Nie powinniśmy tak uczyć informatyki w Polsce [WASZYM ZDANIEM]

Kilka dni temu opublikowaliśmy materiał, z którego wynikało, że mamy w Polsce problem z uczeniem informatyki. Podręczniki zdają się nie nadążać nad "dotykową" teraźniejszością. Zebraliśmy najciekawsze opinie Czytelników na ten temat.

W miniony weekend Daniel Światły opublikował na portalu MyApple tekst o tym, że jego syn, dość dobrze znający świat komputerów i smarfonów, dostał jedynkę z informatyki. Dostał bo zdawał się nie zapamiętać regułek z podręcznika.

A te, według autora tekstu, często odstawały od rzeczywistości czy zdrowego rozsądku. Oto jeden z przykładów.

"Skrót jest to mały plik - odsyłacz do programu, folderu lub pliku, znajdującego się w innym miejscu niż reprezentująca go ikona. Skrót umożliwia dostęp do najczęściej używanych programów. Ikona skrótu ma strzałkę umieszczoną w lewym rogu."

Czy to pojęcie da się objaśnić lepiej? Sam autor tekstu robi to wyśmienicie, w sposób, który sięga do podstaw.

"Pokazałem synowi tekturową teczkę na dokumenty, notes, kopertę. Ale najpierw zaprezentowałem, jak wyglądało uruchamianie programów, gdy królował DOS. Że trzeba było znać ich nazwę. Że trzeba było znaleźć odpowiednią pozycję na liście tekstowej, zjechać kursorem, zatwierdzić Enterem... Dlatego wymyślono ikony - symbole graficzne. Widzisz narysowany notesik, wskazujesz, klikasz. Kalendarz, wskazujesz, klikasz. Ikony reprezentują działanie, które chcesz wykonać. Nie muszą już kojarzyć się z realnie istniejącym przedmiotem, jak kołonotatnik czy zeszyt. Ale z reguły i wciąż przypominają przedmioty ze świata poza systemem operacyjnym."

Tekst wywołał spore poruszenie - zarówno na MyApple jak i na stronach Technologii pojawiły się setki komentarzy. Wybraliśmy najciekawsze.

Przecież to nie tylko informatyka. Większość przedmiotów w polskiej szkole jest uczona na zasadzie "zakuj definicję, sprawdzimy, czy umiesz". Gdyby polska szkoła uczyła chodzenia, jest dość prawdopodobne, że dzieci spędzałyby lekcje wkuwając definicje różnych kroków, uczyły się kości stóp itd. - twierdzi z.lo.

Być może problemem nie jest podręcznik, ale podejście nauczyciela? Tak wynika z bardzo wielu komentarzy.

"Przypominają mi się czasy liceum. Wtedy dostałem jedynkę z informatyki za pozmienianie wyglądu ikonek w Wordzie" - pisze michaelus.

Kolejny z naszych czytelników miał podobny problem.

"Moje dziecko na klasówce z informatyki miało np. podać definicję monitora. V kl. SP. Inne dostało obniżoną ocenę za rysunek w Paint, bo narysowało pomarańczowego robota, a wiadomo, że roboty mają być srebrne albo szare."

Czytelnik MyApple stwierdził natomiast:

A ten przedmiot Zajęcia Komputerowe to nie powinien się nazywać przypadkiem Historia Komputeryzacji?Co ma wspólnego z nauką obsługi komputerów to że 30 lat temu był jakiś system operacyjny? i wykuciem na pamięć nazw ostatnich 10 Windowsów, Linuxów i innych OSx-ów? ...Aż dziw, że na zajęciach nie poruszono jeszcze tematu skomplikowanych algorytmów PASJANSA :)

Inni zwracają uwagę na to, że podręczniki nigdy nie były aktualne.

Podręczniki zawsze się spóźniały za stanem wiedzy. Jak byłem w technikum (koniec lat 60-tych) to w podręczniku chemii atom był definiowany jako niepodzielny (choć podzielono go już w 45 w Hiroszimie). I nie był to problem polityczny. Ale dziś druk podręczników to nie problem, Nawet zły program to nie problem. Problemem jest słaby nauczyciel. - zauważa awm10.

Być może problemem jest nie to, że podręczniki nie nadążają za rozwojem technologii, a nauczyciele nie potrafią sami ocenić, jaką wiedzę należy przekazać. Problemem może być to, że informatyka jest bardzo specyficznym przedmiotem do nauczania.

"Od zawsze informatyki uczono źle. Dziś pomija się istnienie Androida, kiedyś pomijało się istnienie Amigi i jej systemu operacyjnego, który w owym czasie był na wyższym poziomie technologicznym niż Windows. Choćby dlatego, że nie był jedynie graficzną nakładką, a naprawdę wielozadaniowym systemem operacyjnym już z elementami 32-bitowymi. (Zresztą przez wielu uważanym za technologicznie lepszy niż ówczesny system Apple'a).
Dzieciaki miały Amigi w domu, ale na lekcjach uczyły się NortonComandera. Nauczyciele wkładali im do głowy, że ich Amigi nie są profesjonalne, bo mają dzwięk na poziomie, kolorową grafikę, myszkę, podłączają się również do telewizora. Są zabawkami. A PC jest poważnie profesjonalny. Tak, wtedy nie istniało jeszcze pojęcie multimedia w świecie Windowsów - multimedia były oznaką nieprofesjonalności.
Ale dzięki temu mali amigowcy sami musieli zgłębiać tajniki informatyki, poznawać ją eksperymentując, będąc w "opozycji" do dorosłego świata PC i dzięki temu po dziś dzień siedzą w tych tematach często zawodowo, bo tamte lata "eksploracji" stały się początkiem wykrzesania w nich informatycznego hobby....

- pisze jeden z naszych czytelników.

O sprawie wypowiadali się też nauczyciele informatyki. Jeden z nich napisał:

Jeśli nie ma nauczycieli z prawdziwego zdarzenia, a ci uczą uzupełniają etat, bo jest tak mała liczba godzin, to nie można się spodziewać aby wyniki były ekstra. Nie wiem czy Państwo wiecie ale w liceum jest tylko 30 godzin nauki tzw informatyki to oznacza że np. w średniej szkole, gdzie jest kilka pierwszych klas, nie ma szans na pozostawienie etatu dla nauczyciela z informatyki - tak więc, ci co byli, nie uczą w szkole bo nie ma pracy dla nich a godziny przejęli inny po douczeniu do zawodu - takie są efekty reformy edukacji.

Kolejny nauczyciel skomentował nasz materiał na Facebooku.

Program nauczania informatyki w szkole podstawowej i gimbazie to nie informatyka ale obsługa Worda, Excela, gimpa. Same pierdoły. Wiem bo muszę tego uczyć. Dzieciaki patrzą na mnie jak na ufoludka jak zaczynam mowić o komputerach ze smartfonem w ręce lub tabletem. A w momencie jak zaczynamy rozmawiać, o dokumentach Google, lub czymś innym niż MS office to mi mowią, że tego nie ma w podręczniku. Jak zwykle u nas zalożenia super (dziecko ma poznać edytor tekstu) wykonanie do d..( "wlączcie Worda"). [...]. Akcje typu aplikacje mobilne, wspomaganie komputerowe nauczania, chmura obliczeniowa to tylko ewentualnie na kółku informatycznym.

Definicje trzeba znać?

Pojawiły się też inne głosy. Jeden z komentujących nasz artykuł napisał na Facebooku:

(...) "Jestem pewien, że nikt z czytających ten tekst nazw poszczególnych pasków nie zna, ale potrafi ich używać z zamkniętymi oczami. Gdzie zatem tkwi problem?" [to cytat z naszego tekstu - red.] - co za bzdura, te pojęcia zna każdy informatyk. Poza tym skoro było o tym na lekcji, to dzieciak miał się tego nauczyć a nie uznawać, że on wszystko wie lepiej.

Czytelnik MyApple całą również inaczej ocenia całą sytuację.

"Ja bym nie tragizował. Mnie też uczono w podstawówce takich bzdur Windows, Dos i jest jeszcze Linux i macintosh. Bez obaw. Wiedza zawarta w książkach była zbyt nudna i prosta (stwórz folder i zmień nazwę). Dlatego sięgałem dalej sam. Sam nauczyłem się Worda i Excela. [...] Samemu drążyłem temat jak to jest, że program działa. Zacząłem uczyć się programowania wtedy w Delphi. W internecie pojawiły się kursy, które pomogły mi wejść w świat programowania "dla dzieciaka". Robiłem programy z interfejsem graficznym, które potrafiły policzyć zadanie z matematyki, po podaniu kilku zmiennych. Później w szkole nauczyli mnie DOSa, czyli poleceń na samej powłoce, później PASCAL. Wiedziałem, że to ważne, ale nudne, bo nic tylko tekstowo [...] Chodziłem na kółko informatyczne, które prowadziła babeczka z powołania, dla której informatyka była całym życiem.  [...] Myślę, że informatyka w naszych polskich szkołach jest na raczej słabym poziomie. Wszystko zależy od tego jak się trafi, na jakiego nauczyciela. Warto rozwijać wiedzę dziecka poprzez pokazywanie systemu (tak jak robił to mi mój ojciec) lub podsuwać informacje z sieci. Dzieci są ciekawskie, jak złapią temat to same wszystkiego się zechcą dowiedzieć :)

Z informatyką jest trochę jak z innymi przedmiotami. Poziom jej nauczania zależy od wielu czynników: zaangażowania nauczyciela, poziomu podręcznika, podejścia samego ucznia. Z komentarzy naszych Czytelników wynika, że poziom nauczania informatyki w Polsce powinien być wyższy. Trudno się z tym nie zgodzić.