Google zapłacił Apple miliard dolarów, by pozostać domyślną wyszukiwarką

Przy okazji procesu pomiędzy Oracle a Google do mediów przedostały się zeznania jednego z pracowników pierwszej z firm. Twierdzi, że Google zapłacił Apple miliard dolarów za to, by pozostać domyślną wyszukiwarką na urządzeniach z nadgryzionym jabłkiem. Czy to naprawdę jest warte takich pieniędzy?

Wyszukiwarka Google jest domyślną na urządzeniach produkowanych przez Apple. Zgodnie z zeznaniami pracownika Oracle, złożonymi przy okazji procesu z Google, wyszło na jaw, ze największa firma internetowa świata płaci gigantyczne pieniądze, by utrzymać ten stan rzeczy. Według stenogramów, które pomimo sprzeciwu obu firm przez pewien czas były odtajnione, Google miał zapłacić Apple miliard dolarów.

Gigant internetu nie ma chyba wyjścia, bo rozstanie z Apple mogłoby okazać sie bardzo bolesne. Według analiz firmy UBS gdyby Google nie byłoby domyślną wyszukiwarką połowa klientów Apple i tak znów wybrałaby to narzędzie. Ale druga połowa wybrałaby usługi konkurentów - Yahoo czy Bing. Dla Google oznaczałoby to aż 25% mniej ruchu.

Przeczytaj też: Ile Google zarobił na Androidzie? Miliardy!

 

Dlaczego kwota jest tak pokaźna? To swego rodzaju... prowizja. Mobilne urządzenia przyniosły Google 12 miliardów dolarów przychodu, 75 procent tej kwoty pochodzi z urządzeń z iOS. Google zapłaciło miliard dolarów, ale zarobił na ruchu z urządzeń Apple... ok 8-9 miliardów dolarów.

Gigant z Cupertino nie ma wyjścia, nie może "odpuścić" urządzeń z Apple, generują gigantyczną część jego przychodów.

Mozilla też dostała miliard

Google ma pozycję lidera, chociaż nie wszędzie. Globalnie firma panuje na 90% rynku, Google zdaje sobie sprawę z tego, że pozycja jego rywali może w każdej chwili wzrosnąć. Dlatego płacił potężne pieniądze nawet wtedy, gdy wydawało się, że jego pozycja jest niezagrożona. Tak było w 2008 roku, kiedy za pozostanie domyślną wyszukiwarką w Firefoxie zapłacił miliard dolarów. Trzykrotnie więcej niż rok wcześniej. Media spekulują, że głównie ze strachu, przed ofertą Microsoftu czy Yahoo, które też mogłyby położyć na stół 400-500 mln dolarów. Google chciał więc przebić konkurencję.

Sytuacja jest troszkę inna, jeśli ze statystyk wyłączymy smartfony - wtedy udział Google spada do mniej więcej 70%, Bing ma udziały na poziomie 15%.

 

Udziały Google w rynku wyszukiwarek dla urządzeń stacjonarnychFot. netmarketshare.com

 

Google "porzucił" Mozillę kiedy tylko przeglądarka Chrome osiągnęła odpowiednio wysoki udział w rynku przeglądarek. Dziś produkt Google wybiera 47% internautów, drugi jest Internet Explorer z wynikiem 20%, trzeci Firefox - korzysta z niego 17% konsumentów. A od niedawna domyślną wyszukiwarką jest w nim Yahoo. Partnerstwo nie wywróciło sytuacji na rynku do góry nogami - Yahoo "urósł" globalnie 0 0,5-1%

Microsoft płacił miliard... samemu sobie

Rynek wyszukiwarek jest jednak na tyle potężny, że wciąż dochodzi na nim do zawierania nowych porozumień i drobnych przetasowań. Konkurenci Google nie chcą się poddać -  na przykład Microsoft, który w wyszukiwarce Bing utopił 5,5 miliarda dolarów, mniej więcej miliard dolarów na kwartał. Firma nie zrezygnowała ze swojego produktu. Jest domyślnym na urządzeniach z Windows Phone, w przeglądarce Edge. Sześć lat inwestycji przyniosło efekt - w październiku zeszłego roku firma ogłosiła, że Bing wreszcie przyniósł dochód. I to nie byle jaki, bo wynoszący miliard dolarów. I tylko złośliwość losu sprawiła, że ogólne wpływy Microsoftu spadły w porównaniu z zeszłym rokiem o 12%.

Rynek wyszukiwarek jest więc olbrzymi, stanowi sporą część przychodu Google (za III kwartał zeszłego roku wyniósł ok. 18 mld dol.). Nowe inicjatywy wciąż mogą liczyć na wzrost jak chociażby DuckDuckGo - alternatywny silnik wyszukiwania, który odnotował 600% wzrost liczby użytkowników. Google ma więc o co się bić, jego partnerzy na pewno będą zarabiać na tym, że pozwalają Google być numerem jeden.

Więcej o: