Europa chce wymusić na Google zmiany w polityce prywatności. Gigant wie o nas stanowczo za dużo

W marcu tego roku Google dokonał diametralnej zmiany w polityce prywatności swoich serwisów. Francuski odpowiednik GIODO prześwietlił nowe regulacje i zażądał od internetowego giganta natychmiastowych zmian: koncern gromadzi za dużo informacji o internautach i utrudnia im ochronę prywatności

Google wie za dużo

French National Commission on Computing and Freedom (odpowiednik Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych) nie jest zadowolony z nowej polityki prywatności wprowadzonej przez Google w marcu tego roku. Po analizie szeregu zapisów i procedur francuscy urzędnicy doszli do wniosku, że firma zbiera zbyt wiele informacji o internautach. Wszystkie dane zbierane są na takich samych zasadach: wpisywane przez nas frazy w Google, wyszukiwane filmy na YouTube czy lokalizacje na Google Maps a nawet numery kart kredytowych.

Ponadto nie trzeba subskrybować żadnej usługi Google, żeby być śledzonym przez spółkę. ?Inwigilowany? jest w zasadzie każdy. Z badań przeprowadzonych przez Francuzów wynika, że spośród najpopularniejszych stron nad Sekwaną 90% zawiera linki Google.

Wszechmoc oznacza odpowiedzialność

Oświadcza francuska agencja i mówi wprost: nowa polityka prywatności Google nie jest wystarczająco jasna dla użytkownika. Nie wiadomo jakie konkretne dane są zbierane, ani jak długo się je przechowuje. A skoro ?surfujemy w nieświadomości? nie możemy niczego kontrolować do końca.

Google udowadnia też, że jak tylko może utrudnia internautom ?wypisanie? się z poszczególnych funkcji wyszukiwarki. Jeśli nie chcemy, aby była do nas kierowana zindywidualizowana reklama musimy wykonać jedynie... sześć kroków. Zbyt wiele, aby można nazwać procedurę prostą - twierdzi Commission on Computing and Freedom.

Unia żąda zmian...

Urzędnicy europejscy określili czego chcą od Google: niejasne zapisy w polityce prywatności mają zniknąć. Sposób użycia danych ma być dopasowany do ich rodzaju (czyli np. dane o numerach kart kredytowych muszą być traktowane inaczej niż dane z map). I najważniejsze: internautom ma być łatwiej ?wyswobodzić się z sieci, którą na nich zarzucono?.

Wszystkie zarzuty zebrano i w formie listu przesłano do Google - wraz z sygnaturą wszystkich 27 państw członkowskich Unii.

Koncern odpowiedział ustami Petera Fleischera, rzecznika ds prywatności, który stwierdził, że ?trzeba czasów na analizę roszczeń.? Stwierdził też, że jest przekonany o zgodności regulacji stosowanych przez Google z prawem UE.

...i grozi

Paul Nemitz. Komisarz ds. Praw Obywatelskich Unii stwierdził:

?Google musi zacząć działać. Musi doprowadzić do sytuacji, w której ochronę danych osobowych traktuje się poważnie? stwierdził.

Google dało sobie trzy miesiące na ustosunkowanie się do pisma Unii. A ta zapewnia, że chce kompromisu jednocześnie przypominając o finansowych konsekwencjach. Viviane Reding, Komisarz ds. sprawiedliwości, zaproponowała właśnie podniesienie wysokości kar dla firm, które naruszają naszą prywatność. Łamanie europejskiego prawa ma kosztować znacznie więcej - w tej chwili maksymalna wysokość grzywny wynosi 600 tys. euro. Unia chce ją podnieść do... dwóch procent ?globalnej sprzedaży?. Takiej sumy nie może zignorować nawet Google.

Jakie wymierne korzyści przyniesie przeciętnemu użytkownikowi Sieci wprowadzenie zmian, których żąda Unia? Trudno stwierdzić z całą pewnością. Google zdążyło nas przyzwyczaić do ?lekkiego? stosunku do danych osobowych. Ilu z nas wczyta się w rozbudowany regulamin ponownie zmodyfikowanych regulacji. A ilu kliknie po prostu ?tak, zgadzam się?. Na co? Jakie są tego konsekwencje? W sieci chcemy poczucia swobody, braku skrępowania. Google dobrze o tym wie i umie z tego korzystać.