Microsoft odpowiada, WeWantLive walczy

Środowisko graczy konsolowych skupionych pod sztandarem WeWantLive doczekało się odpowiedzi od Microsoftu, choć żaden z ogranizatorów akcji nie uznał jej za wystarczającą. Właściwie ich rozzłościła. Bardzo rozzłościła. Prawdę mówiąc, ludzie z WWL po prostu się zagotowali.

 

Ponieważ sprawa ciągnie się już drugi miesiąc, warto streścić jej przebieg i na tym tle oceniać sytuację bieżącą.

 

14 stycznia br., Microsoft rozpoczął antypiracką kampanię "nie przerabiam - nie kradnę". Powstała mało atrakcyjna witryna internetowa, która zamiast promować poszanowanie praw autorskich straszyła paragrafami. Przeszłaby pewnie bez większego echa, gdyby nie wypowiedź Jakuba Mirskiego z MS Polska, który odpowiedzialnością za brak XBL w Polsce obarczył piratów. Ja rozumiem, że się rozpędził, rozumiem że właśnie wystartowali z kampanią i wszystko mu się z piractwem tamtego dnia kojarzyło, ale nie zmienia to faktu, że mleko się rozlało.

 

Uczciwi gracze poczuli się dotknięci i zorganizowali KontrAkcję. Zaprotestowali przeciw stosowaniu odpowiedzialności zbiorowej, zarzucili Microsoftowi szafowanie pustymi obietnicami w temacie polskiego XBL oraz ograniczanie funkcjonalności konsoli i gier. Zaczęła się burza. O ile kampania MS była zwykłą falą na morzu polskiego internetu, to KontrAkcja stała się tsunami - media poczuły newsa i przez dwa dni wszyscy trąbili o Microsofcie, tyle że niezupełnie w tym kontekście, jakiego oczekiwali twórcy "nie przerabiam - nie kradnę". Sprawa wyszła poza branżowe podwórko i zaistniała nawet w głównym nurcie (TVN CNBC Biznes).

 

MS Polska zadziałał stanowczo - zaproponował i przeprowadził telekonferencję z twórcami KontrAkcji, po której 21 stycznia wydano wspólne oświadczenie. Organizatorzy protestu w geście dobrej woli odeszli od konfrontacyjnej nazwy KontrAkcja na rzecz konstruktywnej WeWantLive, zaś MS Polska zobowiązał się do przekazania ich postulatów do amerykańskiej centrali i udzielenie w ciągu 30 dni odpowiedzi. Ludzie z WWL przemyśleli i sformułowali dokument, który przesłali do MS Polska, a w ich witrynie ruszył zegar odliczający sekundy.

 

Czas mijał. Sprawa może nieco przycichła, ale jeśli ktoś uważał, że umrze śmiercią naturalną, to się mylił. Z niewielkim opóźnieniem MS Polska dostarczył odpowiedź... Jeden miesiąc czekania, pięć zdań, sto słów, niemal siedemset znaków i żadnego konkretu. Aha, jeszcze w temacie braków - pod odpowiedzią nie było również żadnego podpisu. Rozgoryczeni organizatorzy WWL skomentowali rzecz w wyważonym tonie, ale na forum już się nie powstrzymywali. Zapowiedzieli zdjęcie białych rękawiczek i walkę.

 

Nie wiem co osiągną, nie wiem w którą stronę pójdzie WeWantLive. Trudno jednak nie czuć sympatii, gdy widzi się oddolną inicjatywę, której uczestnicy poświęcają czas i nie szczędzą wysiłków, abyśmy byli traktowani jak gracze z zachodniej części EU (do której, może warto przypomnieć, od lat należymy). Byle tylko emocje nie zdominowały działań - z łatką pieniaczy i oszołomów byłoby im dużo trudniej.

 

Tomasz Andruszkiewicz