Jemy coraz więcej taniego mięsa. Rekordowy popyt na drób

Producenci i przedstawiciele branży podkreślają, że winny rekordowo wysokiej sprzedaży drobiu jest kryzys gospodarczy. Ale spożycie drobiu rośnie lawinowo już od 2000 roku i niewykluczone, że za kilka lat będziemy po niego sięgali najczęściej spośród wszystkich mięs
Rocznie zjadamy około 25 kg drobiu i 42 kg wieprzowiny, a proporcje te systematycznie zmierzają ku wyrównaniu. Na koniec tego roku statystyczny Polak zje już 26 kg mięsa drobiowego. Dla porównania - w 2000 roku spożycie wynosiło odpowiednio 14 kg drobiu i 39 wieprzowiny (dane GUS). - Przez 11 lat wzrost spożycia mięsa drobiowego wyniósł 74 proc. W tym czasie mięso wieprzowe utrzymywało się na tym samym poziomie, a spożycie wołowiny systematycznie spadało - mówi Barbara Ulatowska z Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz (KIPDiP). Z danych GUS wynika, że od 2000 do 2011 roku spożycie wołowiny na głowę spadło z 7 do zaledwie 2 kg rocznie.

Dlaczego Polacy jedzą tyle drobiu? Przede wszystkim ze względu na cenę. Mięso drobiowe jest najtańsze, a jego ceny nie rosną tak szybko jak innych rodzajów. Tymczasem tylko przez ostatni rok ceny wieprzowiny w sklepach skoczyły o ponad 11 proc., a drobiu - tylko niespełna o 5 proc. - Pomimo kampanii medialnych zniechęcających, a nawet obrzydzających tańsze przetwory z drobiu, w tym z udziałem mięsa mechanicznie odkostnionego tzw. MOM, popyt na te przetwory nie spada. Wprost przeciwnie, stale rośnie - podkreśla Ulatowska.

Słowa przedstawicielki Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz potwierdzają producenci. - Trend wzrostowy dla przetworów drobiowych z kategorii economy jest ewidentny. Presja konsumentów na ceny wyrobów jest w tej chwili ogromna - przyznaje Jacek Lewicki, prezes Grupy Drosed, w rozmowie z serwisem Portalspozywczy.pl. - Dla producentów ta sytuacja jest w pewnym stopniu żenująca. Przecież ciągle mówimy o wysokiej jakości, rozwoju linii z kategorii premium i tradycji. Tymczasem kiedy przychodzi do negocjacji biznesowych, liczy się już tylko cena produktu - dodaje Lewicki.

Barbara Ulatowska z KIPDiP uważa, że promowanie droższych wyrobów z tzw. wyższej półki określanych jako produkty wyższej jakości (np. tradycyjne, ekologiczne, premium, z kosztownymi certyfikatami) nie ma większego sensu. Konsument i tak wybiera tańsze zamienniki, bo na drogie produkty po prostu go nie stać. - Dla przykładu - mimo licznych artykułów o sukcesach prowadzonej od dwóch lat kampanii medialnej "Gęsina na świętego Marcina" trudno się doliczyć faktycznego wzrostu jej konsumpcji - zaznacza Ulatowska.

Koszty wyższe, cena już niekoniecznie

Choć drób sprzedaje się świetnie, to producenci narzekają na słaby zarobek, bo w ostatnim czasie ceny surowców drastycznie wzrosły. - W pierwszym półroczu koszt pasz wzrósł o blisko 30 proc. Przełożyło się to na ceny u hodowców, które w początkowym okresie roku poszły w górę o ok. 10 proc., obecnie zaś - już o 15 proc. Tymczasem my jako przetwórcy nie przełożyliśmy podwyżek na ceny produktów. W Biedronce, Tesco, Lidlu czy Carrefourze na półkach widać te same ceny co rok temu - wskazuje Jacek Lewicki. Jego słowa potwierdza Grzegorz Cieślik, dyrektor sprzedaży w Cedrob SA. - Notujemy znaczny wzrost kosztów po stronie producentów, zwłaszcza pasz i paliwa. Nie przekłada się to, niestety, na ceny drobiu na sklepowych półkach - zaznacza Cieślik.

Polski drób idzie w świat

Jak się okazuje, spożycie drobiu nie rośnie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. - Spowodowane jest to przede wszystkim kryzysem gospodarczym i wysokim bezrobociem. Ludzie częściej sięgają po tańsze produkty, w tym drób, zamiast po wieprzowinę czy wołowinę - uważa Ulatowska.

To wpływa na wyjątkowo dobre wyniki handlu polskim mięsem. Wartość eksportu polskiego mięsa drobiowego po raz pierwszy w historii może przekroczyć w tym roku miliard euro - wynika z analizy Banku Gospodarki Żywnościowej.

Według wstępnych danych Ministerstwa Finansów w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku sprzedaliśmy za granicę prawie 321 tys. ton mięsa i podrobów z kurczaka. To aż o 16 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W skali roku wyższa o 14 proc. jest też wartość eksportu, która według stanu na koniec sierpnia przekroczyła 600 mln euro.

Kto najchętniej kupuje polski drób? W czołówce importerów są przede wszystkim kraje Unii Europejskiej: Niemcy (wzrost importu polskiego drobiu w skali roku o 12 proc.), Wielka Brytania (wzrost o 12 proc.) i Czechy (wzrost o 23 proc.). W okresie od stycznia do końca sierpnia ogromny 30-proc. wzrost importu polskiego drobiu zanotowała też w skali roku Francja.



Więcej o: