Sprawdziliśmy Ello - nowy serwis społecznościowy, który ma być wszystkim tym, czym nie jest Facebook

W pewien przewrotny sposób Ello spełnia obietnicę - ten serwis z pewnością nie jest Facebookiem. Od kilku dni jest o nim w sieci bardzo głośno (ponoć dołącza do niego kilkadziesiąt tysięcy osób na godzinę). Sprawdziliśmy więc, czy jest się czym ekscytować.

Dołączyć do Ello można wciąż tylko na zaproszenie. To dlatego, że jest wciąż w wersji beta, ale ograniczona dostępność budzić może jednocześnie wrażenie "elitarności" serwisu.

Przygoda z Ello zaczyna się od manifestu. I to utrzymanego w poważnym tonie - czytamy w nim, że Ello - w przeciwieństwie do tych popularnych serwisów społecznościowych - nie chce traktować użytkowników przedmiotowo. Nie ma więc zamiaru traktować nas jak produktów, nie chce sprzedawać naszych danych i nie będzie wyświetlać reklam.

Manifest ElloFot. Ello

No i cóż, faktycznie, reklam nie ma. Nie ma też jednak jakiejś przemyślanej koncepcji, jak Ello miałby się pozytywnie odróżnić od Facebooka. Co można powiedzieć o Ello?

- interfejs jest ascetyczny

Dla mnie to akurat zaleta i miła odmiana po zatłoczonym Facebooku.

- nie ma wątkowania

Jeśli narzekacie na Edge Rank Facebooka, nie będziecie zachwyceni Ello. Nowe wpisy wpadają w stream wszystkich aktywności, na który składają się informacje o tym, kto dodał nas do znajomych, informacje o nowych wpisach, ale też o komentarzach. No i robi się bałagan, bo nie wiadomo od razu, do którego wpisu odnosi się dany komentarz.

Jakiego wpisu dotyczy ten komentarz? Fot. Ello

- prawdziwe dane są opcjonalne

Ello - jak przystało na anty-Facebooka, nie wprowadził wymogu prawdziwych danych osobowych. I okazuje się, że przynajmniej dla mnie to problem. Bo nagle otrzymuję powiadomienia, że do znajomych dodała mnie osoba, której nie kojarzę ani z awatara ani z nicka.

- wyszukiwanie znajomych to koszmar

Domyślnie w znajomych pojawia nam się osoba, która nas do Ello zaprosiła. I to tyle - nie ma żadnej usługi typu "sprawdź, kto z twoich mailowych znajomych jest już na Ello". Owszem, jest zakładka "Odkrywaj znajomych", ale znajdziemy tam głównie osoby polecane, a nie te, które potencjalnie możemy znać. Na szczęście jest wyszukiwarka, która działa całkiem sprawnie

- nie ma wielu ustawień prywatności

W ogólnych ustawieniach profilu można wybrać opcję, czy nasz profil ma być widoczny publicznie (także poza Ello), czy nasze wpisy można będzie komentować i czy Ello może dodawać nas do anonimowych statystyk korzystania z serwisu.

Nie ma za to opcji ustawienia własnych wpisów tak, by były widoczne np. tylko dla znajomych.

- działają gify

Tak jak na Google+, tak na Ello działają gify dodawane do wpisów. Tego Facebook (jeszcze) nie ma

Działające gify to niewątpliwa zaletaFot. Ello

- nie działają tagi

- nie ma rozsądnego centrum powiadomień

Za to domyślnie będziemy dostawać maila za każdym razem, kiedy ktoś skomentuje nasz wpis, ktoś doda nas do znajomych albo gdy zostaniemy wspomniani we wpisie. Nie muszę chyba precyzować, że kończy się to usuwaniem ze skrzynki kilkudziesięciu maili dziennie? Na szczęście opcję powiadamiania mailem można wyłączyć.

- nie ma żadnego komunikatora

nie ma też systemu wysyłania wiadomości prywatnych. Chcesz skontaktować się z kimś ze znajomych? Trzeba pisać publicznie, albo... skorzystać z komunikatora Facebooka.

- nie ma aplikacji mobilnej

Założyciele Ello zapowiadają, że ma się ona pojawić do końca roku. Tylko że wtedy może już nie być potrzebna.

Pamiętacie Diasporę? W 2010 roku jej twórcy obiecywali, że będzie to anty-Facebook. Serwis który będzie cenił prywatność użytkowników, który nie będzie traktować ich przedmiotowo. Albo Google+, który wystartował w 2011 roku i na początku budził same pozytywne reakcje? Diaspora nigdy nie zyskała rozgłosu (nawet takiego jakim teraz cieszy się Ello), a Google+ jest miastem duchów.

Ello mogłoby być ciekawą alternatywą dla Facebooka, gdyby tylko oferowało cokolwiek więcej poza idealistycznym manifestem. A dostajemy serwis społecznościowy, który pod względem liczby i rozbudowania funkcji mógłby powstawać w czasach MySpace. Ello chce być wszystkim tym, czym nie jest Facebook. I na to akurat ma spore szanse, bo zdziwię się, jeśli osiągnie prawdziwą popularność.

Więcej o: