Koniec wielkich hipermarketów? Klienci wolą mniejsze sklepy

Minęły czasy, w których klienci kupowali w hipermarketach od żywności, przez wyposażenie domu, elektronikę, po sprzęt sportowy. Polacy zaczęli jeździć do największych sklepów przede wszystkim po jedzenie, a pozostałe zakupy robią w wyspecjalizowanych sklepach. Czy to początek końca hipermarketów?
- Udział hipermarketów jest stały, ale zastój w ich rozwoju jest widoczny - uważa Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. Analitycy rynku uważają, że funkcjonowanie największych hipermarketów, w których znaleźć można telewizory, sprzęt sportowy, opony czy naczynia powoli przestaje mieć sens. Pozycję na rynku zbudowały w tych segmentach specjaliści - jak Media Markt, Saturn, Norauto czy Decathlon. To do nich klienci jeżdżą po zakupy, a nie szukają towarów w hipermarketach.

Jednak zdaniem osób zajmujących się analizą branży nie będzie łatwo, by klienci zrezygnowali z robienia zakupów w największych sklepach. - Hipermarkety mają obecnie od 12 do 13 proc. rynku i wszystko wskazuje, że w najbliższych latach ta tendencja zostanie utrzymana. Dynamika ich rozwoju jest coraz mniejsza, ale największe sklepy zdołały wytworzyć swoją rolę i z powodzeniem ją spełniać - mówił na V Forum Rynku Spożywczego i Handlu Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Problemy hipermarketów w głównej mierze związane są z szybkim rozwojem pozostałych form handlu. Eksperci zgodnie przyznają, że nie będzie to oznaczało upadku największego formatu, ale dużo wolniejszego jego rozwoju.

- Miejsce dla największych sklepów jest wyłącznie w dużych aglomeracjach i na ich obrzeżach. To tam można się spodziewać potencjalnych otwarć - uważa Faliński. Przykładem jest sieć Auchan. W Warszawie i na jej przedmieściach działają obecnie trzy hipermarkety - w Piasecznie, na Woli i przy ulicy Modlińskiej. W budowie jest czwarty obiekt w podwarszawskich Łomiankach - otwarcie planowane jest na grudzień tego roku.

- Zmieniamy nasze podejście do sklepów. Oczywiście, dalej będziemy budować hipermarkety, będą to jednak mniejsze sklepy - zapowiedział prezes Tesco Philip Clarke w "Daily Mail".

Kto zyskuje?

Wydaje się, że rynek hipermarketów jest w Polsce prawie nasycony. Coraz większą rolę odgrywają jednak supermarkety i dyskonty.

Czym różnią się poszczególne sklepy? Hipermarkety to nie tylko większe wersje supermarketów- przyjmuje się, że ich powierzchnia wynosi od 3 do około 12 tys. m kw. Sklepy te posiadają też dużo bogatszą ofertę towarów - w tym oprócz jedzenia np. ubrania, elektronikę czy sprzęt sportowy. Hipermarkety dysponują także ogromnymi parkingami na co najmniej tysiąc samochodów. Do przedstawicieli tego segmentu należą: Auchan, Tesco, Real czy Carrefour.

Supermarkety natomiast to sklepy do około 2,5 tys. m kw. powierzchni. Ich asortyment jest mniejszy niż w hipermarketach i skoncentrowany jest na produktach FMCG, do których należą artykuły spożywcze, kosmetyki, chemia gospodarcza czy drobne artykuły gospodarstwa domowego. Supermarkety uważane są za najbardziej zróżnicowany segment rynku - są to zarówno mniejsze sklepy większych sieci, jak i placówki rodzimych właścicieli. Część z nich otwiera też swoje sklepy internetowe, które zdobywają coraz więcej klientów. Wielu Polaków docenia też to, że w supermarketach łatwiej znaleźć poszukiwany produkt, głównie ze względu na mniejszą powierzchnię i że nie ma w nich tak wielkich kolejek jak w hipermarketach.

Dyskonty natomiast (powierzchniowo zbliżone do supermarketów), przede wszystkim reprezentowane na naszym rynku przez Lidl i Biedronkę, przyciągają klientów obecnością towarów o niskich cenach i agresywną polityką promocyjną - To głównie rozwój dyskontów przyczynia się do upadku małych sklepów - uważa Robert Krzak, wiceprezes zarządu GK Specjał. Dyskonty z trzech wyżej wymienionych formatów mają także najmniejszy asortyment. W sklepach towary często nie są wykładane na półki, lecz sprzedawane są prosto z opakowań zbiorczych umieszczonych na paletach. Dyskonty chętnie tworzą też marki własne, które mają na celu obniżenie kosztów marketingu i zwiększenie dochodów.

Hipermarkety w walce o klientów, podobnie jak przedstawiciele supermarketów, zdecydowali się otwierać sklepy internetowe. Tutaj jednak eksperci po raz kolejny dostrzegają problem, że wielu klientów e-zakupów w hipermarketach wybiera przede wszystkim produkty ciężkie i paczkowane - jak np. napoje, wodę czy artykuły chemiczne. To może sprawić, że przez sklep internetowy Polacy będą kupowali w hipermarketach wyłącznie te produkty, których dźwiganie sprawia im problem. Po mniejsze artykuły spożywcze będą natomiast jeździli do supermarketów, dyskontów czy małych sklepów. Może to sprawić, że klienci jeszcze w większym stopniu oddalą się od hipermarketów.

Co na to przedstawiciele sieci?

- Na rynku jest miejsce i na supermarkety - które służą codziennym, często drobnym zakupom - i na hipermarkety, które odwiedzamy rzadziej, ale robiąc większe zakupy, korzystając z szerszej oferty. Oba te modele bardziej się uzupełniają, niż konkurują - uważa Michał Sikora, rzecznik prasowy Tesco Polska. Od początku tego roku sieć Tesco uruchomiła 12 hipermarketów kompaktowych (o pow. sprzedaży 2 tys. m kw.) i 2 większe hipermarkety (3 i 4 tys. m kw.). W tym czasie otwartych zostało także 16 supermarketów. Z danych tych widać, że sieć nie otworzyła największych hipermarketów o powierzchni większej niż 5 tys. m kw.

- Jako jeden z nielicznych detalistów w Polsce zapraszamy klientów zarówno do małych, osiedlowych supermarketów, jak i do wielkopowierzchniowych hipermarketów. Liczba i typy sklepów, w jakie będziemy inwestować w kolejnych latach, zależeć będzie od tego, co wybierze klient - dodaje Sikora.