Podbój Marsa - plany, misje, osiągnięcia

Mars przyciąga wzrok ludzkości od dziesiątków lat. Pomimo wielu ambitnych planów i prób, nie udało nam się jeszcze dobrze poznać planety sąsiadującej z Ziemią. Czy stało się tak za sprawą marsjańskiej klątwy?

Pierwsza sonda stworzona przez człowieka, ruszyła w kierunku Czerwonej Planety w 1960 roku. Od tamtej pory misji marsjańskich było kilkadziesiąt. Połowa z nich zakończyła się niepowodzeniem. Właśnie dlatego w mediach i wśród osób zainteresowanych kosmosem (i jego podbojem) zaczął krążyć żart o marsjańskiej klątwie lub galaktycznym ghulu. To właśnie one miałyby odpowiadać za stratę cennego sprzętu.

Prawda jest jednak taka, że większość, jeśli nie wszystkie klęski, były wynikiem błędnych obliczeń, ludzkich pomyłek lub awarii sprzętu. Mimo to, Mars jest tą planetą Układu Słonecznego, którą udało nam się poznać najlepiej. W najbliższych latach, w kierunku Czerwonej Planety wyruszą kolejne misje. Mają one odkryć kolejne tajemnice Marsa, zbadać jego glebę (zrobić w niej głębokie odwierty), analizować atmosferę czy ulepszyć konstrukcję łazików. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

Ciekawość to pierwszy krok na Marsa

Łazik Curiosity

Jeszcze w tym roku rozpocząć powinna się amerykańska misja MSL (Mars Science Laboratory). Okno startowe wyznaczono w jej przypadku pomiędzy 25 listopada, a 18 grudnia. Częścią tej misji będzie przeprowadzenie próby precyzyjnego lądowania w ściśle wyznaczonym obszarze, którym będzie krater Gale. Łazik Opportunity lądował tymczasem na rozległej równinie Meridiani Planum.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na Marsie wyląduje całkiem spory łazik Curiosity. Ma on wielkość samochodu osobowego. Na pokładzie maszyny pięciokrotnie większej od łazików Spirit i Opportunity znajdzie się sprzęt naukowy o dziesięciokrotnie większej wadze niż na wymienionych poprzednikach. W sumie sama maszyna waży 900 kilogramów z czego 80 to przyrządy badawcze. Nie powinno to zresztą dziwić, ponieważ NASA przewiduje, że Curiosity spędzi na Czerwonej Planecie równy rok (tamtejszy), czyli prawie 700 ziemskich dni.

Łazik sprawdzi między innymi, czy obecnie lub w przeszłości, na Marsie mogło się utrzymywać życie organiczne. Będzie także poszukiwał wody, mierzył warunki meteorologiczne i badał skały oraz marsjańską glebę.

Sonda powinna dolecieć na Marsa 5 sierpnia przyszłego roku. Amerykańska agencja kosmiczna wyda na tę misję ponad dwa miliardy dolarów.

MAVEN

MAVEN

Powyższy skrót pochodzi od Mars Atmosphere and Volatile EvolutioN. MAVEN jest satelitą, który zostanie wysłany w kierunku Czerwonej Planety między 18 listopada, a 7 grudnia 2013 roku. Powinien zacząć ją okrążać jesienią następnego roku i rozpocząć badania klimatu i atmosfery tego globu - tego w jaki sposób wpływa na nią Słońce. Jednym z ważniejszych pytań, na które naukowcy postarają się dzięki niej odpowiedzieć jest to, jak doszło do utraty części atmosfery Marsa.

Planowany budżet tej misji to 485 milionów dolarów.

ExoMars

ExoMars

To interesująca misja, którą wspólnymi siłami wykonać mają europejska i amerykańska agencja kosmiczna. ExoMars (Exobiology on Mars) będzie się składać z dwóch etapów, między którymi pojawi się 24 miesięczna przerwa.

W 2016 roku powinniśmy się doczekać początku pierwszej fazy misji, która obejmuje start orbitera i lądownika. Ten drugi działać ma na powierzchni planety przez mniej więcej sześć miesięcy.

Dwa lata później w kierunku Marsa poleci łazik. Oryginalnie zakładano, że będą to dwie maszyny - jedna stworzona przez ESA i jedna przez NASA. Ostatecznie podjęto jednak decyzję o stworzeniu jednego łazika wspólnymi siłami.

Celem misji będzie między innymi szukanie jakichkolwiek śladów życia na Marsie, badanie środowiska i identyfikowanie zagrożeń dla przyszłych misji załogowych, badanie tego jak lądować na planecie z ciężkimi ładunkami i efektywnie wykorzystywać na niej energię słoneczną. Agencje kosmiczne będą dzięki misji chciały także powiększyć swoją wiedzę na temat łazików i ich skutecznego wykorzystywania. Prawdopodobnie najciekawiej zapowiadają się jednak planowane odwierty. Łazik tworzony wspólnymi siłami będzie posiadał wiertło, które wgryzie się w marsjańską glebę na głębokość dwóch metrów i pobierze jej próbki.

Warto jednak wspomnieć, że ExoMars od wielu lat trapią problemy. Najpierw wielokrotnie zmieniano założenia misji. Obecnie NASA ma kłopoty z dopięciem budżetu przeznaczonego na nią i wywiązaniem się z obietnic. Doszło już do tego, że ESA myśli o przeprowadzeniu misji razem z rosyjską agencją kosmiczną. Jak skończy się ta historia? Póki co nie wiadomo.

Nie tylko najwięksi

Phobos-Grunt

Myli się ten, kto pomyśli, że takie ambitne projekty jak opisane powyżej, realizują jedynie amerykańska, europejska czy rosyjska agencja kosmiczna. Swoje własne badania przeprowadzają także kraje z mniejszym doświadczeniem.

Jednym z nich jest chociażby Finlandia, która w latach 2014-2019 zamierza wysłać (we współpracy z innymi krajami) dziesiątki lądowników na Marsa. Będą one częścią misji MetNet. W pierwszej fazie (2014 r.) na Czerwoną Planetę polecieć ma maszyna, która zademonstruje, że technologie wykorzystywane w projekcie zadziałają tak, jak zaplanowano. Docelowo, MetNet zamienić ma się w sieć obserwacyjną umożliwiającą podglądanie powierzchni Czerwonej Planety i badanie zmian zachodzących w jej atmosferze.

Zaskoczeniem może być też to, że misję marsjańską planują Indie. Tamtejsza agencja kosmiczna zapewniła już sobie środki na wysłanie maszyny w kierunku Czerwonej Planety. Misja mogłaby się rozpocząć między rokiem 2013 a 2015. Szczegółowych informacji na jej temat, póki co jednak brakuje. Wiadomo jedynie, że na Marsa miałby polecieć satelita. O jego zadaniach wciąż dyskutują jednak naukowcy.

Warto także wspomnieć o najnowszej sondzie, która stała się ofiarą marsjańskiej klątwy. Rosyjski Fobos-Grunt wystartował w kierunku Fobosa, jednego z księżyców Czerwonej Planety, z którego miał pobrać próbki gruntu i wrócić z nimi na Ziemię. Niestety, w wyniku awarii, sonda weszła jedynie na niską orbitę okołoziemską. Obecnie trwają próby skontaktowania się z nią. Można jednak założyć, że w 2013 roku Fobos-Grunt nie doleci tam, gdzie miał dolecieć.

W tym przypadku klątwa dotknęła zresztą także Polaków. Na pokładzie Fobos-Grunt znajdował się stworzony w naszym kraju penetrator geologiczny CHOMIK. Miał on wwiercić się w powierzchnię marsjańskiego księżyca i pobrać jej próbki, które miały powrócić na Ziemię. Prawdopodobnie tak się jednak nie stanie.

Dekada Marsa

W obecnej dekadzie, agencje kosmiczne, naukowcy, raczej nie wstrząsną Marsem, nie odkryją czegoś absolutnie szokującego. Trzeba jednak pamiętać, że nawet mniej medialne misje - odwierty, lądowania, badania atmosfery - przynoszą wymierne korzyści. Korzyści, które pozwolą nam wykonać kilka kroków na drodze do wysłania misji załogowej w kierunku planety, czy w końcu, założenia na niej bazy. Korzyści, które sprawią, że być może w ciągu 30, a może 50 lat usłyszymy o kolejnym małym kroku człowieka, a wielkim kroku ludzkości.

Mars