Już wiemy, jak będzie wyglądać następca Megaupload

Kim Dotcom powraca z nowym projektem. Mega ma zastąpić zamknięty przez FBI Megaupload. I ma być "nie do ruszenia" dla federalnych.

Już w styczniu przyszłego roku pierwsi użytkownicy ponoć będą mogli użyć serwisu Mega. Podobnie jak najbardziej znane przedsięwzięcie aresztowanego wiosną Kima Dotcoma ma służyć wymianie plików. Z tą różnicą, że wszystko ma być kodowane i "tylko wysyłający będzie wiedział co wysyła". Szyfrowanie ma odbywać się "na poziomie przeglądarki".

To wybieg prawny. Założyciel serwisu liczy na to, że skoro nie wie, czy pod danym "linkiem" kryje się najnowsza produkcja Hollywood czy film z wesela za nic nie odpowiada. Schmitz (tak nazywał się przed zmianą nazwiska) mówi wprost: właściciele praw autorskich mogą uzyskać dostęp do plików, byleby tylko nie obciążali nas za nic odpowiedzialnością.

Wygląda na to, że Dotcom w wolnym czasie wczytał się dokładnie w ustawy pokroju ACTA. O swoim nowym przedsięwzięciu mówi:

"Mega omija wszelkie relacje z amerykańskimi firmami hostingowymi, amerykańskimi domenami, dostawcami usług transmisji danych. Zmienia sposób działa uniemożliwiając zamknięcie".

Na przeszkodzie do zrealizowania wizji nowego serwisu może stanąć drobny szczegół. Dotcom dopiero w marcu dowie się, czy zostanie wysłany do USA, gdzie czeka go proces o naruszenie praw autorskich.

Adres me.ga już ma ponoć miliony wejść a Kim śmieje się z agentów FBI, którzy "ciągle klikają przeładuj stronę".

Plany twórcy zamkniętego z wielkim hukiem serwisu Megaupload są więc bardzo konkretne. Niestety na ich realizację być może będzie musiał czekać 20 lat - taka odsiadka grozi w USA.

 

[ bbc.co.uk ]