Chris Hadfield - najfajniejszy astronauta od 1969 roku

W niedzielę Twitter i Facebook miały jednego bohatera - rzadko kiedy zdarza się, by tylu ludzi równocześnie udostępniało film, który nie jest relacją z wypadku, zamachu czy tragedii. Tym bohaterem stał się pewien wyjątkowy wąsaty Kanadyjczyk, który wyjątkowo żegnał się z wyjątkową pracą, która wykonywał od pięciu miesięcy.

Jeśli jeszcze nie wiedzieliście, to zobaczcie - pułkownik Chris Hadfield, dowódca 35. załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej śpiewa ?Space Oddity? Davida Bowie:

Ten niepozorny 53-latek z Ontario kompletnie wszystkich zaskoczył. Bo loty kosmiczne mają to do siebie, że jeśli tylko nie dzieje się nic złego, to Ziemianie nudzą się nimi bardzo szybko.

Pamiętacie słynną scenę z filmu ?Apollo 13?, gdy jeszcze przed awarią oddalającego się od Ziemi pojazdu trójka astronautów robi prawdziwe przedstawienie dla telewidzów? Nie wiedzą, że żadna stacja telewizyjna nie chce transmitować ich wysiłków - przecież to już trzeci lot na Księżyc, nuuuuda! Jednak gdy tylko wybuchają zbiorniki z tlenem wszystkie media poświęcają im maksimum uwagi.

Normalne, prawda? No więc wąsaty Kanadyjczyk od kilku miesięcy skupia na sobie uwagę najważniejszych mediów drugiej dekady XXI wieku - mediów społecznościowych. Na Twitterze obserwuje go ponad 775 tysięcy osób, na Facebooku kolejne 237 tysięcy, na Google+ 286 tysięcy. I to bez katastrof, dramatycznej walki o życie i tego wszystkiego, co przyciąga zwykle uwagę ludzi.

Chris Hadfield robi rzeczy, które mogłyby być śmiertelnie nudne - przesyła zdjęcia zrobione aparatem przez okno Stacji Kosmicznej, nagrywa krótkie filmy pokazujące, jak na orbicie myje się zęby i robi kanapki z masłem orzechowym czy wreszcie gra na gitarze. A, no i te wąsy - prawdę mówiąc większość specjalistów od wizerunku pewnie nie dałaby za niego pięciu groszy.

Tymczasem zdjęcia Ziemi robione przez Hadfielda zbierają tysiące lajków, a jego filmy dziesiątki i setki tysięcy razy obejrzano na YouTube'ie.

To zarówno zasługa niesamowitej charyzmy Kanadyjczyka, jak i starannie przygotowanego planu medialnego ataku. Sam Hadfield jest absolutnie bezpretensjonalny, ma mnóstwo dystansu do siebie i, co chyba najważniejsze, rozumie co ludzi może fascynować. Jego filmowe historyjki sprawiają, że pędząca 400 km nad naszymi głowami Międzynarodowa Stacja Kosmiczna okazuje się po prostu fascynująca. Zresztą tu nie ma co pisać - to trzeba zobaczyć. Na początek proponuję wielki przebój - ?Mieszanka orzechowa w kosmosie?. 27 sekund. Możecie się śmiać, ale najpierw obejrzyjcie:

Więcej podobnych perełek możecie zobaczyć w naszym materiale.

Ale ta ogromna popularność nie jest przypadkowa, bo zmasowany atak na media społecznościowe został wcześniej zaplanowany. Nie przez NASA czy Kanadyjską Agencję Kosmiczną. To dzieło dwóch panów Hadfieldów działających zza kulis. 29-letni Kyle i 27-letni Evan, synowie Chrisa zarządzają profilami ojca. To konieczne, bo Międzynarodowa Stacja Kosmiczna nie ma stałej łączności internetowej z Ziemią i przekazywanie materiałów odbywa się raz na kilka godzin, a i wtedy nie jest to zbyt wygodne. Dlatego Kyle rządzi Twitterem,a Evan Facebookiem, Google+, Tumblrem. Odbierają wiadomości i zdjęcia od ojca i natychmiast rozsyłają je po świecie. Ale zachowują oryginalny styl i żarty astronauty i to właśnie sprawia, że tyle osób chce to wszystko oglądać.

Oczywiście cała akcja nie udałaby się, gdyby nie sam Chris Hadfield. Astronautą postanowił zostać, jakże banalnie, w 1969 roku oglądając lądowanie ludzi na Księżycu. Pewnie takie postanowienie podjęło wówczas z milion 10-latków, ale Hadfieldowi się udało. Zanim poleciał w kosmos był pilotem wojskowym, przechwycił m.in. lecący nad terytorium Kanady radziecki superbombowiec Tu-95. Jako oblatywacz kierował ponad 70 różnymi maszynami latającymi.

Potem już jako astronauta dwa razy leciał wahadłowcami i uczestniczył w montażu Canadarm2 - robotycznego ramienia przyczepionego na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W 25 misjach promów był CAPCOM-em - ?głosem Ziemi? czyli człowiekiem odpowiedzialnym za komunikację z załogą znajdującą się w kosmosie. W międzyczasie uczestniczył jeszcze w programie NEEMO, w którym dwa tygodnie dowodził podwodnym głębinowym laboratorium NASA. Oczywiście i tam musiał zrobić coś wyjątkowego, więc nakręcił... film o otwieraniu coli:

Wreszcie 21 grudnia 2012 roku poleciał na Stację i został jej dowódcą. Bodaj każdą wolną chwilę (bo cały ten medialny show przygotowywał w swoim wolnym czasie) wykorzystywał tak dobrze, jak to było możliwe. Stał się najciekawszym, najfajniejszym astronautą od czasów Neila Armstronga i Buzza Aldrina, pierwszych ludzi, którzy stanęli na Księżcu. A na sam koniec swoją misję dopełnił ważnym epizodem - jego załodze udało się szybko zorganizować nieplanowane wyjście w przestrzeń kosmiczną, podczas którego naprawiono nagły wyciek z systemów chłodzenia ogniw słonecznych. Dobrze, że to zdarzyło się dopiero na kilka dni przed powrotem na Ziemię, bo nikt nie może powiedzieć, że Chris Hadfield zdobył sławę dzięki wypadkowi w kosmosie.

A tak wszyscy go zapamiętają raczej jako wykonawcę ?Space Oddity?, w którym zmienił zresztą część tekstu nawiązując do swojego powrotu na Ziemię w kapsule Sojuza. Czapki z głów przed panem pułkownikiem Chrisem Hadfieldem. Oraz jego dwoma synami.