Co mogę zrobić z książką? A co z eBookiem? Wiele... i niewiele

Co rusz natykamy się na stwierdzenia, że kserowanie książek jest nielegalne, a ich skanowanie zabronione. Jak jest naprawdę?

Polska Izba Książki, która zrzesza wydawców, postanowiła na nowo podejść do odwiecznego problemu - piractwa książek. Nie będzie jednak powtórki kampanii "kserowanie zabija książkę", która grała na emocjach, ale nie przekazywała prawdy.

Włodzimierz Albin, prezes PIK-u, myśli nad nową strategią, która ma edukować czytelników, co mogą zrobić z książką, jak wygląda jej "dozwolony użytek". Jak mówi dla Dziennik Gazeta Prawna:

Nie chcemy jednak straszyć, tylko jasno wyłożyć, co właściciel książki może z nią legalnie zrobić. Możesz pożyczyć mnie koledze i rodzinie. Możesz mnie zeskanować, możesz skserować. Ale nie jestem przeznaczona do masowej dystrybucji.

Nie wiadomo na razie, jak dokładnie będzie wyglądać kampania.

Poczuliśmy niedosyt. PIK zamierza odnieść się do problemu, który robi się powoli... archaiczny. Owszem, tradycyjne książki nadal dominują i to ich nieodpłatne rozpowszechnianie wydawców najbardziej irytuje. Coraz popularniejsze są jednak eBooki. Jak jest z dozwolonym użytkiem w ich wypadku?

Zapytaliśmy o to Jarosława Lipszyca z Fundacji Nowoczesna Polska:

- Czy mogę wydrukować eBooka?

- Może Pan wydrukować eBooka. Jest to święte prawo użytkownika, którego nikt nie może mu odebrać. Każdy może kopiować na użytek własny, rodziny i znajomych. Może drukować, kserować, zgrywać na wszystkie możliwe urządzenia i dzielić się z bliskimi. Takie prawa gwarantuje nam ustawa o prawie autorskim.

- Co, jeśli zabezpieczenia uniemożliwiają mi jego wydrukowanie?

- Systemy DRM, które ograniczają prawa użytkownika, są z pewnością naganne moralnie i moim zdaniem należy wprowadzić zezwolenie na obchodzenie zabezpieczeń w celu skorzystania z przysługujących nam praw. Obecnie obchodzenie tego typu zabezpieczeń jest zasadniczo zakazane. W praktyce zabezpieczenia takie rzadko kiedy są skuteczne, i instrukcje ich obejścia są dostępne w sieci. Nie mają także wielkiego sensu z punktu widzenia biznesowego: pliki z obostrzeniami DRM są z punktu widzenia użytkownika po prostu gorszej jakości. Mając do wyboru zapłacić za gorsze lub poszukać lepszego za darmo klient nie będzie miał specjalnego dylematu.

- Jak prawo konsumenta ma się więc do regulacji zakazujących obchodzenie zabezpieczeń?

- System prawa autorskiego w ogóle nie jest przystosowany do rzeczywistości technologicznej XXI wieku i z punktu widzenia tego, jak działają technologie cyfrowe, prawa autorskie w wielu przypadkach nie mają wielkiego sensu. Dlatego stworzyliśmy serwis prawokultury.pl: bez wiedzy o przysługujących nam prawach i bez zrozumienia jak naprawdę działają technologie informacyjne, trudno nam zrozumieć, jakie prawa nam przysługują, kiedy komunikujemy się z innymi w przestrzeni publicznej.

- Czy mogę ściągnąć (z dowolnego źródła) eBooka książki, którą zakupiłem?

- Ściąganie jest zawsze legalne. Wszystko jedno, czy chodzi o stronę internetową, czy plik z informacjami. Nieważne, czy chodzi o pliki audio, wideo czy tekstowe, jak w przypadku eBooków. Ściąganie jest legalne, bo odbiorca informacji nie może ponosić odpowiedzialności za czyny udostępniającego. Udostępnianie materiałów objętych prawami autorskimi bez zezwolenia jest karalne. Natomiast oglądanie, czytanie i słuchanie jest w oczywisty sposób dozwolone. Fakt posiadania książki, płyty czy innego nośnika fizycznego jest całkowicie nieistotny. Natomiast warto zauważyć, że dzielenie się objętymi prawem autorskim utworami w sieciach P2P, w których pobieranie i udostępnianie dzieje się jednocześnie, jest zabronione właśnie ze względu na udostępnianie treści.

- Czy kupując eBooka w Amazonie lub muzykę w iTunes kupuję towar czy usługę?

- Amazon i inne firmy usiłują nas przekonać, że płacąc za dostęp do informacji coś kupujemy. Ludzie chętniej płacą, kiedy myślą, że dostają za swoje pieniądze coś w zamian. Ale faktem jest, że nic w zamian nie dostajemy. Serwisy takie jak iTunes Music Store czy Kindle eBooks Store nic nam nie sprzedają. One tylko każą nam płacić za dostęp do informacji.