Miliard w kościele

Dogmaty religii mają niewielkie znaczenie. Liczy się charyzmatyczny przywódca, dobry PR i można zarobić miliony dolarów. Kiedy następny raz usłyszycie w telewizji o ?medialnym imperium ojca Rydzyka" nie dajcie się zwieść. To ledwie przedsiębiorczy zakonnik przy samozwańczych prorokach religijnych, którzy mają na koncie miliardy dolarów.

Imperium ojca Rydzyka? Jedna stacja radiowa słuchana przez około 2 miliony osób, jedna stacja telewizyjna o udziale w rynku około 0,15 %, jeden dziennik o sprzedawany podobno w 100 tys egz., jedna niewielka uczelnia i wianuszek polityków, którzy ostatnio wylądowali poza parlamentem. To niemało, ale do prawdziwych religijnych krezusów naprawdę bardzo, bardzo daleko.

Yogi - przez gwiazdy do pieniędzy

Prawdopodobnie człowiekiem, który zarobił największe pieniądze na religii był Maharishi Mahesh Yogi. Zmarły w zeszłym roku hinduski "chichoczący guru", pozostawił po sobie imperium składające się z rozsianych po całym świecie tysięcy szkół medytacji, setek nieruchomości, uniwersytetu, a nawet prywatnego miasta. Wartość - bagatela, pomiędzy 3,6 a 5 miliardów dolarów. Kluczem do sukcesu Maharishiego okazał się program Transcendentalnej Medytacji (zastrzeżony jako znak towarowy).

20 minut medytacji rano i wieczorem redukuje stres, zwiększa odporność organizmu, odwraca efekty starzenia, dodaje energii, poprawia kontakty z ludźmi i wzmacnia samoocenę.

Aby nauczyć się tej sztuki, należy przejść minimum 5-dniowy trening. Koszt tej przyjemności - 2000 dolarów. W Polsce troszkę taniej - 1000 złotych. Za dodatkowe kilka tysięcy dolarów kursant wchodzi na wyższy stopień wtajemniczenia np. uczy się lewitować. Wymaga to jednak tak wielkiego wyciszenia umysłu, że adepci zwykle nie są w stanie go osiągnąć i kończą na etapie początkowym, tzw "żabich skoków", czyli skakania pomiędzy matami siedząc w pozycji lotosu.

Szacuje się, że od założenia ruchu TM około 6 milionów osób uczestniczyło w kursach. Regularne medytacje mają, zdaniem Maharishiego, nie tylko poprawić ich życie, także pomóc zredukować inflację, bezrobocie, przemoc, terroryzm i zaprowadzić pokój na świecie. Jak twierdzą zwolennicy ruchu w 1988 roku ich działalność przyczyniła się do wycofania wojsk radzieckich z Afganistanu i zakończenia wojny iracko-irańskiej. Zaś w 1993 roku dzięki wysiłkom 4 tysięcy medytujących osób przemoc w jednej z najgorszych dzielnic Waszyngtonu miała zmniejszyć się o 23,6 proc.

Jednak lokalna policja zaprzeczyła tym rewelacjom.

Sexy Sadie

Urodzony w 1918 roku w Indiach (Raipur) pod brytyjskim panowaniem Maharishi nauczanie rozpoczął w 1955 roku, po śmierci swojego mistrza. Pod koniec lat 50. rusza na podbój świata. Przełom następuje, kiedy jego uczniami zostają Beatlesi, a po nich The Beach Boys, Donovan, Shirley McLaine i Mia Farrow a ostatnio David Lynch.

Związek Beatelsów z Maharishim rozpada się po kilku miesiącach. Pozostaje po nim piosenka "Sexy Sadie" - "Co zrobiłeś Maharishi? Ogłupiłeś każdego z nas" - śpiewał Lennon.

"Każdego z nas" oznaczało w tym przypadku również zwykłych ludzi, którzy podążyli za gwiazdami. Lata 70. to okres największego rozkwitu ruchu - miliony ludzi praktykują medytację, Maharishi podróżuje po całym świecie, otwiera kolejne szkoły i centra nauki medytacji. W latach 90. Maharishi osiada w Holandii, gdzie na 26 hektarach tworzy zamknięte dla obcych "Globalne Państwo Światowego Pokoju" i próbuje odnowić ruch. Guru mocno inwestuje w nieruchomości i, wierząc że posiada tajemnicę pokoju, wzywa do przebudowania świata według zasad wedyjskiej architektury (wtedy stolicą USA byłoby niewielkie miasteczko Smith Center w stanie Kansas, gdyż tam ma być geograficzne i energetyczne centrum państwa). Jednym z ostatnich pomysłów Maharishi'ego jest idea zbudowania na całym świecie 3000 "pałaców pokoju", które będą centrami nauczania TM. Dzięki wielomilionowym prywatnym dotacjom kilka z nich jest już gotowych. W 2001 roku członkowie ruchu TM, posługując się regułami wedyjskimi, założyli w stanie Iowa własne miasto Maharishi Vedic City. Choć mieszkańcy mają własną walutę raam, od gości przyjmują są też dolary i karty kredytowe.

Miliardowe Boże Królestwo

O sekcie Moona zrobiło się w Polsce głośno kilka dni temu, kiedy Lech Kaczyński opublikował artykuł w "Washington Times". Można przypuszczać, że doradcy prezydenta nie wiedzieli, że właściciel gazety, uważa się za nowego mesjasza, któremu Chrystus osobiście nakazał kontynuować swoje dzieło, czyli utworzyć na Ziemi Boże Królestwo.

Jak głosi Moon, pierwotnie to zadanie należało do Chrystusa, ale ponieważ ukrzyżowano go zanim zdążył założyć rodzinę, może zaoferować ludzkości tylko zbawienie duchowe. Zbawienie fizyczne przyniesie Moon. Aby osiągnąć życie wieczne wystarczy uwierzyć w Moona i całkowicie podporządkować się jego nakazom, czyli m.in. nie uprawiać seksu przed ślubem, nie zdradzać współmałżonka, żyć skromnie i, co najważniejsze, zdobywać dla mesjasza pieniądze i wpływy. Najlepiej - jak głosi instrukcja z początków lat 90. - angażując się w działalność polityczną, ekonomiczną, kulturalną, werbując nowych członków i zakładając firmy w odpowiednich sektorach.

Jeśli utworzenie Boże Królestwo miałoby oznaczać zdobycie milionów wyznawców, politycznych wpływów i miliardów dolarów, to Sun Myung Moon zrealizował swój cel. W tej chwili założony przez Moona Kościół Zjednoczeniowy liczy od kilkuset tysięcy do 3 milionów członków, hojną ręką wspiera konserwatywnych polityków amerykańskich (a ci nie zapominają się mu odwdzięczyć) oraz posiada kilkaset przedsiębiorstw z najróżniejszych branż - od medialnej ("Washington Times" i kilka innych gazet, agencja prasowa United Press International, telewizja kablowa) poprzez motoryzacyjną (Pyeonghwa Motors koreański producent samochodów), deweloperską, zbrojeniową (Kahr Arms), edukacyjną (m.in uniwersytet w Bridgeport), kulturalną (studio nagraniowe, szkoła baletowa i inne) aż po spożywczą (m.in rybołówstwo i produkcja sushi). Wartość - kilka miliardów dolarów. Tylko w rejonie Waszyngtonu różnego rodzaju spółki i stowarzyszenia kontrolowane przez Moona pod koniec lat 90. warte były około 300 milionów.

Od nędzy do pieniędzy

Moon urodził się w 1920 roku na terenie dzisiejszej Korei Północnej. Gdy miał 15 lat ponoć objawił mu się Chrystus, ale dopiero w latach 50. Moon rejestruje w Seulu "Ruch pod Wezwaniem Ducha Świętego dla Zjednoczenia Chrześcijaństwa Światowego". Według legendy pierwszy kościół został zbudowany z pudeł porzuconych przez armię amerykańską.

Po roku w Korei jest już 30 kościołów. Po 4 latach Moon wysyła pierwszych misjonarzy - najpierw do Japonii, potem do Stanów Zjednoczonych. Sam na początku lat 70. przeprowadza się Ameryki, a za nim miliony dolarów zebrane od uczniów w Korei i Japonii. Jak głoszą plotki pierwsze pieniądze pochodzą z ulicznych sprzedaży kwiatów, dewocjonaliów i innych drobnych rzeczy. Dopiero później pojawiają się dochody z azjatyckich przedsiębiorstw kościoła. Po zebraniu pieniędzy banknoty lądują w torbach japońskich biznesmenów, którzy pod pretekstem wycieczek do amerykańskich kasyn wwożą je do Stanów Zjednoczonych. W sumie tylko w latach 1975-1984 z Japonii do USA przywieziono około 800 milionów dolarów.

Początkowo działalności Moona w USA nie można nazwać pasmem sukcesów - rodziny wciągniętych do sekty oskarżają go o robienie prania mózgu, jest zamieszany w aferę Koreagate w 1976 roku (przekupywanie amerykańskich polityków przez koreańskich rządzących), interesuje się nim FBI, w końcu za przekręty podatkowe trafia na rok do więzienia (nie po raz pierwszy w swoim życiu). Ale te i inne przeciwności Moon pokonuje pieniędzmi, które bardzo szerokim gestem płyną od Ruchu Zjednoczeniowego, czyli kościoła i związanych z nim organizacji, do konserwatywnych polityków - podczas afery Watergate Moon popiera prezydenta Nixona (za co Nixon nie omieszkał mu podziękować) w wyborach prezydenckich w 1980 wspiera finansowo kampanię Regana, a w latach 90. Busha, na początku lat 80. zakłada mocno prawicowy Washington Times, włącza się w propagandę antykomunistyczną, finansuje konferencje i wykłady konserwatywnych polityków, zakłada stowarzyszenia antykomunistyczne, konserwatywne, edukacyjne, społeczne itp. Ta strategia przynosi efekty - chociaż w mediach pojawiają się informacje o defraudacji w kościele, a była synowa Moona ujawnia, że "Prawdziwy Ojciec" ma co najmniej jedno nieślubne dziecko, to wraz z kolejnymi prawicowymi urzędnikami zajmującymi stanowiska w administracji publicznej Moon staje się szarą eminencją Waszyngtonu.

Nie tylko Supermen

Co zrobić, jeśli jesteś pisarzem science-fiction, ale twoje książki kiepsko się sprzedają? Zamień fikcję w rzeczywistość. Powiedz ludziom, że istnieją pozaziemskie cywilizacje, że Ziemianie przybyli z kosmosu, że pozaziemskie dyktatury wszczepiły ludziom implanty, że każdy z nas żyje od milionów lat i przez następne miliony żyć będzie sterowany przez pozagalaktyczne stworzenia oraz że jednyym sposobem na uwolnienie się od ciągnącej się od wieków traumy (i życiowych problemów) jest przejście przez kolejne stopnie wtajemniczenia.

Co zrobić, aby ludzie w to uwierzyli? Przyciągnij do siebie gwiazdy. Niech celebryci opowiadają, jak zmienili swoje życie dzięki tobie, jak od momentu, kiedy zaczęli stosować twoje nauki ich życie stało się pasmem sukcesów, jak wyzwolili się od narkotyków, papierosów, alkoholu, założyli rodziny, zdobyli nowe role, zawarli nowe kontrakty warte miliony. Niech mówią, że ich los może stać się losem każdego człowieka - wystaczy zapisać się na kurs doskonalenia osobowości.

Po pierwszym kursie jest kolejny kurs, aby nie tylko umysł, ale i ciało było sprawniejsze. Potem kolejne - by interesy szły lepiej. I kolejny i kolejny i kolejny...

I za każdy bierz kilkaset dolarów. Oprócz tego każ regionalnym kościołom płacić część dochodu, zachęcaj wiernych do datków, zastrzeż swoją nazwę, symbole i czerp zyski z praw autorskich. Jeśli będziesz przestrzegać tych reguł szybkie pieniądze gwarantowane.

Taką ścieżką poszedł Lafayette Ron Hubbard, twórca Kościoła Scjentologicznego. Efekt? Majątek wart około miliarda dolarów.

Kiedy krzyczą pomidory

W 1953 roku zaczyna wprowadzać swoje pomysły w czyn i na podwalinach wcześniej wymyślonej przez siebie dianetyki, systemie technik mających na celu rozwiązanie wszystkich problemów, wymyśla scjentologię i zakłada Kościół Scjentologiczny. Główną praktyką nowej religii jest "audytowanie" za pomocą wymyślonego przez Hubbarda urządzenia zwanego e-metr, które ma pozwalać na obserwowanie stanu emocjonalnego badanej osoby. Ale nie tylko - dzięki zastosowaniu e-metra Hubbard miał odkryć, że pomidory krzyczą, gdy są krojone...

Od samego początku Hubbard ma kłopoty z prawem. Jest oskarżany o przekręty podatkowe, pranie mózgu. W Hiszpanii i Francji kościoły scjentologiczne mają sprawy sądowe w związku z defraudacją pieniędzy. Niektóre państwa, jak Grecja czy Niemcy, próbują ograniczyć działalność scjentologów.

FBI uznaje Hubbarda za szaleńca. Sam pisarz przekonany, że otaczają go wrogowie, w tym naziści i komuniści, w 1967 roku ucieka na statek i przez kilka następnych lat kieruje organizacją z pokładu. W latach 70. Hubbard nakazuje wybranej grupie inwigilować rząd USA i zniszczyć wszystkie dokumenty krytyczne wobec scjentologii. W efekcie FBI aresztuje 11 wysoko postawionych członków kościoła (w tym również żonę Hubbarda), ale on sam pozostaje nieuchwytny. Hubbard umiera w 1986 roku, a kierownictwo przejmuje po nim David Miscavige, jego asystent, dziś nazywany Protektorem, świadek na ślubie Toma Cruise'a i Katie Holmes.

Cienka, czerwona nitka

Według ortodoksyjnych Żydów, aby studiować kabałę (mistyczno-filozoficzna nauka izraelicka) trzeba było mieć ukończone 40 lat i doskonałą znajomość Tory. Według Philipa Berga, człowieka, który na propagowaniu kabały zarobił kilkadziesiąt milionów dolarów, te warunki są niedorzeczne. "Jeśli ta mądrość jest potężna, dlaczego Stwórca nie miałby chcieć, aby każdy miał do niej dostęp?" - mówi rabin Berg.

Jeśli każdy to każdy, dlatego nie trzeba być Żydem, aby w ośrodkach Centum Kabbalah studiować kabałę. Nie trzeba nawet znać hebrajskiego, bo już samo słuchanie brzmienia hebrajskich modlitw przynosi korzyści. Nie trzeba znać armejskiego, aby studiować Zohar (średniowieczny komentarz do Tory). Wystarczy położyć ręce na książce, a mądrość sama w nas wejdzie. Nie trzeba spędzać lat na studiowaniu Tory wystarczy wziąć udział w kilku seminariach.

Kabała, jak tłumaczą na kursach, wyjaśnia w jaki sposób działa świat i jaki jest sens ludzkiego życia. Krótko mówiąc - kabała każdemu może dać odpowiedzi na wszystkie dręczące go pytania. Aby odkryć sens życia wystarczy wziąć udział w seminariach. Jeśli nie można pojawić się na kursie osobiście, wystarczy kupić kurs na DVD, książkach, mp3 albo połączyć się z nauczycielem przez internet. Oprócz tego dobrze jest zaopatrzyć się w zestaw niezbędnych przedmiotów - czerwoną nitkę na nadgarstek, która " chroni przed złym spojrzeniem" (26 dolarów), kilka świeczek, których zapach "jest drabiną do osiągnięcia wyższych stopni duchowych" (15 dolarów za świeczkę ), butelkę wody, która daje "uzdrawiającą energię" (10 dolarów za litr) i oczywiście Zohar, księgę "żyjącą boską energią i najważniejszym narzędziem do tworzenia cudów" (110 dolarów).

Kabała lepsza niż ubezpieczenie

Kiedy średniowieczni mistycy żydowscy pisali księgi kabalistyczne chcieli zbliżyć się do Boga, a nie zbić majątek. Nie ma pewności, którą z tych dróg miał na myśli rabin Berg, kiedy w II połowie ubiegłego wieku pisał swoje książki o Kabale.

Philip Berg, a właściwie Feivel Gruberger, urodził się w Nowym Jorku. Przez 17 lat sprzedawał ubezpieczenia do momentu, kiedy w latach 60. podczas podróży do Izraela rabin Brandwein, wuj jego pierwszej żony, zapoznał go z kabałą. Umierając rabin Brandwein miał mianować Berga swoim nastepcą w studiowaniu kabały, ale syn Brandweina twierdzi, że ojciec nigdy czegoś takiego nie zrobił.

Na początku lat 70. Berg powraca do Stanów Zjednoczony i wraz ze swoją drugą żoną (a wcześniej sekretarką) i garstką zwolenników zakłada Centrum Kabały. W 1989 roku przedsiębiorstwo Bergów jest warte mniej niż 9 milionów dolarów. Prawdziwy boom na kabałę następuje w połowie lat 90., gdy do ruchu dołącza gwiazda popu Madonna. Piosenkarka staje się najlepszą reklamą - na wszystkich zdjęciach nosi czerwoną bransoletkę, wszem i wobec głosi, jak kabała zmieniła je życie, przestrzega szabatu, zmienia imię na Ester, pielgrzymuje do Izraela, wspiera Berga milionowymi dotacjami i, co najważniejsze, zachęca do kabały nowe gwiazdy. Wkrótce zwolennikami kabały zostają Christina Aguilera, Britney Spears, Demi Moore. W Polsce z czerwoną nitką na nadgarstku widywano m.in. Marylę Rodowicz, Anetę Kręglicką, Kayah. Za gwiazdami podążają tłumy zwykłych ludzi.

W 2004 roku dziennikarze BBC ujawnili, że cudowna kabalistyczna woda jest rozlewana w Kanadzie, czerwone nitki, które miały być pobłogosławione nad grobem Racheli, w rzeczywistości są "made in China", a miliony dolarów zbierane teoretycznie na pomoc ofiarom tsunami zostały wydane na cudowne produkty kabały. Te oskarżenia nie wpłynęły znacząco na rozwój religii. Państewko Bergów wciąż się rozrasta, powstają kolejne firmy (np. deweloperskie), stowarzyszenia typu non-profit. W tej chwili Centrum Kabbalah posiada ponad 60 oddziałów na całym świecie, a majątek zaledwie 5 organizacji zarządzanych przez Berga i jego wyznawców jest wart ponad 60 milionów dolarów.