Internet ogłupia znienacka

Najnowsze wyniki badań na temat przyszłości Internetu wskazują na to, że z ufnością i optymizmem patrzymy w przyszłość. Zdecydowana większość osób które brały udział w ankiecie (pracowników naukowych, korporacji w rodzaju Google czy Microsoft i przedstawicieli rządowych) uważa, że nieograniczony dostęp do informacji jest naszym wielkim błogosławieństwem, a w ciągu 10 najbliższych lat poprawi się nasza zdolność przyswajania wiedzy.

 

 

Czwartą edycję badania pt. Przyszłość Internetu przeprowadził Pew Internet & American Life Project. Brało w nim udział ok. 900 osób, w tym publicyści, pracownicy wielkich koncernów (Google, Microsoft, Yahoo, IBM), przedstawiciele rządu USA (Departamentu Obrony, Stanu, itd.) oraz uniwersytetów.

 

Piktogramy wiecznie żywe

Fot. 3.bp

Punktem wyjścia było przekorne stwierdzenie Nicholasa Carra skondensowane w zdaniu "Google nas ogłupia". Z żalem zauważał on, że Internet sprawia, że do niebytu odchodzą czasy, w których czytaliśmy artykuły ze skupieniem i od deski do deski. Obecne wyniki badań wskazują bowiem na to, że internauci czytają jedynie nagłówki wiadomości z Google News. Wniosek był taki, że mnogość i szybkość informacji nie sprzyja pogłębionemu przyswajaniu wiedzy - nasza uwaga jest bardziej rozproszona, a jednocześnie zadowalamy się obrazkową formą przekazywania informacji. Trudno taki wniosek podważyć - nie ma teraz co marzyć o zostaniu "człowiekiem renesansu" z tej prostej przyczyny, że ilość wiedzy jaka byłaby niezbędna do przyswojenia jest kilkunastokrotnie większa, niż jeszcze kilka lat temu.

 

Świetlana przyszłość kreatywności

 

Teza "Google nas ogłupia" stała się punktem wyjścia rozważań. Okazuje się więc, że aż 76% osób uważa, że Internet nie tylko nas nie ogłupia, lecz nieograniczony dostęp do informacji jest prawdziwym błogosławieństwem naszych czasów. Powiększające się ciągle zasoby wiedzy i możliwości wyszukiwarek sprawiać będą, że nie będziemy musieli zapamiętywać tak dużych ilości informacji jak do tej pory. Jednocześnie jednak wykształcą się w nas lepsze zdolności myślenia analitycznego i krytycznego. Czas zaoszczędzony na zapamiętywaniu poświęcać będziemy na szlifowanie nowo nabytych zdolności.

 

Google pozwala nam na bardziej kreatywne podejście do problemów (...). Spędzamy mniej czasu usiłując przypomnieć sobie dane kwestie a więcej tworząc rozwiązania

 

mówi Paul Jones z Uniwersytetu Północnej Karoliny.

Oznacza to krok w stronę społeczeństwa "eksperckiego", gdzie opanowanie pewnej dziedziny wiedzy w takim stopniu jak do tej pory nie będzie już potrzebne, ze względu na ogromne, cyfrowe "wspomagacze".

 

Piszę, czytam, rozumiem

 

65% ankietowanych uznało, że w ciągu najbliższych 10 lat poprawią się nasze zdolności pisemnego formułowania myśli, czytania ze zrozumieniem i przyswajania wiedzy. Zdolności te będą odbiegać jednak od tych, którymi posługujemy się obecnie. Przecież już teraz można zauważyć, że komunikacja ulega ciągłej kondensacji - wysyłamy SMS-y, tweety, blipy i inne bardzo krótkie formy. Jest to twardy orzech do zgryzienia przede wszystkim dla językoznawców, ubolewających nad zubożeniem języka i wkradających się do mowy potocznej anglicyzmów. O ile z wcześniejszymi wnioskami mogę się zgodzić, tak co do tego pozostaję sceptyczna - czytanie ze zrozumieniem i przyswajanie wiedzy wymaga jednak wysiłku, a przecież te same efekty można osiągnąć odpowiednio skutecznie przeszukując zasoby Internetu.

 

Innowacje jak grom z jasnego nieba

iPhone

80% osób biorących udział w badaniu przyznało, że nowatorskie produkty i rozwiązania będą przykuwać naszą uwagę znienacka, nie poprzedzone żadnymi zwiastunami. Zdaje się, że w przewidywaniu gadżetów przyszłości lepsi są pisarze sci-fi, niż sami eksperci technologiczni. Przed rokiem 2007 nikt nie przypuszczał, że na rynku telefonów pojawi się iPhone, który diametralnie zmieni nasz sposób postrzegania telefonu.

Czy Facebook albo Twitter były tak oczywiste dziesięć lat temu? Czy były przewidywane?

pyta retorycznie Jonathan Grundin z Microsoftu.

 

Anonimowość w Sieci

Najbardziej zróżnicowane odpowiedzi pojawiały się przy pytaniu o przyszłość Internetu w kontekście anonimowości. Ponad połowa ekspertów (55%) uważa, że znaczna część aktywności internetowej dokonywać się będzie tak jak obecnie - anonimowo. Pojawić się może za to więcej obszarów, w których niezbędne będzie podanie swoich prawdziwych danych. Zdania przeciwnego jest ponad 40 proc. respondentów - uważają oni, że na szeroką skalę wprowadzone zostaną mechanizmy identyfikacji internautów, takie jak skanowanie siatkówki czy cyfrowe DNA stosowane zarówno do e-zakupów jak i przeglądania stron internetowych.

Spodziewam się nacisku zarówno ze strony sektora biznesowego, jak i rządowego na wprowadzenie szerokiego zakresu bardziej wiarygodnej identyfikacji cyfrowych transakcji. (...) Anonimowość będzie coraz bardziej związana z zachowaniem "antyspołecznym" i zostanie zepchnięta na sieciowy margines

powiedział Oscar Gandy z Uniwersytetu Pensylwanii.

Moim zdaniem kwestie anonimowości w najbliższych latach jedynie zyskają na znaczeniu - w kontekście pojawiających się coraz częściej ataków sieciowych (jak choćby ataku na Google) możliwość identyfikacji podejrzanego może stawać się priorytetem władz. Zwłaszcza, gdy coraz większe ilości pieniędzy umiejscowione są w sektorze "cyfrowym".

 

Przewidywania na najbliższych 10 lat są zatem świetlane - będziemy się rozwijać i stawać ekspertami a nie roślinami karmionymi cyfrową sieczką. Teza, że innowacyjne produkty w dalszym ciągu będą nas zaskakiwać jest najmniej kontrowersyjna ze wszystkich postawionych w badaniu - przecież gdyby można było przewidzieć pojawienie się jakiegoś urządzenia, dlaczego nie wyprodukować by go już teraz?

 

Joanna Sosnowska

Więcej o: