żalem. Marka zakończyła swoje życie, ledwo skończywszy 50 lat!

Wprowadził ją - w porozumieniu z władzami okupacyjnymi - rząd kanclerza Konrada Adenauera, dokładnie 20 czerwca 1948 r. Nowa waluta miała zastąpić niesławnej pamięci reichsmarkę. Wprowadzeniu Deutsche Mark miało towarzyszyć pełne uwolnienie cen - stawało się więc wręcz aktem wiary w cuda, biorąc pod uwagę katastrofalną sytuację gospodarczą w ówczesnych Niemczech i możliwość wybuchu hiperinflacji.

Amerykański generał Cassius Clay (jeden z dowódców alianckich sił okupacyjnych) zaniepokojony planami rządu skontaktował się z autorem pomysłu stworzenia niemieckiej marki, ministrem gospodarki Ludwigiem Erhardem. - Panie Erhard, moi doradcy mówią mi, że pańskie plany są szalone - powiedział amerykański wojskowy. - Panie generale, moi doradcy mówią mi to samo - odparował Erhard.

Alianci ostatecznie jednak zaufali niemieckiemu rządowi i pozwolili mu zrealizować te "szalone plany" - i dobrze zrobili. Cud wydarzył się. Przez kolejne 50 lat marka uniknęła inflacji i innych przejść. Jej siła rosła razem z siłą niemieckiej gospodarki. Już w latach 70. była respektowana na całym świecie, nieco mniej niż dolar, ale bardziej niż frank. Dla Niemców - którym nie wolno było manifestować jakichkolwiek śladów nacjonalizmu - stała się wentylem bezpieczeństwa. Skoro nie mogli manifestować swojej miłości do flagi, godła, słowem, swojej niemieckości - pokochali markę. Według ostatnio przeprowadzonych sondaży nawet dziś blisko połowa Niemców chciałaby ją zachować w portfelu. Za euro odpowiada się mniej niż połowa.

Marka okazała się być ostatnim poświęceniem, jakie powojenne Niemcy złożyły na ołtarzu jednoczącej się Europy.

Peseta, viva la revolución!

Pierwsze pesety zostały wprowadzone do obiegu w 1868 r. dekretem rewolucyjnego rządu tymczasowego; nazwa jest zdrobnieniem od słowa "peso" - ciężar. Początkowo hiszpańskie władze usiłowały utrzymać pełną wymienialność pesety na złoto, jednak - idąc śladem innych państw - na początku XX w. musiały porzucić te ambitne zamierzenia.

W trakcie wojny domowej w latach 30. obok siebie zaczęły żyć dwie pesety: "republikańska" i "frankistowska", oczywiście z różnymi postaciami na banknotach. Po zwycięstwie gen. Franco z obiegu zostały wycofane ostatnie, srebrne monety. Niezbyt udana polityka monetarna frankistowskich rządów doprowadziła najpierw do dewaluacji pesety, a później do inflacji. Dopiero w 1989 r., gdy weszła do europejskiego "węża walutowego", siła pesety zaczęła krzepnąć.

Gulden - z Włoch do Niderlandów, z Niderlandów do Ameryki

Holenderski gulden jest jedną z najstarszych europejskich walut - ma co najmniej 700 lat. I bardzo ciekawą historię - do Holandii trafił bowiem z... Włoch.

W połowie XIII w. monety bite we Florencji - nazywane florenus - były najchętniej akceptowanym przez kupców środkiem płatniczym. Skrót fl lub f znaleźć można było w zapiskach kupieckich całej Europy, jednak najczęściej w księstwach niemieckich, na terenie Niderlandów i dzisiejszej Hiszpanii.

Z czasem lokalni władcy zaczęli kopiować florenusy, nadając im własne nazwy: talary (od nazwy miasta Thal) i guldeny - od nazwy złota, z którego były bite. Na przełomie XIV w. te lokalne nazwy zaczęły jednak zanikać - wszędzie, prócz Niderlanów, gdzie słowo "gulden" przetrwało, podobnie jak przetrwał skrót fl.

Oficjalną walutą Niderlandów stał się w 1599 r. Później w obiegu pojawiały się jeszcze suwereny, patagony i reale (to ślady hiszpańskiego panowania nad Niderlandami), jednak gulden uparcie trwał. (Na marginesie ciekawostka: jedna z holenderskich, dziś już zapomnianych odmian florena - talar - nazywała się daalder. Razem z osadnikami w XVII w. trafiła do Nowego Amsterdamu - dziś Nowego Jorku - i z czasem została przekręcona na... dollar).

Konrad Niklewicz