Zatrzymano twórcę Bitcoina? Sprzeczne informacje i fałszywe tropy

Australijska policja zatrzymała Craiga Stevena Wrighta, matematyka który według dziennikarzy serwisu Wired stworzył walutę Bitcoin. Co w tej zawiłej historii z miliardami dolarów w tle jest prawdą, a co fałszem? Próbujemy to rozwikłać.

Zobacz też: Czym jest bitcoin? Ten materiał wszystko wyjaśnia

 

Bitcoin to jedno z najciekawszych zjawisk ostatnich lat. Jest to kryptowaluta stworzona w roku 2009 przez osobę (lub grupę) ukrywającą się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto.

Waluta wzbudza emocje, bo jedna "elektroniczna moneta" jest warta... 1620 złotych. Bitcoinami można płacić za zakupy w sieci, doładować telefon, można je też transferować. A ponieważ trudno namierzyć osobę, która posiada bitcoinowy portfel waluta nie jest zbytnio lubiona przez władze. Szczególnie te podatkowe.

Bitcoin to pieniądz, za którym nie stoi ani żadne państwo, ani wielka organizacja i który nie ma żadnego pokrycia w złocie lub innym surowcu. Jest wirtualny. To zbiór zer i jedynek zapisanych na dyskach komputerów. To środek płatniczy, co do którego zgodzono się, że choć nie istnieje w rzeczywistości, to ma realną wartość.

Twórca Bitcoina ma powody, by nie zdradzać swojej tożsamości. Dziennikarze The Wired twierdzą jednak, że poznali jego tożsamość. Ustalili oni, że Satoshi Nakamoto to tak naprawdę Craig Steven Wright, australijski matematyk i naukowiec. Swoje tezy opierają na długim śledztwie i analizie licznych dokumentów, które mają udowodnić powiązanie Wrighta z bitcoinami.

Dowody, które wskazują na Australijczyka nie są nie do podważenia. W dokumentacji znajdujemy na przykład wpis Wrighta dotyczący jego planów stworzenia kryptowaluty. Pochodzi z roku 2008 (czyli na rok przed pojawieniem się Bitcoina), ale był modyfikowany w roku 2013. Nie wiadomo więc kiedy we wpisie znalazła się główna poszlaka łącząca mężczyznę z bitcoinami - chodzi o klucza PGP skojarzony z adresem email należącym do Nakamoto.

Rozwiązania zagadki nie ułatwia usunięty wpis Wrighta, w którym informował:

"Beta Bitcoina rusza jutro. To jest zdecentralizowany system. Będziemy próbować dopóki nie zadziała".

W innym użył natomiast sformułowania "żaden sekret nie jest wieczny".

Istnieją więc dowody na to, że Wrighta faktycznie był zaangażowany w tworzenie bitcoina. Pisał o nim na swoim blogu jako jeden z pierwszych.

Niczego nie możemy być jednak pewni, bo, jak informuje The Guardian, australijska policja podatkowa zaprzeczyła, by zatrzymanie Wrighta miało związek z bitcoinami. Czy zatem schwytano skromnego matematyka wynajmującego mieszkanie, geniusza finansjery sprytnie ukrywającego się przed światem? Nie wiadomo.

Jeśli te podejrzenia się potwierdzą mężczyzna może mieć kłopoty, gdyż są dowody na to, że twórca wirtualnej waluty zdeponował 1,1 miliona bitcoinów w specjalnym funduszu powierniczym. The Wired twierdzi, że mają pozostać nietknięte do roku 2020. Są warte miliardy dolarów. I dlatego właśnie nie możemy być pewni, czy Wright to faktycznie Nakamoto. Tym bardziej, że twórcę wirtualnej waluty... raz już schwytano. W 2014 roku dziennikarz Newsweeka podał, opierając się na mocnych i licznych dowodach, że poszukiwany mężczyzna to 64-letni Amerykanin o Japońskiej narodowości - Dorian S. Nakamoto, mieszkający w pobliżu Los Angeles.  Tymczasem domniemany Nakamoto dzień po ujawnieniu rewelacji Newsweeka oświadczył Associated Press, że nic nie wie o sprawia i nie ma pojęcia czym są te całe "bitcomy". Brzmiał jakby kompletnie nie rozumiał o czym mowa.  Czy i tym razem historia skończy się podobnie? Pewnie niedługo się dowiemy.