Czym jest USB-C i dlaczego powinniśmy się nim przejmować? Ten nowy standard zmieni nasze życie

Właśnie na rynku pojawił się nowy standard USB, który niedługo zastąpi dotychczasowe złącza. Jest szalenie szybki, uniwersalny i mały. Wszyscy mówią USB-C, ale niektórzy wspominają też coś o USB 3.1 - wyjaśniamy o co chodzi i dlaczego to taka ważna sprawa.

Słyszeliście kiedyś powiedzenie "Najpierw musi być gorzej, żeby potem było lepiej"? Na pewno znają je w Apple, bo nowy MacBook jest najlepszym przykładem agresywnego wprowadzania na rynek standardu, o którym dotychczas mało kto słyszał. Prawda jest taka, że w tym momencie USB-C na niewiele nam się zda, bo nie mamy za bardzo czego do niego podłączyć. Niebawem jednak to się zmieni...

Niech żyje król...

W skrócie USB-C jest nowym typem złącza USB - trzeba jednak wiedzieć, że sama nazwa oznacza jedynie kształt wejścia i pasującej do niego wtyczki. Na pewno znacie już USB-A, czyli klasyczne, płaskie USB jakie znajdziecie w komputerach i pendrive'ach. Z kolei USB-B jest tym kwadratowym, używanym w drukarkach i koncentratorach USB, a jego wersje micro i mini znajdziemy w aparatach fotograficznych, smartfonach i tabletach.

Typy USBFot. US Robotics

Wersja "C" różni się od swoich poprzedników kształtem i rozmiarem, więc zwykłego pendrive'a do niej nie podłączymy. Ważne jest jednak, że to złącze jest bardzo małe (8,4mm x 2,6mm), mniej więcej rozmiarów micro-USB używanego do ładowania telefonów. Co więcej, każdy koniec standardowego kabla USB-C będzie miał taką samą końcówkę (np. obecnie kabel do ładowania smartfona ma z jednej strony USB-A, a z drugiej micro-USB typu B), którą można wpiąć nawet do góry nogami, bo złącze jest na górze i na dole takie same.

Typy USBFot. US Robotics

...i nowy standard

Kluczową cechą USB-C jest jego uniwersalność, ale zawdzięcza ją nie swojemu kształtowi, lecz standardowi USB 3.1. Tak, jak "C" oznacza kształt i rozmiar wejścia, tak to, co z nim zrobimy jest już zasługą nowego standardu.

Przede wszystkim USB 3.1 daje nam większą przepustowość, bo aż 10 Gbit/s. To jest dwa razy więcej niż USB 3.0 i ponad 20 razy szybciej niż USB 2.0. Plik o rozmiarach 1 GB będziemy zapisywać aż... niecałą sekundę. Tak wysoka przepustowość oznacza też, że za pomocą tego standardu będzie nawet możliwe streamowanie materiałów wideo w rozdzielczości 4K na podłączony przez USB-C monitor.

USB-C w nowym MacBookuFot. Apple

Drugą ważną cechą USB 3.1 jest możliwy przesył mocy nawet do 100W (20V przy 5A) - i to w obie strony. Oznacza to, że można używać tego złącza do zasilania większej elektroniki, takiej jak na przykład komputery, czy duże zewnętrzne dyski twarde. Do tej pory USB mogło naładować nam telefon, ale już nie laptopa - teraz złączem wielkości micro-USB zasilimy wszystko od komputerów, po monitory i drukarki.

Standard USB 3.1 jest kompatybilny z 3.0 i 2.0, co oznacza, że z nowym wejściem zadziałają peryferia w tych starszych standardach - oczywiście jeśli mamy odpowiednią przejściówkę z USB-A na USB-C.

Dajcie mi USB-C

Apple nie jest jedyną firmą, która ostatnio zaprezentowała komputer z nowym złączem. Chromebook Pixel od Google, poza zwykłymi portami, będzie miał też dwa wejścia USB-C - po jednym z każdej strony obudowy. Gdy najwięksi światowi gracze przerzucają się na nowy standard, to możemy być pewni, że pozostałe firmy, nie chcąc zostać w tyle, zrobią to samo. Niewątpliwie przyspieszy to rynkowe debiuty nowych akcesoriów i sprzętu korzystającego z tego złącza, ale gdzie to stawia nas, konsumentów?

 

Nowy MacBookFot. Apple

Na początku tego tekstu napisałem, że "Najpierw musi być gorzej, by potem było lepiej" i wygląda na to, że tak będzie w przypadku nowego USB. Apple zdecydowanie postawił na USB-C wyposażając swojego najnowszego laptopa w tylko jedno złącze, które ma odpowiadać za wszystko - zasilanie, pendrive'y, zewnętrzne monitory, Ethernet, przejściówki na kart SD czy nawet myszkę. Kupując taki komputer musimy jednak liczyć się z tym, że jeszcze przez jakiś czas bez przejściówek sobie nie poradzimy. Okres zawieszenia pomiędzy USB-A a USB-C nie będzie szczególnie komfortowy, ale potem może być już tylko lepiej.

Steve Jobs i Jony Ive - o dwóch wizjonerach Apple'a przeczytaj w książkach >>