Kiepski wynik brytyjskich piratów

Politycy brytyjskiej Partii Piratów bardzo liczyli na to, że wizja wprowadzenia na Wyspach drakońskich przepisów antypirackich skłoni wyborców do głosowania na PP. Niestety, wygląda na to, że się przeliczyli - ugrupowanie zdobyło w całym kraju zaledwie 1127 głosów.

 

Piraci oczekiwali, że wprowadzenie w UK ustawy Digital Economy Bill (w której znalazły się m.in. nowe, surowe przepisy antypirackie) zachęci obywateli do głosowania na ich partię, która od początku prac nad ustawą zdecydowanie przeciwko niej protestowała. Dodajmy, że z podobną sytuacją mieliśmy już do czynienia w Szwecji - gdy rok temu sąd skazał założycieli serwisu The Pirate Bay na kary więzienia, Szwedzi w akcie protestu zaczęli masowo głosować na tamtejszą Partię Piratów (dzięki temu PP wprowadziła dwóch przedstawicieli do Europarlamentu).

 

Serwis TheRegister.com donosi jednak, że na Wyspach nic takiego nie nastąpiło i Partia Piratów wypadła w brytyjskich wyborach fatalnie. Politycy startujący z list tego ugrupowania zdobyli w sumie zaledwie 1127 głosów. Najlepiej poradził sobie Tim Dobson, kandydat z Manchesteru, który uzyskał "aż" 236 głosów; lider partii, Andrew Robinson, musiał zadowolić się zaledwie 173 głosami.

 

Warto dodać, że piraci wystawili swoich kandydatów w zaledwie kilku okręgach (i zdobyli w nich 0,3% głosów), bo ich ugrupowanie choć działa już blisko rok, to na razie nie dorobiło się odpowiednio dużej bazy członków. Oczywiście, przedstawiciele partii twierdzą, że jak na pierwszy start w wyborach, to wynik jest zadowalający, zaś w przyszłości na pewno będzie lepiej.

 

Daniel Cieślak