Obywatele Chin zaatakowali Baracka Obamę. Na Google+

Administratorzy strony Baracka Obama na serwisie społecznościowym Google+ musieli bardzo się zdziwić, kiedy masowo zaczęły pojawiać się tam wpisy w języku chińskim. Czy to spam? Nie, to naprawdę obywatele Państwa Środka.

W normalnych warunkach serwis Google+ nie jest dostępny w Chinach. Od samego momentu pojawienia się w sieci jest zablokowany w tym państwie przez cenzurę.

W ciągu ostatnich paru dni coś jednak pękło bądź zepsuło się w tym systemie. Wielu Chińczyków było w stanie uruchomić serwis społecznościowy Google. Nie wiadomo, czym zostało to spowodowane, sam przypadek też zresztą był dosyć dziwny - Chińczycy informowali np., że mogli wejść G+ z poziomu telefonu komórkowego, ale już nie z poziomu komputera. Faktem pozostaje jednak, że byli w stanie to zrobić.

Co w związku z tym zrobili? Zasypali wpisami oficjalny profil Baracka Obamy.

Chińczycy prezydenta USA prosili więc między innymi o "wyzwolenie ich państwa", informowali o sytuacji w ich kraju albo zadawali po prostu nieskomplikowane pytania dotyczące tzw. "zielonej karty" czy ogólnie emigracji do Stanów Zjednoczonych.

Ciężko stwierdzić czy wszystkie wpisy w języku chińskim naprawdę pochodziły z Chin, z drugiej strony było ich jednak tak wiele, że nawet jeśli tylko część z nich była autentyczna, to nadal jest to ogromnie dużo.

Pytaniem otwartym pozostaje czy - i jak - prezydent USA (tudzież administratorzy jego strony na Google+ bądź doradcy ds. wizerunku) postanowi odpowiedzieć na wszystkie te chińskie komentarze.

[za inquirer technology]