To koniec Twittera? Użytkownicy "uśmiercają" serwis

Informacja o zmianie algorytmu wyświetlania wpisów rozwścieczyła użytkowników Twittera, którzy ogłaszają "śmierć" serwisu za pomocą hashtagu #RIPTwitter. Jack Dorsey zaprzecza tym doniesieniom, ale...

O planowanej zmianie algorytmu Twittera poinformował BuzzFeed. Z informacji, do których udało się dotrzeć dziennikarzom serwisu wynika, że szefostwo największej platformy mikroblogowej na świecie planuje zmianę sposobu wyświetlania tweetów na tablicach użytkowników. Porządek chronologiczny miałby zastąpić algorytm, bazujący na popularności poszczególnych użytkowników oraz indywidualnych preferencji właściciela konta.

Czytaj też: Jak wiele wie o tobie Google? Będziesz zaskoczony

Te doniesienia wywołały prawdziwą burzę na Twitterze. W weekend rekordy popularności w serwisie bił hashtag #RIPTwitter, który dość sugestywnie wskazuje, że przyszłość najpopularniejszej platformy mikroblogowej na świecie rysuje się w ciemnych barwach.

Na doniesienia BuzzFeed bardzo szybko zareagował CEO Twittera Jack Dorsey, który oświadczył, że Twitter słucha swoich użytkowników i w najbliższym tygodniu nie są planowane jakiekolwiek zmiany w algorytmie zarządzającym wyświetlaniem tweetów.

Dorsey kontynuował: "Twitter pomaga nam nawiązywać kontakt w sposób dynamiczny i w czasie rzeczywistym, wokół interesujących trendów i tematów, a nie w sposób statyczny. Rozumiemy to" - napisał prezes Twittera.

Deklaracja Dorseya nie przekonała jednak wątpiących w przyszłość serwisu. Szczególnie, że szef Twittera nie zaprzeczył doniesieniom BuzzFeeda w sposób jednoznaczny. Napisał jedynie, że zmiana algorytmu nie zostanie dokonana w tym tygodniu. W ten sposób nie tylko nie zamknął całej dyskusji, ale jeszcze bardziej ją zaognił. Szczególnie, że nie byłby to pierwszy pomysł Dorseya na pchnięcie Twittera w nowym kierunku, który nie spodobał się użytkownikom.

10 tysięcy znaków

Na początku roku okazało się, że twórcy najpopularniejszego serwisu mikroblogowego na świecie poważnie zastanawiają się nad zwiększeniem liczby znaków we wpisach z obecnych 140 do... 10 tysięcy. Początkowo Dorsey milczał w tej sprawie, ale później sam przyznał, że coś jest na rzeczy.

W zamieszczonym na Twitterze wpisie, który został zilustrowany grafiką zawierającą 1325 znaków, CEO serwisu przypomniał wszystkim, że jego twórcy nigdy nie zakładali ograniczenia liczby znaków we wpisach do 140. Zostali do tego zmuszeni ze względu na ograniczenia technologiczne związane z limitem znaków we wiadomościach SMS. Początkowo, to właśnie SMS-y były najpopularniejszą formą "ćwierkania na Twitterze".

W swoim wpisie Dorsey podkreślił również, że jego firma nie będzie wzbraniać się przed zwiększeniem "mocy i użyteczności" Twittera, jeżeli w przyszłości zajdzie taka potrzeba.

"Jeśli zdecydujemy się wprowadzić zmiany, to odpowiednio wcześniej poinformujemy o tym deweloperów, aby mogli się do tego przygotować" - dodał Dorsey.

Mission Impossible?

Doniesienia  dotyczące poważnych zmian na Twitterze pojawiły się w obliczu niezwykle trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie serwis. Nowy-stary prezes firmy miał za zadanie poprawić kondycję finansową Twittera i przekształcić go w spółę, która zacznie zarabiać pieniądze.

Twitter - wykres akcjiYahoo.com

Pierwsze miesiące Dorseya na stanowisku CEO Twittera jednak na to nie wskazują. Rozpoczęta przez niego rewolucja nie przynosi jak dotychczas spodziewanych rezultatów.  Z firmy uciekają kluczowi pracownicy (m.in. Alex Roetter, Skip Schipper, Katie Stanton i  Kevin Weil), a wartość akcji spółki w ciągu ostatnich 24 miesięcy spadła z 69 dolarów do niecałych 16 dolarów.

Twitter na całej linii przegrywa dziś z Facebookiem, Snapchatem i Instagramem, a  upodobnianie się do serwisu Macka Zuckerberga (np. algorytm wpisów oparty na popularności) raczej nie pomoże mu w powrocie na właściwe tory.

Ci wynalazcy poświęcili życie dla swoich wynalazków

fot. domena publiczna/PD-US (via Wikimedia Commons) fot. domena publiczna/PD-US (via Wikimedia Commons)