Whisky rośnie jak na drożdżach. Czy warto w nią... inwestować?

Perspektywy dla rynku wódki i piwa nie są dobre, ale jest kategoria mocnych alkoholi, dla których najbliższe lata mają być wyśmienite. To tzw. brown spirits, czyli przede wszystkim whisky
Tylko w ostatnim roku wartość rynku whisky wzrosła o 23,1 proc. (dane AC Nielsen za okres sierpień 2011 r. do czerwca 2012 r. w porównaniu z takim samym okresem rok wcześniej, dane nie obejmują gastronomii). Rynek whisky wart jest dziś 880 mln zł, według przewidywań ekspertów wkrótce ma przekroczyć 1 mld zł. Wielkość sprzedaży sięga 12 mln litrów - to o prawie 30 proc. więcej, niż rok wcześniej. Jeszcze lepiej dynamikę rynku whisky oddają dane The International Wine&Spirits Research (pochodzą od dystrybutorów, więc obejmują też gastronomię). Według nich, spożycie whisky w Polsce jeszcze cztery lata temu wynosiło 6,8 mln litrów, zaś w ubiegłym roku przekroczyło 13 mln litrów. Prognoza na 2012: 15,4 mln litrów.

Wódka bez charakteru

To diametralnie inna sytuacja niż na rynku wódki, który przeżywa regres. Według Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, w ciągu ostatnich trzech lat rynek mocnych alkoholi w Polsce skurczył się o 9 proc. Najbardziej stracił segment najtańszych napojów alkoholowych - w latach 2009-2011 "wyparowało" z rynku wódki i tanich win owocowych łącznie ponad 20 mln litrów 100-procentowego alkoholu. Z szacunków Związku wynika, że do 2016 r. rynek zmniejszy się o kolejne 7,5 proc. Najwięcej straci wprawdzie piwo, ale dynamika sprzedaży napojów spirytusowych będzie praktycznie zerowa. Wyjątek będą stanowić właśnie whisky, wódki smakowe i kategoria ready-to-drink, czyli gotowe drinki w butelkach.

Oczywiście wódka to nadal najpopularniejszy z mocnych alkoholi (wraz z likierami i wariantami smakowymi ma ponad 90 proc. rynku, sama wódka czysta - ok. 75 proc.), zaś kategoria brown spirits (oprócz whisky to np. koniaki i brandy) to zaledwie 4,5 proc. rynku. Ale dynamika wzrostu jest imponująca, tylko w ostatnim roku brown spirits uszczknęły 1 proc. rynku. - Jeszcze dziesięć lat temu tego rynku prawie nie było, nawet kiedy wchodziliśmy do Unii, sprzedaż była śladowa - mówi Leszek Wiwała, prezes zarządu Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy. - Jednak od tego czasu dynamicznie rośnie.

Dlaczego wzrasta spożycie whisky, a spada wódki? - Zmieniają się gusta. W latach 90. przeszliśmy rewolucję od wódki do piwa, teraz konsumenci przechodzą od piwa i wódki do whisky - tłumaczy Wiwała. - To też wynik sytuacji na rynku wódki, gdzie głównym kryterium stała się cena, zniknęły wódki gatunkowe, a większość producentów postawiła na wódki neutralne, pozbawione charakterystycznego smaku, zbyt oczyszczone. Tymczasem konsumenci szukają nowych doznań.

To także wynik zmiany stylu życia i bogacenie się pewnych warstw społecznych, które zaczęło być stać na dobrą whisky, trunek dużo droższy, niż wódka. Choć - jak podkreśla prezes ZP PPS - whisky to napój nie tylko czasu prosperity. - Jak jest dobrze, kupuje się whisky, jak jest źle - tym bardziej, bo chce się pokazać, że nie jest gorzej - stwierdza Wiwała.

Najpopularniejsze whisky to jednak nie ekskluzywne single malt, wytwarzane z jednego rodzaju słodu, lecz blended, czyli mieszane, takie jak Ballantine's Finest (własność francuskiego Pernod Ricard) i Johnnie Walker Red (Diageo). Ta ostatnia była przez lata najpopularniejszą whisky w naszym kraju, dopiero w 2011 r. zdetronizował ją Ballantine's. Pernod Ricard i Diageo to najpoważniejsi gracze na rynku, mają po niecałe 30 proc. udziałów. Polacy polubili też amerykańskie whiskey: Jack Daniel's i Jim Beam.

Ich producenci tylko w tym roku wprowadzili na nasz rynek kilka nowości, m.in. miodowe wersje swych sztandarowych marek. Polska była jednym z pierwszych krajów po USA, gdzie Brown Forman, producent Jacka Daniel'sa, wprowadził Jack Daniel's Tennessee Honey. Z kolei Jim Beam Honey to już trzeci nowy produkt firmy (w Polsce reprezentowanej przez CEDC) wprowadzony na nasz rynek w tym roku, po bourbonie Jim Beam Red Stag z naturalnym aromatem z czarnej wiśni i drinku Jim Beam White & Cola.

Whisky nie tylko do picia

Polacy nie tylko piją coraz więcej whisky, ale coraz chętniej w nią inwestują. Szlachetna whisky jest popularną alternatywą inwestycyjną na Zachodzie, zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy okazało się, że wyczerpują się zapasy najsłynniejszych whisky świata, takich jak Brora czy Killyloch. Ich ceny natychmiast skoczyły. Jak podaje firma Wealth Solutions, w ciągu ostatnich 4 lat 30-letnia Brora z 1972 r. zdrożała o 486 proc., a 23-letnia Glenury Royal z 1971 oraz 15-letnia Port Ellen z 1969 r. o 300 proc. Wyliczenia Whisky Highland, firmy zajmującej się wyceną whisky, potwierdzają, że w ostatnich czterech latach inwestycja w dziesięć najszybciej zwiększających wartość whisky przyniosłaby ponad 300 proc. zysku, a sto najlepszych dałoby 137,5-procentową stopę zwrotu.

Te cyfry coraz mocniej przemawiają do polskich inwestorów. W maju tego roku odbyło się w w Warszawie niecodzienne wydarzenie - polscy miłośnicy whisky wykupili najstarszą whisky (z 1953 r.) ze słynnej szkockiej destylarni Glenfarclas. W ręce kolekcjonerów i koneserów trafiło 400 numerowych butelek tego trunku. - Jesteśmy pewni, że nasi klienci kupili wyjątkowy obiekt kolekcjonerski, który będzie jednocześnie doskonałą lokatą kapitału - komentował Michał Kowalski, wiceprezes Wealth Solutions, która uzyskała wyłączność na oferowanie 58-letniej Glenfarclas. Każda butelka oferowana była w cenie 2500 funtów. Dziś na światowym rynku te butelki warte są 6000 funtów.

Piotr Suchodolski z Wealth Solutions potwierdza, że jego firma ma coraz więcej klientów zainteresowanych inwestowaniem w whisky.

Więcej o: