Książki elektroniczne: przełom coraz bliżej

Na corocznych targach książek BookExpo America wszyscy wydawcy wielcy i mali zgodzili się, że era ebooków nadchodzi. Szkoda tylko, że oczekiwany przełom jest nadal mglisty, a percepcja szczegółów odmienna.

 

Wydawcy zgadzają się właściwie tylko w jednym: książki w postaci elektronicznej znaczą coraz więcej i branża - jeśli nie chce powtórzyć wpadki rynku muzyki - musi się z tym pogodzić. Przykład internetowej dystrybucji materiałów audio pokazał, że niechęć największych dystrybutorów zjawiska nie powstrzyma, a tylko może sprawić, że spóźnią się na pociąg do nowoczesności.

 

Sporym problemem rynku elektronicznych książek jest wojna formatów. Apple (iPad) i Amazon (Kindle) promują własne urządzenia i oprogramowanie, w których księgozbiory są niekompatybilne. Michael Serbinis, dyrektor wykonawczy Kobo (księgarnia internetowa i czytnik Kobo eReader) słusznie zauważa, że to tak, jakby tomy kupione w różnych miejscach (u nas np. w Empiku i Domu Książki) trzeba było przechowywać w różnych pokojach. David Shanks, dyrektor wykonawczy Penguin Group USA (amerykański oddział drugiego na świecie sprzedawcy książek) również marzy o jednym standardzie, którym będą posługiwać się wszyscy. Rozumie jednak, że problemem może być strach wydawców przed piractwem i konieczność stworzenia  odpowiednich mechanizmów ochrony praw autorskich.

 

BookExpo pokazało, że książka trzyma się dobrze. Cały rynek wydawniczy, zarówno papierowy jak i elektroniczny, był w 2009 roku warty 71 miliardów dolarów (według PriceWaterhouseCoopers). Eileen Gittins z Blurb ocenia, że w ciągu pięciu lat ebooki będą stanowić połowę sprzedaży. Ponieważ lwią częścią kosztu książki są praca z autorem i marketing, właściwie wszystko jedno czy będą one drukowane, czy elektroniczne. Ofensywy ebooków możemy spodziewać się w chwili, gdy okaże się, że tablety i czytniki się sprawdzają, a rynek wypracuje jeden wspólny format prezentowania treści.

 

[via Reuters]

 

Tomasz Andruszkiewicz