Moja lodówka syczy, trzeszczy, bulgocze i ssie. Co robić?

I nie można jej z tego powodu zareklamować jako niezgodnej z umową. Dziw nad dziwy.

Kiedy ktoś kupuje telewizor, to wie, czego mniej więcej się spodziewać. Mniej więcej, bo z oglądaniem telewizora w sklepie jest jak z wiarą w testy aut robione przez dziennikarzy motoryzacyjnych. Wierzyć można, nikt za to nie karze.

Telewizor w sklepie ma obraz jak żyleta, bo leci on z płyt blu-ray albo wyjątkowo świetnie wypada na tle konkurencji. ponieważ jest dobrze dostrojony, a konkurencja rozstrojona (sprzedawcy dostają prowizję od konkretnych producentów).

Ale telewizor przynajmniej można zobaczyć w akcji. WŁĄCZONY. A z lodówką? Z lodówką jest inaczej.

Oddajmy głos pani Joannie. "Lodówkę Beko zakupiliśmy w środę. W czwartek rano (po odstaniu 12 h przed włączeniem, jak nakazuje instrukcja obsługi) włączyliśmy ją".

Akt oskarżenia:

"Lodówka zaczęła wydawać przeróżne dźwięki (syczenie, trzaski, bulgotanie, ssanie). Zaniepokojona po ok. 6 godz. zadzwoniłam do serwisu firmy Beko, gdzie otrzymałam informację, że te odgłosy są uwzględnione w instrukcji obsługi i nie są podstawą do reklamacji ani wymiany sprzętu na nowy. Są to odgłosy tak uciążliwe, że słychać je trzy pomieszczenia dalej (w całym mieszkaniu). Dodatkowo denerwujące jest to, że system chłodzenia się nie wyłącza (jak w każdej innej lodówce po kilkunastu minutach), w związku z czym te odgłosy nie ustają (chyba że ustawimy chłodzenie na stopień 1, gdzie temp. wynosi 10 st., a jedzenie się psuje).

Sklep jak to sklep (Neonet - Bytom Szombierki) odesłał czytelniczkę do producenta. Producent wysłał zaś do niej serwisanta, który nagrywał dźwięki wydawane przed lodówkę i mierzył ich głośność.

A serwisant na to: niemożliwe

"Odpowiedź otrzymaliśmy taką, że lodówka jest sprawna i nie można jej naprawić ani wymienić na nową, a te dźwięki są zgodne z zasadami jej działania".

"W opisie widnieje, że głośność lodówki to 39 db. Podczas pomiaru wykres cały czas się wahał pomiędzy 38 a 42. Zostało to wyjaśnione w ten sposób, że ich pomiary są robione w warunkach laboratoryjnych, a nasz był zrobiony w domu, dlatego przekroczenie 39 db nie świadczy o zepsuciu lodówki ani jej niezgodności z opisem" - pisze mi pani Joanna.

I dodaje, że nawet jej nie chodzi o te 42 db, tylko o to, że bulgotanie i gwizdy docierają z jednego końca mieszkania na drugi koniec, a na dodatek raz są wysokie jak Violetta Villas, a raz niskie jak Tom Waits. Co za tym wszystkim idzie - nie sposób się do nich przyzwyczaić.

W sklepie lodówki włączyć nie można

Pani Joanna jeszcze raz: "Kupując tę lodówkę, bardzo zwracałam uwagę na głośność jej pracy z tego względu, że kuchnia jest połączona z salonem, w którym czasem też się śpi, a poza tym kuchnia jest otwarta na całe mieszkanie. Lodówka będzie stała niedaleko stołu, przy którym pracuję. Jedyną informacją, jaką podaje producent na temat głośności, jest ilość decybeli. Nie ma informacji, że nie należy się tym sugerować, gdyż pomiary są dokonywane w warunkach laboratoryjnych, a w rzeczywistości będzie dużo głośniej. Nie ma też przy zakupie jakiejkolwiek informacji, że oprócz działania agregatu lodówka wydaje te różne dokuczliwe dźwięki. W sklepie nie można lodówki włączyć i sprawdzić, jak działa. Dowiadujemy się tym dopiero w domu".

Co można realnie zrobić w takiej sytuacji?

Czytelnicy na blogu "Towar niezgodny z umową" radzili, aby w takiej sytuacji podłożyć podkład tłumiący pod lodówkę (ciężko mi jednak powiedzieć, na ile on realnie zmniejszy buczenie). Można oczywiście sprzedać lodówkę i kupić inną - co jednak wiązać się będzie pewnie ze sporą stratą.

Czy faktycznie konsument stoi na przegranej pozycji, jeśli chodzi o zwrot lodówki do sklepu? Zgodnie z prawem w przypadkach, gdy towar jest sprawny, o jego przyjęciu decyduje sklep.

Niektórzy nie przyjmują go w ogóle, inni dają np. dwa tygodnie na zmianę decyzji. Także sklep decyduje o tym, w jakim stanie powinien być oddany towar. Chce przyjmować w opakowaniu oryginalnym? Trzeba mu dostarczyć oryginalne pudełko.

Sa jednak wyjątki od tej generalnej zasady. Co radzi Federacja Konsumentów?

Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (DzU nr 22, poz. 271 z późniejszymi zmianami) możemy odstąpić od umów zawartych:

- poza lokalem przedsiębiorstwa (np. zakup od akwizytora, na prezentacji podczas wycieczki),

- na odległość (m.in. sprzedaż wysyłkowa, zakupy przez internet).

Co do zasady, na odstąpienie od tak zawartej umowy sprzedaży mamy 10 dni - przed upływem tego terminu należy wysłać list polecony z informacją o rezygnacji z produktu. Termin ten liczony jest od:

- dnia zawarcia umowy, gdy dotyczy ona kontraktu poza lokalem przedsiębiorstwa lub usługi na odległość,

- dnia wydania towaru (otrzymania go przez kupującego), gdy umowa dotyczy np. sprzedaży na odległość.

Nadchodzi rewolucja?

To się też zmieni, bo w maju Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu ustawy o prawach konsumentów oraz o zmianie kodeksu cywilnego.

Pozwolę sobie na ostrożne JUPI!! Co tam będzie?

"Ujednolicona i doprecyzowana zostanie regulacja dotycząca odstąpienia od umowy w przypadku zawarcia jej poza lokalem przedsiębiorstwa lub na odległość. Prawo to będzie przysługiwało konsumentowi przez 14 dni (obecnie jest to 10 dni)".

I numer dwa:

"W znowelizowanym kodeksie cywilnym przedstawiono istotne zmiany dotyczące reklamacji towaru przez konsumenta (dotychczasowa niezgodność towaru z umową). Konsument będzie miał większą swobodę w reklamowaniu towaru - nie będzie musiał realizować hierarchicznego dochodzenia roszczeń (np. naprawa, wymiana, zwrot towaru i odzyskanie pieniędzy). Będzie mógł po spełnieniu określonych warunków np. od razu odstąpić od umowy, czyli żądać zwrotu pieniędzy za kupiony produkt".

Poczekamy, zobaczymy.

Które lodówki są Twoim zdaniem najlepsze?
Więcej o: