Energia bezpośrednio z fotosyntezy

Naukowcy Uniwersytetu Stanfordzkiego uzyskali prąd z fotosyntezy. Wprowadzili nanoelektrodę ze złota do komórki algi i przechwycili elektrony wybijane przez światło z chlorofilu.

 

Badania są na wstępnym etapie, ale wydają się obiecujące. Udało się na tyle ostrożnie przebić błonę komórkową nanoelektrodą, że komórka nie uległa zniszczeniu, a następnie przechwytywać elektrony wybijane z fotoukładu przez kwanty światła. Na dłuższą metę jest to metoda destrukcyjna, bo wyprowadzenie poza komórkę wybijanych elektronów zaburza fotosyntezę (w 1992 roku Rudolph Arthur Marcus dostał Nobla w dziedzinie chemii za opis łańcucha transportu elektronów). Komórki tak potraktowane giną po około godzinie, produkując prąd o natężeniu pikoampera. Naukowcy skupiają się teraz na przedłużeniu życia żywych baterii.

 

Choć sprawa wydaje się wyłącznie naukową ciekawostką, takie wykorzystanie roślin może mieć sens. Spalanie biomasy roślinnej, w zależności od warunków, pozwala odzyskać od 3 do 6 procent uwięzionej w nich energii słonecznej, podczas gdy w tym eksperymencie wydajność sięga 20 procent, a WonHyoung Ryu szefujący zespołowi uważa, że teoretycznie da się odzyskać nawet 100% (współczesne ogniwa słoneczne osiągają wydajność 20-40 procent). Tylko szkoda trochę alg, którym urządzono prawdziwy Matrix.

 

[via Stanford University]

 

Tomasz Andruszkiewicz