InPost rzuca wyzwanie Poczcie: przesyłka dojdzie w ciągu jednej doby

Największy konkurent Poczty Polskiej wprowadził właśnie gwarancję dostawy każdej przesyłki na terenie kraju w ciągu jednego dnia od nadania. Jeśli przesyłki nie uda się dostarczyć w terminie, InPost gwarantuje zwrot 50 proc. kosztów dostawy. Ale są też złe informacje - od 1 lutego firma podniosła ceny
Nowa oferta dotyczy zakupów przez internet. Każdy klient, który robiąc zakupy, wybierze opcję dostawy do Paczkomatu InPost, ma ją otrzymać już następnego dnia. Zamawiający towar będzie mógł też cały czas śledzić status swojej przesyłki na stronie internetowej. - Skończyły się czasy, gdy w e-zakupach liczyła się przede wszystkim niska cena - dziś internauci oczekują wysokiej wiarygodności sklepu, elastycznych płatności, dużego wyboru produktów i w końcu błyskawicznej dostawy - mówi Rafał Brzoska, prezes zarządu Integer SA, właściciela InPostu.

Wiemy, że jesteśmy gotowi

Gwarancja dostawy w ciągu doby od zamówienia ma działać przez cały rok, także w okresie świąt czy innych terminów o zwiększonej liczbie zamówień, jak walentynki czy okres sezonowych wyprzedaży. - Nie obawiamy się tego zobowiązania - podnosimy rynkowi poprzeczkę, bo wiemy, że jesteśmy na to gotowi. Najlepszym dowodem na to są dotychczasowe bardzo wysokie statystyki terminowości doręczeń - dodaje Brzoska.

Choć nowa oferta InPostu jest ciekawa, to negatywną informacją jest podwyżka cen za usługi największego prywatnego operatora pocztowego w Polsce. Od 1 lutego średnia cena za wysłanie przesyłki zdrożała o 8 proc. - klienci indywidualni za nadanie paczki muszą zapłacić od 8,99 do 12,99 zł. Wysłanie listu zwykłego o wadze do 50 gr w InPoście kosztuje 1,2 zł, cięższego - do 100 gr - już 1,4 zł. Pod warunkiem, że gabaryty listu nie są większe niż 8 na 38 na 64 cm. - Cen nie podnosiliśmy od czterech lat. Opłaty wzrosły o 8 proc. w segmencie paczkowym, bo doliczyliśmy opłatę paliwową - mówi Brzoska w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

InPost - przebijając monopol

Wymyślony przez Rafała Brzoskę InPost konkuruje na zmonopolizowanym przez Pocztę Polską rynku przesyłek. Właściciel firmy z majątkiem oszacowanym w 2011 r. na 220 mln zł plasował się na 80. miejscu listy najbogatszych Polaków "Wprost". W zeszłorocznej edycji awansował o 10 miejsc, a jego fortuna zwiększyła się do 345 mln zł.

Skąd sukces pomimo licznych przepisów chroniących Pocztę Polską przed konkurencją? InPost zaoferował po prostu tańsze usługi i jednocześnie znalazł sprytny sposób na działanie zgodne z prawem.

Blaszki i paczkomaty

Pracownicy dołączali do listów słynne metalowe blaszki i notesiki. Były one niezbędne, bo do 1 stycznia tego roku Poczta Polska wynegocjowała sobie z Unią Europejską monopol na dostarczanie przesyłek o wadze do 50 g.

Blaszki zwiększały wagę listu i pozwoliły InPostowi na utrzymanie się na rynku. W tej chwili firma Brzoski ma już 14 proc. udziału w polskim rynku i cały czas liczy na więcej.

Kluczem do sukcesu firmy okazały się też paczkomaty, czyli system specjalnych skrytek pocztowych, z których 24 godziny na dobę można odbierać paczki i przesyłki. W ciągu czterech lat od debiutu tej usługi InPost zbudował sieć 650 tego typu urządzeń w całym kraju.