Apple vs Adobe - wojna o Flasha

Od kilku tygodni w świecie IT trwa prawdziwa wojna - wojna o Flasha. Po jednej stronie barykady mamy firmę Apple i jej szefa, Steve'a Jobsa, który z uporem maniaka twierdzi, że technologia Flash nie nadaje się do niczego i jej czas minął. Zarzuty te zdecydowanie odpiera koncern Adobe oraz jego całkiem liczni sprzymierzeńcy... Ale kto tak naprawdę ma rację?

 

 

Tak naprawdę to trudno powiedzieć, kto w tym sporze ma rację - bo z obu stron padają całkiem sensowne argumenty (choć jest też sporo zupełnie chybionych). Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy Apple oficjalnie zaprezentował iPada i okazało się, że urządzenie to nie obsługuje technologii Flash. Nie było to tak naprawdę specjalne zaskoczenie - Flasha nie obsługuje przecież również iPhone, a oba te urządzenia wykorzystują system operacyjny iPhone OS. Problem w tym, że coś, co od biedy ujdzie w smartfonie (do niedawna rzadko który obsługiwał tę technologię), dla wielu osób było nie do przyjęcia w urządzeniu pretendującym do alternatywy dla pełnowymiarowego komputera osobistego.

 

Jobs atakuje Flasha

 

Steve Jobs odpowiedział na tę krytykę frontalnym atakiem na Flasha - wszem i wobec zaczął głosić, że iPad nie obsługuje Flasha głównie dlatego, że ta technologia jest przestarzała, dziurawa jak rzeszoto, zaś odtwarzanie animacji flashowych jest wyjątkowo "bateriożerne". Dodawał też zwykle przy okazji, że "jeśli jakiś Mac wiesza się częściej niż powinien, to zwykle jest to wina wtyczki Adobe Flash" (co, swoją drogą, jest dość niefortunnym argumentem, bo nienajlepiej świadczy o stabilności Mac OS X).

 

Ostatnio Jobs dorzucił dodatkowy argument - tłumaczył, że Flash jest zły, bo to zamknięta technologia. Ta teza też brzmi w jego ustach dość niestosownie, bo obecnie nie ma chyba drugiej tak zamkniętej instytucji jak Apple i jego AppStore.

 

Oczywiście, Jobs ma sporo racji - z zabezpieczeniami Flash Playera jest ostatnio mnóstwo problemów, w pewnym okresie dosłownie co kilka dni słyszeliśmy o kolejnym poważnym błędzie w zabezpieczeniach tej aplikacji. Prawdą jest też to, że odtwarzanie flashowych materiałow jest operacją wyjątkowo "zasobożerną", a co za tym idzie - również "bateriożerną". Brak obsługi Flasha w iPadzie ma dla użytkowników konkretne korzyści - to m.in. dlatego udało się wydłużyć czas pracy urządzenia na bateriach do imponujących 10 godzin.

 

Z Flashem i bez Flasha

 

HTML5 + H.264 - lek na całe zło? Nie do końca...

 

Jeśli chodzi o wideo, to jako alternatywę dla Flasha Jobs promuje standard HTML5 i format wideo H.264 - za tym rozwiązaniem opowiedział się już zresztą również Microsoft. Tyle, że przesiadka z Flasha na HTML5 wcale nie oznacza automatycznego wydłużenia czasu pracy na bateriach czy zredukowania "zasobożerności" - z testów przeprowadzonych m.in. Streaminglearningcenter.com wynika, że różnice pomiędzy obiema technologiami wcale nie są takie znaczące (a na dodatek, że dużo większe znaczenie od formatu ma to, czy w danym systemie dostępne jest sprzętowe wspomaganie dekodowania treści multimedialnych).

 

Warto też dodać, że korzystanie z kodeka H.264 jest nieodpłatne tylko tymczasowo - organizacja MPEG LA, która ma prawa do tej technologii, udostępnia go nieodpłatnie do końca roku 2015 i niewykluczone, że po tym terminie pojawią się jakieś obowiązkowe opłaty licencyjne.

 

Nie tylko wideo

 

Szef Apple zdaje się zresztą zapominać, że Flash to nie tylko wideo - technologia Adobe jest obecnie absolutnie dominującą metodą prezentowania w Internecie rozbudowanych treści multimedialnych i trochę trudno oczekiwać od twórców i administratorów wszystkich stron WWW, by zrezygnowali z niej tylko dlatego, że zaleca im to Steve Jobs. Jej popularność nie wynika z braku alternatyw - bo przecież Microsoft już od dawna promuje swojego Silverlighta (na razie bez większych efektów). Nie inaczej będzie też pewnie z tworzoną właśnie przez Apple technologią Gianduia - oczywiście, na pewno stanie się standardem na stronach firmy oraz jej satelitów, ale trudno oczekiwać od innych masowej migracji.

 

Dodajmy też, że Adobe pracuje właśnie nad znaczącym uaktualnieniem dla odtwarzacza Flash - wersją 10.1 (aktualnie dostępny w wersji beta). Koncern zapowiada, że będzie to zupełnie nowa technologia i że z aplikacji usuniętych zostanie większość problemów znanych ze starszych wydań.

 

Google wspiera Flasha

 

Co więcej - poglądów Jobsa zdają się nie podzielać inni ważni gracze na rynku internetowym. Koncern Google już kilka tygodni temu ogłosił, że zamierza wspierać format Flash - od tego momentu odpowiednia wtyczka jest domyślnie dołączona do przeglądarki Chrome.

 

Flash for smartphones

 

Finalna wersja Flash Playera 10.1 będzie dostępna dla Androida (jest już wersja beta na tę platformę), technologię tę zamierzają wspierać również autorzy webOS (systemu operacyjnego firmy Palm, którą niedawno przejął koncern HP), Windows Phone 7 (Microsoft zapowiedział, że choć w momencie premiery WP7 nie będzie obsługiwał Flasha, to jednak później ten brak zostanie uzupełniony) czy BlackBerry OS.

 

Na razie Apple robi, co może by użytkownicy jego produktów nie mieli powodów by tęsknić za Flashem - firma zachęca twórców stron WWW do zastępowania treści flashowych multimediami w innych formatach. Ale czy to wystarczy by wyprzeć z rynku Flasha i zastąpić go własnym rozwiązaniem? To akurat wydaje się mało realne - a nawet jeśli tak się stanie, to absolutnie nie należy oczekiwać, że nastąpi to rychło. Wedle szacunków organizacji Worldwide Web Consortium, na upowszechnienie się standardu HTML5 poczekamy jeszcze co najmniej 1,5 - 2 lata...

 

Daniel Cieślak

Więcej o: