W pogoni za niską ceną. Polska smart-shopperami stoi

Polski konsument nie jest już wierny jednej sieci handlowej. Jeździ tam, gdzie jest najtańsza i najlepsza oferta. Ale nie wierzy też ślepo promocjom - to najważniejsze zasady, jakimi kierują się smart-shopperzy, czyli wyszukujący okazji sprytni konsumenci. Z badań wynika, że w taki sposób zakupy robi już kilka milionów Polaków
Michał ma 28 lat, mieszka na warszawskim Ursynowie i jest informatykiem. Żonaty od pół roku, nie ma stałej umowy o pracę i żyje ze zleceń, ale jak przyznaje, nie ma powodów do narzekań.

- W ciągu roku bywają różne okresy, ale generalnie zawsze jest co robić. Moja praca ma właściwie same plusy, bo pracuję w domu, sam decyduję, kiedy pracuję, i nie mam nikogo nad sobą. Chyba już nie mógłbym pracować w kieracie od dziewiątej do piątej - mówi Michał i żartuje, że są też minusy. Na przykład to, że z racji formy zatrudnienia jego żona Beata przerzuciła na niego część obowiązków domowych. Jednym z nich są zakupy.

- Na początku to była jakaś masakra. Wiadomo, jak zagubiony czuje się facet w wielkim hipermarkecie. Ale szybko się wkręciłem i teraz, choć nigdy wcześniej bym siebie o to nie podejrzewał, zakupy sprawiają mi nawet pewną przyjemność - przyznaje ze śmiechem Michał.

Nie oszołom...

Jak tłumaczy, smart-shopperem został przez przypadek.

- Na początku jeździłem na zakupy do Tesco na Kabatach. Decydowała wygoda - sklep jest całodobowy, a ja lubiłem sobie podjechać tam o 22, gdy nie ma już wielkich kolejek. Ale parę miesięcy temu akurat przejeżdżałem obok Lidla i postanowiłem wstąpić. Miałem akurat zrobić jakieś małe zakupy. Różnica na rachunku porównywalnych produktów zrobiła na mnie spore wrażenie - mówi Michał, który dziś jest ekspertem, jeśli chodzi o promocje w ursynowskich marketach i dyskontach.

- Ale nie jestem oszołomem, który od 6 rano czatuje pod sklepem w pogoni za kompletem mebli ogrodowych za 50 zł - zastrzega. - Po prostu wypracowałem sobie kilka prostych zasad postępowania dotyczących zakupów. Wiem, gdzie jedne produkty są tańsze od drugich, dlatego czasem krążę sobie między nimi - zastrzega nasz bohater.

Woda w dyskontach, warzywa do 15

Michał podaje ciekawe przykłady: wodę najlepiej kupować w dyskontach - jest znacznie tańsza od najtańszych pozycji marketowych, a przy tym jej smakowe walory nie budzą żadnych zastrzeżeń. Podobnie z warzywami.

- Najbardziej świeże są w Lidlu, a przynajmniej tak wyglądają. Niedobrze mi się robi, jak widzę sterty pogniłych pomidorów, zepsutej papryki czy mandarynek w Tesco albo Leclercu - zwierza się Michał i dodaje, że równie ważna jest godzina robienia zakupów.

- Zakup warzyw w Lidlu ma sens tylko do godz. 15. Potem zaczyna się nalot klientów i wieczorem stoiska przypominają wielkie pobojowisko - śmieje się. Ale zastrzega, że dyskonty mają też minusy - na przykład kiepski wybór kosmetyków czy produktów higienicznych. Szukając tych produktów, zawsze wybiera hipermarket.

- Także ser czy wędliny są tańsze w hipermarketach. Jasne, kupując polędwicę po 15 zł za kilogram, nigdy nie wiem, czy nie ma tam zmielonych pazurów ze świńskim tłuszczem, ale staramy się żyć oszczędnie. A poza tym smakowo też nie ma jakiejś tragedii. A wędlina z dyskontów, choć dobra, w przeliczeniu na kilogram potrafi kosztować nawet 45 zł za kilogram - wyraźnie rozkręca się Michał. Muszę go trochę stopować, bo o zakupach mógłby mówić godzinami.

Biedronka to nie obciach

Kiedy pytam, czy znajomi nie patrzą podejrzliwie na jego "hobby", zaprzecza. - Ostatnio zauważyłem w rozmowach ze znajomymi, że ten temat co jakiś czas powraca. To już dawno nie jest obciach powiedzieć, że się kupuje w Biedronce. Za to niektórzy z dumą w głosie podkreślają, że kupili ciasto francuskie za 2,50 zł albo płaty łososia za 4 zł, a wtedy inni z podziwem kiwają głowami - komentuje rozbawiony Michał. - Niekorzystanie z promocji w czasie kryzysu traktowane jest trochę jako oznaka frajerstwa - dodaje.

I nie jest w tym odosobniony, bo do smart-shoppingu przyznają się nawet eksperci. - Kupowanie w dyskontach jest wyrazem przedsiębiorczości. W środowiskach przedsiębiorców i menedżerów w dobrym tonie jest powiedzenie, co jest dobre w którym dyskoncie -mówił w październiku w rozmowie z "Gazetą" psycholog biznesu Jacek Santorski . - Sam wśród znajomych chwalę się, że kupiłem w Biedronce dobre portugalskie wino za 10 zł - dodał.

Polski konsument niewierny i nielojalny

Te dwa przypadki wcale nie są odosobnione - w Polsce stale przybywa smart-shopperów, czyli sprytnych, świadomych konsumentów, którzy buszują po sklepach w poszukiwaniu promocji i atrakcyjnych cen. Z danych GfK Polonia wynika, że zjawisko to rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie, a takich ludzi może być nawet kilka milionów. - Obecnie blisko 60 proc. osób odpowiedzialnych za zakupy dla gospodarstwa domowego hołduje zasadom smart-shoppingu - mówi Magdalena Zimna z GfK Polonia.

Jak definiuje ona sprytnego nabywcę w polskich realiach? - To osoba, która dokładnie zna ceny najczęściej kupowanych przez siebie produktów i porównuje je między sklepami. Smart-shopper nie jest lojalny ani w stosunku do sieci sklepów, ani do konkretnej marki. Takich ludzi nie interesuje też promocja dla samej promocji. Zakup w promocji musi oznaczać konkretną korzyść. To osoba na wskroś racjonalna, która analizuje swoje wydatki i nie działa pod wpływem impulsu - analizuje Magdalena Zimna.

Zmuszeni do oszczędzania

Na rozwój tego zjawiska największy wpływ ma oczywiście spowolnienie gospodarcze, które w ostatnich miesiącach zaczęło też docierać do Polski. Pierwszym przejawem jest słaby PKB, który w III kwartale wyniósł tylko 1,4 proc., a według ekspertów w kolejnych kwartałach będzie jeszcze słabszy. W kryzysie zaciskamy pasa i znacznie mniej kupujemy - co prawda w październiku według danych GUS sprzedaż detaliczna wzrosła w skali roku o 3,3 proc., ale po uwzględnieniu inflacji wzrost wyniósł tylko 0,5 proc.

- Ludzie uciekają z najmniejszych sklepów do dyskontów i supermarketów. A z tych GUS danych nie zbiera. W rzeczywistości wynik sprzedaży może być więc jeszcze gorszy - mówił niedawno Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest Banku.

Czytaj więcej: Dyskont nie tylko dla biednych. Hipermarkety w tarapatach

- Spowolnienie rzeczywiście sprzyja rozwojowi tego zjawiska, ale ostatnie lata przyniosły też swego rodzaju modę na rozsądek na zakupach. Dotyczy to także ludzi, którzy nie muszą oszczędzać. Smart-shopping jest więc również przejawem takiej mody - mówi Zimna.

Ameryka przetarła szlak

Moda na sprytne zakupy narodziła się w USA, i to już... kilkadziesiąt lat temu. Tam jednak wygląda to zdecydowanie inaczej - najważniejszą różnicą między Polską a Stanami są... kupony zniżkowe, które amerykańskie sieci handlowe od lat dołączały do gazet jako specyficzną formę promocji.

Takie kupony wycina się z gazet i rusza na zakupy, aby przy kasie uzyskać pożądany rabat. Oczywiście wraz z postępem technologicznym kupony w gazetach coraz częściej są zastępowane przez vouchery na specjalnych stronach internetowych.

Kryzys sprawił jednak, że zjawisko smart-shoppingu zaczęło się rozwijać także w innych krajach, a najbardziej w Wielkiej Brytanii. Powstały tam dziesiątki serwisów, na których internauci dzielą się z innymi aktualnymi najlepszymi promocjami w sieciach handlowych. Jedną z takich stron jest serwis HotUKDeals.com, o którym zrobiło się głośno przy okazji niedawnej informacji o błędzie systemu w sieci Tesco. Z powodu pomyłki sieci nałożyło się na siebie kilka promocji na wino. Dzięki temu przy odpowiedniej kombinacji wino o wartości 9,99 funta za butelkę można było kupić za nieco powyżej funta. Oczywiście, smart-shopperzy szybko rozkolportowali informację w internecie, a zanim sklep zorientował się w pomyłce, sporo ludzi zdążyło się zaopatrzyć w zapas wina.

Czytaj więcej: Błąd systemu w Tesco. Klienci kupowali drogie wino prawie za darmo

Za dużo promocji?

Modę na smart-shopping wywołały też brytyjskie gazety, a zwłaszcza bulwarówki, które w dobie kryzysu mocno promuję oszczędne zakupy. Gazety takie jak "Daily Mail" czy "The Sun" często publikują artykuły o przedsiębiorczych paniach domu, które dzięki własnej spostrzegawczości były w stanie zaoszczędzić kilkadziesiąt funtów, kupując np. roczny zapas pieluch dla dzieci za bezcen. Gospodynie domowe przyznają, że sprytne zakupy to czasochłonne zajęcie, które łącznie z planowaniem może zająć do 10 godzin w tygodniu. Jedna z bohaterek takich artykułów El Jones pokazuje dziennikarzowi "Daily Mail" swoje szafki, w których ma upchane ogromne zapasy fasoli w puszce, papieru toaletowego i innych dóbr, które zdobyła na promocjach.

Niektóre oszczędne gospodynie domowe zyskują nawet status celebrytek - tak było z 28-letnią Annie Stevenson, która wygrała ogólnokrajowy konkurs na najbardziej oszczędną panią w domu. W nagrodę dostała 10 tys. funtów i możliwość prowadzenia własnego bloga, w którym dzieli się z brytyjskimi konsumentami swoimi pomysłami na oszczędne zakupy.

A ci cenią sobie możliwość oszczędzenia - z danych serwisu Moneysupermarket.com wynika, że przeciętny Brytyjczyk dzięki kuponom i wszelkim promocjom może zaoszczędzić w tym roku ok. 1200 funtów - dwa razy więcej niż jeszcze trzy lata temu.

Nie chodzi tylko o cenę?

Rozwój tego zjawiska wspierają sieci handlowe, które rozumiejąc zmieniające się handlowe trendy, starają się dopasować do potrzeb konsumentów. Jak jest w Polsce? - Moim zdaniem sieci nadal słabo dostrzegają oczekiwania nabywców i walczą o nich tymi samymi metodami, które były stosowane przed laty, czyli głównie ceną. Trochę szkoda, bo nabywca końca XX wieku i nabywca w roku 2012 to naprawdę różne osoby o zupełnie innych zachowaniach, oczekiwaniach i znacznie większych wymaganiach - mówi Magdalena Zimna z GfK.

Sieci handlowe nie zgadzają się z tym zarzutem i tłumaczą, że wychodzą naprzeciw oczekiwaniom klientów.

Jakub Jaremko z biura prasowego Tesco powołuje się na badania firmy 4P research mix, z których wynika, że dla 81 proc. Polaków najważniejszym kryterium przy wyborze sklepu jest cena kupowanych produktów.

- Dlatego coraz większą popularnością i zaufaniem cieszą się marki własne. Klienci doceniają jakość i niższe ceny produktów oferowanych przez Tesco - mówi Jaremko i dodaje, że liczba klientów, którzy deklarowali pozytywny lub neutralny stosunek do produktów marki własnej, w ubiegłym roku wyniosła aż 73 procent. - Ponadto klienci Tesco oprócz klasycznych obniżek cenowych mogą liczyć na popularne promocje "2 w cenie 1". W ofercie firmy znajdziemy również "pewniaki", czyli grupę ponad 100 produktów w stałych, niezmiennych cenach, które pozwalają na zaplanowanie domowego budżetu - tłumaczy.

Rzeczywiście, duże sieci handlowe w ostatnim czasie mocno promują marki własne, które według nich jakością nie odbiegają od znanych marek producentów. W stronę takich produktów podąża Auchan, a nawet sieć delikatesów Alma, która stworzyła markę własną Food&Joy.

Czytaj też: Alma otwiera pierwszy "dyskont dla bogatych"? Nowa marka Food&Joy ma trafić do młodych?

Więcej o:
Komentarze (144)
W pogoni za niską ceną. Polska smart-shopperami stoi
Zaloguj się
  • eldemon

    Oceniono 242 razy 220

    Patrzcie kurde! Robię tak od lat i nawet nie wiedziałem, że jestem tym, no smart-shopperem.

  • huston_mamy_problem

    Oceniono 136 razy 92

    jako facet nie znam sie zbytnio ani na warzywach ani na mięsie. Do spagetti bolonese zawsze kupowalem mięso w Biedronce ( bo miałem blisko ) raz jeden - pech chciał że tego mięsa mielonego nie było..musialem więc pójść znacznie dalej - na bazarek.
    Po zrobieniu sosu i dodaniu do niego mięsa mielonego ( z bazarku ) różnica w smaku była tak diametralna że więcej mięsa już w Biedronce nie kupiłem.
    Nie będę się rozpisywał które mięso miało w sobie więcej chemii - ale nie wydaje mi się żeby to z bazarku.
    .
    wędliny w supermarketach też już zaczynają nie miec ani zapachu ani smaku - i to nie jest winda masarni !!! jesli Tesco czy inny supermarket daje im cenę za kg szynki 12 pln w hurcie to jak można taka szynke za tyle wyprodukować ? nie da się...trzeba napompować ja wypełniaczami i wodą inaczej jej do supermarketu nie sprzedasz bo będzie zbyt droga dla konsumenta.
    .
    Sanepid ( sk...syny ) ma za zadanie bronić Polaków przed skażeniami w jedzeniu - jednak pod naciskiem rządu nie opublikował do tej pory listy firm które dodawały sól drogową do jedzenia, o suszu jejecznym tworzonym z rozpuszczalników nawet nie wspomnę. Afera zatuszowana w miesiąc czasu...
    RAK WYJDZIE ZA PARĘ LAT U KILKU TYSIĘCY POLAKÓW. WIELE MOGLEM TUSKOWI WYBACZYC ALE TEGO NIE WYBACZE, BO UMRZESZ TY ALBO KTOŚ Z TWOJEJ RODZINY.
    .
    oto fakty, gazeta o tym milczy:
    .
    biznes.onet.pl/prokuratura-soli-wypadowej-nie-mozna-przerobic-w-j,18566,5331680,1,news-detal.
    każdy z nas ma kogos znajomego co jest chory na raka bądź już umarł, teraz będzie ich więcej.
    .
    Nie głosujcie na pis i po.

  • wawiak80

    Oceniono 115 razy 75

    Kolejny artykuł przedstawiający ludzi żyjących na pograniczu ubóstwa jako nowoczesnych i postępowych. Kilka tygodni temu był artykuł o Polakach żyjących ze zbierania jedzenia w duńskich śmietnikach. Mieli nawet swoją nowoczesną nazwę Freeganie . Teraz mamy opisanych biedaków którzy lecą pół miasta by kupić kilo kiełbasy 2 złote taniej. Kiedyś ich nazywano biedakami a teraz SMART SCHOPERAMI.
    Czekam na nowe trendy nazwy dla ludzi którzy z biedy nie płaca za prąd i wodę. Pewnie będą przez GW określeni postępową grupą EKO Świadomych konsumentów i stawiani za wzór.
    Widać nawet biedę można opakować w ładne nowoczesne określenie i sprzedawać jako fajny sposób na życie.

  • dyfly

    Oceniono 135 razy 73

    "Chytry tarci dwa razy" - przypomnicie sobie o tym za kilka- czy kilkanascie lat biegajac po lekarzach. Zycze smacznej poledwicy za 15 zł heh.

  • pomagaj1

    Oceniono 93 razy 61

    Z biedy ludzie mają różne pomysły i dobrze, trzeba sobie w życiu radzić. Jednak jak ktoś ma trochę więcej pieniędzy i lubi dobrze zjeść, to kupuje w małych sklepach. Mieszkam na Mokotowie i mięso kupuję zawsze w specjalistycznym sklepie rzeźniczym na Puławskiej - mają świetny wybór dobrego mięsa, w tym mięsną wołowinę (nie ze starych krów mlecznych, co przestały już dawać mleko, jak w hipermarketach), świeżą baraninę (nie ze starych wyliniałych owiec, jak w hipermarketach). Ryby kupuję w sklepie rybnym na moim bazarku - świeże, a nie mrożone z glazurą. Chleb kupuję w małej piekarni po drugiej stronie ulicy - chleb na zakwasie, bez dodatku polepszaczy i mączki mięsno-kostnej jak w hipermarketach (zmieloną mączkę mięsno-kostną dodaje się do mąki, żeby podnieść wymagany prawem poziom białka). Warzywa i owoce przywozi mi sklep internetowy specjalizujący się w doborze warzyw i owoców sezonowych. Jajka przywozi mi hodowca drobiu, u którego wykupiłem sobie trzy kury, które dla mnie karmi i dostarcza ich jajka. Mogę je nawet zobaczyć na kamerce. Sery kupuję w sklepie serowym nieopodal. wino w sklepie alkoholowym koło mnie, w którym mogę zamówić moje ulubione wina toskańskie. Kupuję też tam piwo niepasteryzowane i nieutrwalone Ciechan. Owoce importowane kupuję w małym sklepie osiedlowym. W Tesco przez internet zamawiam tylko chemię, wodę i suszone rośliny strączkowe. Dwa lata temu zrobiłem rewolucję kulinarną. Kiedyś kupowałem mnóstwo żarcia w hipermarketach. Jak się zbliżał koniec terminu ważności, to wszystko zjadałem,żeby się nie zmarnowało. Przybrałem na masie okrutnie - ważyłem 125 kg przy 193 cm wzrostu. Zmieniłem to i zacząłem jeść tylko żywność najwyższej jakości, ale w mniejszych ilościach. Schudłem do 95 kg, czuję się świetnie, a na jedzenie wydaję tylko o 10 proc. więcej jak dawniej.

  • hippolitkwas

    Oceniono 57 razy 35

    Pogoń za niska ceną najłatwiej realizuje się na śmietniku.
    Tanią kiełbasą pies rzyga.

    Panu Michałowi życzę powodzenia w Nowym Roku.
    A wszystkim wesołych świąt.

  • moim_skromnym_zdaniem

    Oceniono 41 razy 33

    Ależ mi odkrycie. Okazuje się, że jestem smartshopperem -i to od wielu lat.
    Człowiek sam nie wie kim jest.

  • tacx

    Oceniono 62 razy 22

    tia... warzywa z dyskontu.. Pasternak zamiast pietruszki, przemysłowe odmiany marchewki, pomidory pryskane środkami przeciwgnilnymi (dobrze jak w lecie polskie sa rzeczywiscie polskie a nie z farm na zachodzie konfekcjonowane jako polskie). Smacznego. Jedynie papryka i cytrusy w zimie z wiadomych względów to to samo co w lokalnych hurtowniach. Pomyślcie ludzie.... Samo przechowywanie warzyw to albo duże koszty magazynowe albo transportowe - na czymś muszą zarobić i gdzieś oszczędzić.

  • sierota79r

    Oceniono 28 razy 20

    w związku z charakterem mojej pracy, jestem zmuszony korzystać z żywności przetworzonej - gotowej.
    W trakcie zakupów, nie interesuje mnie cena jako główny czynnik dokonania zakupu.
    Przedewszystkim czytam etykietki. Niestety problem jest duży gdyż niektórzy "producenci" drukują zawartość tak małą czcionką iż trzeba by użyć lupy by to odczytać.
    Nie męczę się noszeniem lupy tylko odkładam taki produkt na półkę, gdyż uczciwy producent nie wstydzi się napisać wyraźnie zawartości składu produktu.
    Hitem dla mnie są wszelkie "SZYNKI" w puszkach, tzw. podróbki KRAKUSA, gdzie zawartość mięsa potrafi wynosić do ... 50% mięsa, i to jeszcze nie z szynki tylko oddzielonego mechanicznie ...
    Ale potrafią być też takie gdzie mięsa od szynki jest ok. 80%.
    Nie mogę się tylko połapać gdzie ginie 20% szynki w takim produkcie ;-) (ktoś ją wyjada ?)
    Moim zdaniem, oszczędzać można, ale nie na zdrowiu, a z tym jest związana zdrowa żywność, a to wyczula na to co się kupuje, bo nic co tanie nie koniecznie musi być zdrowe i na odwrót, nie zawsze drogie gwarantuje nam odpowiednią jakość.
    Nie jestem fanem Rolexa, czy Maybacha, więc dopuszczam zakupy podróbek, ale wszystko w ramach rozsądku.
    Korzystam również z promocji, choć ostatnio przekonałem się że smart-shoppinguiem to ja nie jestem, bo daję się nabrać na promocję która w innym sklepie okazuje się normalną ceną.
    No cóż, czasem liczy się jednak dobre samopoczucie a nie wyścig szczurów, kto gdzie i ile zaoszczędzi, a na tym się to generalnie kończy w naszym kraju, więc spodziewam się za nie długo nowej choroby społecznej:
    SMART-SHOPING
    Pozdrawiam i zdrowych świąt życzę w szczególności, po okazyjnych zakupach ;-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX