Wideo dnia: nieograniczony czas vs. ograniczona ilość kamieni. Czyli dlaczego NIE nadchodzi koniec świata

Jeśli Majowie się nie pomylili, to przynajmniej jedna nieprzyjemność w 2012 roku nas ominie - popisy naszej reprezentacji na Mistrzostwach Europy. Jeszcze bowiem przed rozpoczęciem imprezy świat winien ulec zakończeniu. Tako rzeczą Majowie... ale czy na pewno Majowie?

Blog C.G.P. Grey tłumaczy, że w rzeczywistości końca świata nie przepowiedzieli Majowie, ale mistycy ruchu new age w latach 70., którzy powiązali koniec kalendarza Majów z końcem świata. Nie uwzględnili przy tym tak prozaicznego faktu, jak choćby ten, że kiedyś po prostu musiał nastąpić koniec zapisu. To że autorzy kalendarza postanowili nie zawracać sobie głowy okresem oddalonym od nich o tysiące lat i w tym momencie przerwać nie musi przecież oznaczać natychmiastowego zwinięcia wszechświata w tubkę w wyniku niesamowitej katastrofy. Po prostu skończyły się tabliczki, na których zapisywano "daty".

Swego czasu NASA uspokajało, że nawet najbardziej otwarte umysły sprzed kilkuset lat nie dysponowały taką technologią, którą mają na podorędziu współczesne ośrodki badawcze. Tym trudniej było im zaobserwować zbliżające się nie-wiadomo-skąd zagrożenie i dokładnie przewidzieć kiedy na nas spadnie. Tym bardziej, że nie byli w stanie przewidzieć inwazji Hiszpanów... A może przewidzieli, tylko nie zdążyli się przygotować?

Mała więc szansa, że unikniemy kolejnego zawodu podczas kolejnych już mistrzostw w piłce nożnej. Może więc lepiej upatrzyć sobie ciekawą książkę i choć na te dwa-trzy tygodnie wyłączyć telewizor? Pozostaje także możliwość przeniesienia się na ten czas do Olsztyna - jedynego miasta bez Euro.