Memotechnika: pieprzeni studenci

Ile czasu trzeba, by coś stało się znanym na całym świecie internetowym memem? Niewiele. Wystarczy parę dni.

Jako że teksty w Internecie żyją ciągle, pozwólcie, że ten już na wstępie umiejscowię w czasie. Jest 24 listopada 2011 roku. Pora obiadowa.

18 listopada na kampusie Uniwersytetu Kalifornijskiego grupa studentów zebrała się w ramach ruchu Occupy, by przeprowadzić "siedzący" protest. Usiedli więc, złączyli ręce i zamierzali, cóż, okupować. Na miejsce przybyła jednak policja. Jeden z jej funkcjonariuszy, porucznik John Pike, poprosił studentów, by się rozeszli. Gdy odmówili, użył przeciwko nim gazu pieprzowego. Jako że żyjemy w XXI wieku, całe zajście można oczywiście znaleźć w sieci:

Butalne? Nieprzyjemne? Z pewnością. Zbyt gwałtowne? Nierozważne? Nie mi oceniać działania amerykańskiej policji. Internet wydał jednak wyrok: John Pike przesadził. Sieciowa społeczność zareagowała, tak jak ma w zwyczaju, czytaj - najłatwiej pokonać wroga, wyśmiewając go.

19 listopada na portalu Reddit pojawiło się zrobione przez Louise'a Macabitasa zdjęcie, które ilustruje niniejszy artykuł (na górze strony).

20 listopada to zaś "oficjalna data narodzin" mema z gazem pieprzowym (nazwanego "Pepper Spray Cop"). To wtedy pojawiły się pierwsze przeróbki powyższego zdjęcia. Internauci wkleili nieszczęsnego porucznika Pike'a do dwóch słynnych obrazów - "Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte" Georgesa Seurata i "Deklaracja niepodległości" Johna Trumbulla, w tym drugim przypadku jasno łącząc zachowanie policjanta z łamaniem praw człowieka i gwałceniem, nazwijmy to ogólnie i górnolotnie, osiągnięć amerykańskiej demokracji. Komicznemu efektowi całości z pewnością pomogła dość, powiedzmy, "nonszalancka" poza, w jakiej fotograf uchwycił Pike'a.

Pepper Spray Cop

Pepper Spray Cop

Potem poszło już z górki, sieć zaroiła się od obrazków z wklejonym policjantem psikającym charakterystycznie pomarańczowym gazem na wszystko, co tylko w jakiś sposób można było połączyć z prawami człowieka albo demokracją (pojawiły się też takie, na których Pike psikał dosłownie na wszystko, co tylko można połączyć z czymkolwiek, ale ciężko powiedzieć, by miało to jakiś kulturowy kontekst). Tym samym Internet wysłał w świat wielkie, sieciowe (c)HWDP, choć, trzeba przyznać, trochę bardziej wysublimowane (przyjmijmy, że to odpowiednie słowo) niż koślawe napisy na polskich murach.

Pepper Spray Cop

Pepper Spray Cop

Pepper Spray Cop

Pojawiły się też dosyć drastyczne przeróbki, co do których nie do końca wiadomo czy ich autorzy chcieli po prostu wzbudzić kontrowersje, czy może jeszcze bardziej zwrócić uwagę na brutalność czynu dokonanego przez policjanta. Uwaga - mogą być niesmaczne, klikacie na własną odpowiedzialność - klik 1, klik 2, klik 3, klik 4.

Same obrazki to jednak nie wszystko, na co stać było internautów. W sklepie Amazon.com na stronie produktowej tego gazu pieprzowego, którego użył Pike, pojawiły się recenzje zachwalające go za niezwykłą skuteczność w "narzucaniu dyscypliny niesfornym obywatelom" (i tym podobne). Ktoś stworzył twitterowe konto Pepper Spray Copa, z którego dowiedzieć się można między innymi, że porucznik kręci teraz film porno na swój temat (będzie się nazywał "Occupy Jenna Jamison").  Na wydarzenia "zareagował" także Hitler w przerobionej słynnej scenie z "Upadku" (filmik znajdziecie tutaj). I tak dalej, i tym podobne... Sieć nie zna litości (świętości też nie, ale to tak na marginesie).

Sprawą zajęli się także haktywiści z grupy Anonymous, którzy postanowili w dość specyficzny sposób zemścić się na poruczniku Pike'u. Szerzej o tej sprawie pisaliśmy już tutaj, pozwolę więc sobie tylko odnieść do archiwalnej notki.

Afera zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. O czynie dokonanym przez porucznika Pike'a pisały nie tylko serwisy internetowe i nie tylko oburzeni bądź wyśmiewający wszystko internauci, ale też jak najbardziej głównonurtowe media, jak choćby Washington Post.

Tutaj na chwilę odskoczymy w bok, bo doprowadziło to do narodzin zupełnie innego mema, o którym zdecydowanie warto teraz wspomnieć. 21 listopada o wydarzeniu poinformowała bowiem także telewizja Fox News. Dziennikarka Megyn Kelly w rozmowie z ekspertem stwierdziła wtedy, że gaz pieprzowy to przecież "pochodna pieprzu. To w gruncie rzeczy produkt żywnościowy".

By była jasność: nie, gaz pieprzowy nie jest produktem żywnościowym. By się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na skalę Scoville'a, która, za Wikipedią, "określa ilość kapsaicyny, czyli substancji powodującej uczucie ostrości, w produkcie". Papryczki piri-piri, których większość normalnych osób nie jest w stanie zjeść na surowo, notują tam wartości w przedziale 100-350 tysięcy. Gaz pieprzowy - ponad 5 milionów. A teraz weźcie papryczkę piri-piri i wsadźcie ją sobie w oko.

Stop! Żartowałem, nie róbcie tego!

Wracając do Megyn Kelly: ona też stała się memem. Współczesną Marią Antoniną Habsburg, która zamiast "niech jedzą ciastka" na obrazkach przerobionych przez internautów stwierdza, że gwałt to "w gruncie rzeczy seks-niespodzianka" a Aushwitz było "w gruncie rzeczy obozem letnim". Internet, w gruncie rzeczy, nienawidzi głupoty.

Megyn Kelly - mem

Megyn Kelly - mem

Wracając do "porucznika Pieprza" (wolałem, gdy był sierżantem, ale świat, o tempora! o mores!, się zmienia), cała sprawa nie zakończyła się na śmiesznych obrazkach. Dwóch nadgorliwych policjantów zwolniono (nie wiadomo oficjalnie czy był wśród nich Pike, ale najprawdopodobniej tak), podobnie jak szefa lokalnej policji. Dziesięciu zatrzymanych podczas protestów studentów wypuszczono z aresztu, wypłacono także rekompensaty tym, którzy zostali opryskani gazem.

Odpowiadając na pytanie zadane na początku, na stworzenie znanego na całym świecie mema (a nawet dwóch memów) Internet potrzebował zaledwie 3-4 dni. I przy okazji wygrał.

Memotechnika: poznaj inne memy


O podwójnej tęczy, czyli krzewie gorejącym naszych czasów

Współczesny Mojżesz jest byłym tirowcem i walczy w klatkach.


O hymnie Internetu

Czyli kilkudziesięciu memach w jednej piosence.


O Misiu-Pedofilu

I tym, co go łączy z Polską


O Jezusie i dinozaurach

Bo nikt nigdy nie powiedział, że Jezus nie był dinozaurem.