Wyborcza.biz: czarna skrzynka w każdym aucie?

Ameryka jakiś czas temu żyła przypadkiem "Uciekającej Toyoty". Rządowa agencja bezpieczeństwa drogowego wszczęła śledztwo, które nie wykazało jednak usterek samych samochodów.

 

Tak zaczynała się historia:

 

James Sikes jechał swoją Toyotą Prius autostradą przez Kalifornię, gdy nagle czort wstąpił w jego auto. Jak przerażonym głosem opowiadał policjantom z drogówki, do których zadzwonił z komórki w samochodzie, prius nagle zaczął się rozpędzać i po chwili mknął po autostradzie z prędkością 150 km/godz. Sikes twierdził, że pedał gazu się zablokował i nawet ręką nie dało się go odciągnąć od podłogi, choć trzy razy próbował to zrobić. A na dodatek samochód się nie zatrzymywał, chociaż obiema stopami wbijał pedał hamulca w podłogę.

 

Samochód (ten i innych poszkodowanych) wzięła pod lupę agencja NHTSA. Testy nie potwierdziły doniesień kierowców, a informacje z "czarnej skrzynki" wręcz im zaprzeczają.

 

Czy po tych przypadkach ubędzie doniesień o priusach, które czort opanował - nie jest pewne. Wiadomo jednak, że amerykańskie władze zastanawiają się nad opracowaniem standardu "czarnych skrzynek", które obowiązkowo będą instalowane w autach. Amerykańskie koncerny motoryzacyjne nie palą się jednak do tego, bo - jak twierdzą - podbije to cenę samochodów.

 

Pełna historia o opętanych Toyotach znajduje się pod adresem Niewiarygodne przypadki toyoty prius